Dlaczego niektóre kraje w UE nadal nie mają euro?

04 maja 2020

Niektóre państwa Unii Europejskiej niemal za wszelką cenę dążą do wprowadzenia euro w swoich krajach. Za to inne zaciekle się przed tym bronią. UE nie jest jednolita, nawet w tak kluczowych kwestiach jak obrót pieniędzmi. A co mówi prawo unijne? Zasady przystąpienia do strefy euro reguluje tzw. traktat o funkcjonowaniu UE, który jest fundamentem funkcjonowania Unii. Według niego kraje, które przystępują do Wspólnoty, zobowiązane są do uczestnictwa w unii monetarnej wraz z pozostałymi członkami. Co jednak kluczowe, nie jest ustalone, w jakim horyzoncie czasowym ma do tego dojść. Niedawno pojawiła się sugestia Komisji Europejskiej, by do 2025 roku wszyscy posiadali wspólną walutę. Wiadomo już jednak, że jest to nierealne, gdyż nie wszyscy będą w stanie spełnić kryteria do tego czasu.

Sztywne kryteria dobrą i złą stroną

To właśnie sztywne kryteria stanowią, bądź stanowiły, przeszkodę dla krajów, które chcą przystąpić do strefy euro. Państwo chcące dołączyć do wspólnej waluty musi posiadać deficyt budżetowy nie wyższy niż 3% PKB, a dług publiczny niższy niż 60% PKB. Wzrost cen nie może być wyższy niż 1,5 pkt powyżej wskaźnika w trzech państwach najstabilniejszych pod tym kątem w UE. Do tego dochodzą stabilne stopy procentowe mierzone odchyleniem 2 p.p. od najstabilniejszych państw UE. Jeśli te kryteria są już spełnione, kraj aplikujący musi przez co najmniej 2 lata uczestniczyć w mechanizmie walutowym ERM II. Chodzi o stabilizację kursu walutowego w ramach odchyleń od parytetu UE. Do tych wszystkich kryteriów Unia dorzuciła jeszcze wzmiankę o niezależności banku centralnego, którego statut musi być zgodny z EBC i Europejskim Systemem Bankowym. Unia wyciągnęła wnioski z przeszłości i postanowiła położyć większy nacisk na nadzór nad bankami w krajach aspirujących do wspólnej waluty, szczególnie po aferze na Łotwie (która funkcjonuje w strefie euro od 2014 roku),  gdzie doszło do prania rosyjskich brudnych pieniędzy, a nawet pośredniczenia w finansowaniu programu nuklearnego Korei Północnej.

Trójka z szansami na euro w ciągu 5 lat

Sytuacja na ten moment wygląda jednak tak, że jedni uparcie próbują doskoczyć do strefy euro, a inni specjalnie się z tym nie spieszą. Do tych pierwszych należą Bułgaria, Chorwacja i Rumunia, czyli biedniejsze kraje UE. Słabe wyniki gospodarcze, korupcja na szczytach władzy i luki w prawie spowodowały, że długo nie mogły one dogonić peletonu euro. To się jednak zmienia, a postęp transformacji sprawił, że kraje te są coraz bliżej celu, czyli dołączenia do strefy euro w przeciągu 5 lat. Najbliżej na ten moment jest Bułgaria, ponieważ lew bułgarski jeszcze w tym roku ma trafić do ERM II. Szefowa MFW, bułgarka Kristalina Georgiewa, stwierdziła, że prawdopodobny termin przystąpienia jej ojczyzny to rok 2023. Tuż za Bułgarią znajduje się Chorwacja, której kurs waluty od zeszłego roku jest już powiązany z euro. Warto przy tym wspomnieć, że przyjęcie wspólnej waluty cieszy się dużym poparciem wśród samych Chorwatów. Ambitne plany mają w tym temacie także w Rumunii. Tamtejsze władze sądzą, że uda się tego dokonać w 2024 roku. Również w tym karpackim kraju spory odsetek mieszkańców popiera dążenia do przejścia na euro, mówi się o 70% poparciu.

I grupa eurosceptyczna

Poparcie obywateli to właśnie główny powód, że do krajów mających już euro, nie dołączyły jeszcze Dania i Szwecja. Odsetek przeciwników wspólnej waluty w tych bałtyckich krajach nadal wynosi ponad 60%. Co ciekawe, Duńczycy mają tzw. opcję opt out. W 1992 roku wynegocjowali sobie wyłączenie z obowiązku przystąpienia do strefy euro (z podobnego rozwiązania korzystali Brytyjczycy). Za interesujący fakt można uznać, że Dania mimo wszystko dołączyła do mechanizmu ERM II. Miało to na celu ustabilizowanie kursu korony duńskiej do euro i zapobieganie dużym odchyleniom notowań. Dlaczego Szwedzi nie chcą euro, mimo że prawdopodobnie mogliby zyskać w kwestiach handlowych? Decydenci jednego z najstarszych banków centralnych, czyli Riksbanku, twierdzą, że straciliby autonomię w kwestii prowadzenia polityki monetarnej, a tym samym problemy innych krajów UE mogłyby rzutować na rodzimą gospodarkę.

“Buntownicze” kraje

Pozostałe państwa UE, które wciąż posiadają własne waluty, a więc Polska, Czechy i Węgry, to znani “eurosceptycy”. Obawy o deregulację krajowych gospodarek są tak silne, że trudno się spodziewać, by te kraje szybko dołączyły do strefy euro. Bez wątpienia wskaźniki makro po stronie tej trójki są bardzo korzystne, gdyż tempo wzrostu gospodarczego w znaczny sposób przekracza rozwój pozostałych krajów eurozony. W 2018 roku Polska i Czechy notowały 5% dynamikę wzrostu PKB, a Węgry taki sam wynik osiągnęły rok później. Ta eurosceptyczna trójka otwarcie mówi o chęci zachowania autonomicznej polityki monetarnej, a także zasłania się niepewnością co do dalszych losów wspólnej waluty. Głosy te mocno się nasiliły po ledwo unikniętym bankructwie Grecji, a potem kłopotach gospodarczych Włoch. W Polsce i u naszych południowych sąsiadów sprzeciw wobec euro jest wyraźny również wśród obywateli. Odpowiednio 70% i 80% z nich nie chce wspólnej waluty. Przede wszystkim obawiają się mocnego wzrostu cen. Eurosceptyczną postawę widzimy też w podejściu rządów tych trzech krajów, którym bardziej zależy na osłabieniu integracji niż na jej zacieśnianiu. Jak ostatnio powiedział premier Mateusz Morawiecki: “niektóre kraje po przystąpieniu do strefy euro nie rozwinęły się”. Nieco inaczej wygląda sprawa na Węgrzech, gdzie większość ludzi chce euro, ale najważniejsza osoba w państwie, czyli szef rządu Viktor Orban, jest temu przeciwny.

Ryzyka dla krajów bez euro

Liczba państw, które odrzucają euro, a w Unii chcą pozostać, będzie się więc kurczyć. Za 5 lat może się okazać, że w tym gronie pozostaną Polska, Czechy, Węgry, Szwecja i Dania, bo szanse, że do unijnych struktur w tym czasie przystąpią nowe kraje bałkańskie, również są niewielkie. Co ważne, im mniej takich państw, tym ich wpływ na Wspólnotę będzie mniejszy. Tym bardziej, że tzw. twarde jądro Unii, a więc Francja i Niemcy chcą integrację oprzeć właśnie na strefie euro. Następnym krokiem na tej drodze ma być stworzenie budżetu tylko dla tej strefy. Takie działanie osłabiłoby budżet całej Wspólnoty. Może dla Szwecji i Danii ta sprawa nie jest ważna, bo są płatnikami netto, a więc saldo wypłat i wpłat do kasy Unii jest u nich ujemne. Dla naszego kraju może to jednak oznaczać dużo mniejsze wpływy z europejskich funduszy. W naszym kraju utarło się podejście, że euro jest złe, ale środki płynące z Unii mocno nam się należą. Problem w tym, że już niebawem możemy być świadkami przykrej niespodzianki.

Koronawirus może wstrzymać akcesję, a także powitać nowych członków bez euro

Nie można jednak nie wspomnieć o sytuacji na świecie, z którą mamy do czynienia w tej chwili. Koronawirus wniósł prawdziwy chaos na rynki finansowe, a także w życie zwykłych obywateli. Lawinowo rosnąca liczba zamkniętych zakładów i wstrzymanych produkcji spowoduje spore reperkusje w gospodarkach krajów strefy euro. Może to oznaczać, że ponownie wzmogą się głosy społeczeństwa włoskiego i hiszpańskiego na temat wyjścia ze strefy euro. W dalszej kolejności może być Grecja. A to właśnie w tych krajach będziemy mogli zaobserwować małe “deja vu”. Kraje te wyszły niedawno z kryzysu, a już stoją przed następnym. Czy to będzie oznaczać, że lista krajów bez euro się powiększy? Na ten moment trudno rozstrzygnąć.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Pawlak

Analityk walutowy Walutomat.pl

Zobacz także


Knowledge 07 Sie 2020

Czy wybuch pogrąży Liban?

Knowledge 10 Lip 2020

Inflacja, czyli zło konieczne