Wszystkie drogi prowadzą do... euro

09 Cze 2021

Mimo wyzwań i problemów, z jakimi unia walutowa/strefa euro musiała się mierzyć od początku swojego istnienia, euro jako waluta ma wciąż ogromną siłę przyciągania. Czasem nawet większą dla państw, które nie są stroną unii politycznej o nazwie UE.

Peleton w drodze do eurozony

W tej chwili na 27 państw członkowskich Unii Europejskiej już 19 zmieniło krajowe waluty na jedną wspólną: euro. Kolejne, jak Bułgaria i Chorwacja, stoją w przedsionku i z chęcią przekroczą próg o nazwie wspólna waluta. Znajdziemy też takie, które mimo wynikających z traktatów zobowiązań, nie spieszą się nawet z dyskusją o takiej możliwości. Po odpłynięciu Wielkiej Brytanii poza Wspólnotę tylko jeden kraj wciąż twardo stawia kwestię utrzymania niezależności walutowej i monetarnej, a jest nim Dania ze swoją koroną. Jednak same chęci nie wystarczą, aby uzyskać akces do tego klubu. Trzeba wypełnić warunki ekonomiczne i prawne, czyli tzw. kryteria konwergencji. A o nie jest zdecydowanie trudniej w warunkach koronakryzysu, jak i zapewne nie będzie to prostsze w nadchodzących po nim latach.

Zasady ruchu na autostradzie ku wspólnej walucie

Zwane inaczej  „kryteriami z Maastricht” to cztery wymagania, które musi spełnić kandydat, chcący wprowadzić euro. Po pierwsze stabilność cen, co oznacza, że w kraju aplikującym inflacja nie może być wyższa niż 1,5 p.p. w porównaniu do dynamiki cen w trzech państwach o najbardziej stabilnym wskaźniku HICP. Po drugie sytuacja fiskalna, czyli wnioskujący o przystąpienie nie może być poddany procedurze nadmiernego deficytu (dług publiczny nie powinien przekraczać 60% PKB). Trzecie są stopy procentowe, a ich wysokość musi pozostawać w zakresie 2 punktów procentowych od tych samych 3 państw, które prezentują największą stabilność inflacyjną. Ostatnie kryterium zasadniczo powinno być także ostatnim krokiem na schodach do unii monetarnej. Pretendent powinien na 2 lata przystąpić do mechanizmu ERM II, który możemy określić jako przedsionek strefy euro, ale w tym czasie jego waluta ma być odporna na znaczące wahania, oczywiście w szczególności, gdy mowa o kursie euro.

Boczny tor strefy euro

Kiedy weźmiemy pod uwagę geografię, to okaże się, że istnieją obszary, które nie znajdują się na Starym Kontynencie, ale euro jest tam środkiem płatniczym. Mowa np. o francuskich terytoriach zamorskich jak znajdujące na Karaibach Gwadelupa, Gujana Francuska, czy Martynika. Do tego możemy dodać choćby portugalską Maderę, czy znane z turystyki hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie. Euro jest oficjalną walutą także w państwach, które nie są członkami UE. Wśród takich przypadków wymieniamy Księstwo Monako, Republikę San Marino, Watykan i Andorę. Zresztą z powodu swojej specyfiki, czyli wielkości tudzież sile gospodarczej, te kraje od dłuższego czasu posługiwały się również walutami swoich większych sąsiadów. Z bardziej egzotycznych przykładów można wspomnieć o wyspie Saint-Pierre-et-Miquelon u wschodnich wybrzeży Kanady, czy też wyspę Saint-Barthélemy.

Wszystkie powyższe państwa tudzież terytoria (oficjalnie niewchodzące w skład UE) mają podpisane ze Wspólnotą porozumienia regulujące np. możliwość bicia własnych eurocentów i druk własnych banknotów euro. Jednak te organizacje polityczne formalnie nie są częścią strefy euro i właśnie w taki sposób traktuje je choćby Europejski Bank Centralny, który nie gwarantuje ich przedstawicielom miejsca przy decyzyjnym stole. Spotkaniom eurogrupy również mogą przyglądać się jedynie z boku. Istnieją także kraje, które są wykluczone z oficjalnych gremiów, mimo że nie posiadają własnej waluty i posługują się wyłącznie euro.

Prosta ścieżka

Mamy tu ciekawy współczesny przykład tego, jak procesy historyczne i polityczne wpływają na sytuację walutową niektórych obszarów. Wojny i konflikty trawiące Bałkany w latach 90. XX wieku doprowadziły do rozpadu Jugosławii, a tym samym kreacji wielu nowych organizmów politycznych. Jedno z tych państw jest już wieloletnim i pełnoprawnym członkiem eurozony. Słowenia dołączyła do UE razem z Polską w 2004 roku, ale wspólną walutę zaadaptowała ekspresowo, bo w niecałe trzy lata. W połowie drogi znajduje się inny z krajów, który wybił się na niepodległość trzy dekady temu, a o którym wspominaliśmy już powyżej. Chociaż pandemia i koronakryzys mocno nadwyrężył wszystkie gospodarki, to fakt pozostawania Chorwacji w mechanizmie ERM II daje jej nadzieję, że dołączenie do eurogrupy nie będzie odległe. W zupełnie innym miejscu znajdują się za to Czarnogóra i Kosowo.

Kręta droga

Czarnogóra przez kilkanaście lat pozostawała w związku państwowym z Serbią, ale hiperinflacja, która dotknęła jugosłowiańskiego dinara, sprawiła, że już w 2000 r. Czarnogórcy przyjęli markę niemiecką jako jedyną oficjalną walutę na swoim terytorium. Jednak marka niedługo potem zakończyła swój żywot i mówiąc kolokwialnie, niejako z rozpędu w 2002 r. euro stało się kolejnym środkiem płatniczym obowiązującym na terenie kraju znad Morza Adriatyckiego. Można postawić tezę, że za wspomnianą powyżej hiperinflację, która dotknęła Serbię w końcówce lat 90., współodpowiedzialny jest konflikt zbrojny. Wyłoniła się z niego nowa organizacja polityczna, będąca równocześnie ostatnim bohaterem zamieszanym we wspólną walutę. Kosowo, które nigdy nie zaistniałoby na europejskiej scenie bez pomocy zachodnich mocarstw, nie miało raczej wielkiego wyboru i również zaczęło używać euro. Problemem zarówno w przypadku Czarnogóry, jak i Kosowa jest fakt, że zaadaptowały EUR bez zgody i bez konsultacji z eurogrupą, czyli uczyniły to jednostronnie. Tym sposobem oficjalnie nie są stroną unii walutowej. Chociaż UE z różnych przyczyn nie walczy z już usankcjonowanym używaniem swojej waluty na terenie powyższych terytoriów, to wyraźnie podkreśla (wraz z EBC), że nie życzy sobie kolejnych jednostronnych decyzji o przyjęciu euro przez żadne państwo. Państwo lub terytorium, ponieważ gwoli ścisłości Kosowo nie jest uznawane za państwo nawet przez kilku członków Unii.

Jak widać, drogi prowadzące do euro mogą być bardzo różne, a czasem niezwykle kręte. Niektórzy są w pewnym stopniu w obecnych okolicznościach skazani na posługiwanie się wspólną walutą, inni są zadowoleni z przynależności do unii walutowej od lat. Jeszcze inni starają się dołączyć do klubu, korzystając z utartych i legalistycznych ścieżek, gdy kolejni próbują wejść do eurozony tylnymi drzwiami, nawet jeśli oznacza to bycie niechcianym gościem na imprezie. Chociaż dyskusja w Polsce na temat porzucenia złotego i przyjęcia euro wydaje się wciąż odległa, a nie sprzyja jej ani polityczny, ani społeczny klimat, to warto pamiętać, że ostatecznie jesteśmy zobowiązani traktatami do dołączenia do strefy euro. Może warto wyciągnąć wnioski z doświadczeń innych, którzy weszli do unii walutowej już po jej utworzeniu. To może dać nam szansę na dobre przygotowanie i spokojne wdrożenie EUR, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Adam Fuchs

Analityk walutowy Walutomat.pl