Czym są koszyki walutowe?

14 Sty 2019

Na świecie istnieje 180 oficjalnych walut. W zależności od regionu, poziomu rozwoju gospodarczego, stabilności systemu finansowego różnią się one od siebie wartością. Rynek finansowy dla ułatwienia posegregował je w tak zwane koszyki, wewnątrz których znajdują się waluty o zbliżonej specyfice. Najprostszym podziałem jest ten geograficzny, dlatego czasem mówimy o koszyku walut środkowoeuropejskich, czy południowoamerykańskich. Znacznie bardziej praktycznym podziałem jest jednak segregacja uwzględniająca siłę danych walut.

Waluty rezerwowe

Wbrew swojej nazwie są to najważniejsze waluty na globalnym rynku. To właśnie na nich opiera się SDR, czyli Specjalne Prawa Ciągnienia, oficjalna jednostka rozliczeniowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. SDRy zostały wprowadzone, by usprawnić handel międzynarodowy ponad pół wieku temu. Z czasem państwa zaczęły je wykorzystywać nie tylko do rozliczeń bilateralnych, ale także do tworzenia rezerw walutowych (stąd właśnie nazwa). Skład koszyka oraz waga poszczególnych walut jest aktualizowana przez MFW co pięć lat. W pierwszym zestawieniu znalazły się: dolar amerykański, marka niemiecka, jen japoński, funt szterling oraz frank francuski. W 2001 roku z oczywistych względów marka oraz frank zostały zastąpione przez euro. Ostatnia zmiana nastąpiła w 2016 roku, kiedy do koszyka dodano juana. Jest to efekt wieloletnich starań władz z Pekinu, które obarczyły dolara odpowiedzialnością za ostatni kryzys finansowy. Co ciekawe jednak na wprowadzeniu chińskiej waluty najwięcej straciło euro (6,5 p.p.), a nie dolar (zaledwie 0,2 p.p.). Obecnie wagi poszczególnych walut prezentują się następująco: dolar – 41,7%, euro – 30,9%, juan – 10,9%, jen – 8,3% oraz funt – 8,1%.

Safe haven

W momentach kryzysowych, gdy wzrasta niepewność, rynek ma tendencje do uciekania do tak zwanych bezpiecznych przystani. Za każdym razem, gdy obserwujemy wzrost awersji do ryzyka rosną notowania dolara, jena oraz franka, które właśnie należą do koszyka safe haven. Teoretycy mają tu pewien problem, ponieważ w rozważaniach czysto naukowych kraje, których jednostka płatnicza ma taką reputację powinny charakteryzować się stabilnością polityczną, niezależnym od rządu bankiem centralnym, roztropną polityką fiskalną i pieniężną. I właśnie w tym ostatnim punkcie objawia się największy dysonans między teorią a rzeczywistością. O ile Szwajcaria bezsprzecznie spełnia wszystkie te punkty to jednak zadłużenie Japonii czy Stanów ciężko nazwać roztropną polityką fiskalną.

Oba te kraje jednak ze względu na swoją pozycję czy to gospodarczą, czy polityczną dają inwestorom poczucie bezpieczeństwa. Do tego stopnia, że gdy we wrześniu 2001 roku doszło do ataków terrorystycznych, dolar, mimo że znalazł się w samym centrum wydarzeń, gwałtownie się umocnił. Było to związane ze wzrostem obaw na rynkach finansowych oraz ucieczką kapitału właśnie do bezpiecznych przystani. Na mniejszą skalę możemy to również obserwować przy ostatnich poczynaniach Donalda Trumpa i jego wojnie handlowej z Chinami. Z jednej strony taki protekcjonizm powinien uderzać w dolara, z drugiej strony zwiększa globalną awersję do ryzyka, wspierając waluty safe haven.

Waluty surowcowe

Ważną rolę w globalnym handlu pełnią waluty państw eksportujących na dużą skalę surowce strategiczne takie jak ropa, gaz, czy różnego rodzaju metale. Do najważniejszych z nich należą tzw. comdolls (skrót od commodity dollars), czyli dolary kanadyjskie, australijskie i nowozelandzkie, korona norweska, rand południowoafrykański czy rubel rosyjski. Ich kursy bardzo często podążają za wyceną surowca, co można w łatwy sposób wytłumaczyć. Wzrost ceny ropy powoduje wzrost zapotrzebowanie na koronę norweską, a co za tym idzie wzrost jej wartości. Podobnie to działa w przypadku dolara kanadyjskiego czy rubla. Dolar australijski jest powiązany z kursem złota. Na dolara nowozelandzkiego wpływają ceny mięsa czy nabiału, a rand jest blisko skorelowany z platyną. Część rynku traktuje inwestowanie w te waluty tożsamo z ekspozycją na rynek surowcowy.

Koszyk Emerging Markets

Lokalnie najbardziej interesuje nas koszyk EM, do którego zalicza się złoty. W jego skład wchodzą waluty państw rozwijających się. Początkowo ograniczał on się do jednostek płatniczych takich krajów jak Chiny, Brazylia, Rosja czy RPA. Obecnie w jego skład wchodzą 24 waluty państw z całego świata. Charakteryzują się one dużą wrażliwością na zmiany w poziomach awersji do ryzyka. Często problemy w jednym z tych krajów, ciąża całemu koszykowi, ciągnąc go w dół. Tak było w ubiegłym roku podczas kryzysów na tureckiej lirze, czy argentyńskim peso. Wewnątrz tego koszyka znajduje się grupa walut CEE (Central and Eastern Europe), która w ostatnim czasie odgrywa rolę pewnego rodzaju stabilizatora. W jej skład wchodzą: czeska korona, węgierski forint, bułgarski lew, czy polski złoty.

Kwestie umowne

Posegregowanie walut w koszyki ma wymiar czysto pragmatyczny. Przede wszystkim chodzi o łatwiejsze poruszanie się w świecie pełnym zupełnie różnych walut. Powoduje to, że podział ten nie jest hermetyczny czy całkowicie rozdzielny. Koszyki EM i walut surowcowych w pewnym stopniu się pokrywają. Podziały te również funkcjonują na bazie dużych uproszczeń i choćby np. nasz złoty oraz malezyjski ringgit nie mają za wiele wspólnego, a mimo to obie te waluty zaliczają się do koszyka EM. Juan także jeszcze nie tak dawno bezsprzecznie należał do tego koszyka. Dziś można mieć wątpliwości czy waluta drugiej największej na świecie gospodarki powinna się tam znajdować, pamiętając jego niedawny awans do grona walut rezerwowych. Podobne wątpliwości może budzić rosyjski rubel, który jest zaliczany do walut surowcowych, choć w ostatnim czasie jego kurs oraz cena ropy charakteryzowały się ujemną korelacją, co było spowodowane względami politycznymi.

Analiza koszyka danego środka płatniczego jest z pewnością istotna, ale to tylko jeden z wielu czynników determinujących siłę danej waluty.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Adamczak

Analityk walutowy Walutomat.pl