W piątek amerykańskie indeksy giełdowe biły kolejne rekordy. Pozytywny sentyment był dostrzegalny także na rynku walutowym, czego objawem było choćby umacnianie się polskiego złotego. Poprawa nastrojów związana była m.in. ze zbliżającą się perspektywą przyjęcia pakietu fiskalnego w Stanach, ale też z coraz lepiej wyglądającą akcją szczepień. W poniedziałek optymizm nie wszędzie jest już tak wyraźny, ale o żadnej korekcie nie ma jeszcze mowy.

Mocne otwarcie

Nowy tydzień mocnym wejściem naznaczyły azjatyckie parkiety, wśród których z ponad 2% zwyżką wyróżniał się japoński Nikkei. W Europie większość indeksów otworzyła się z dużą luką wzrostową, która nawet słabnącemu w trakcie sesji frankfurckiemu DAX-owi pozwala w godzinach popołudniowych utrzymywać się wyraźnie ponad kreską (+0,5%). Prym na Starym Kontynencie wiedzie mediolański FTSE MIB, rosnący o imponujące 1,7%. Na drugim miejscu znajduje się londyński FTSE 100, który idzie w górę już o ponad 1%. Dalej znajdziemy francuski CAC 40, który zwyżkuje o 0,9%, czy paneuropejski STOXX 50 ze wzrostem na poziomie 0,7%. Nawet bardzo cierpiący od początku roku hiszpański IBEX 35 radzi dziś sobie całkiem nieźle (+0,4%). Niestety mimo dobrego ogólnego sentymentu ponownie nie zachwyca warszawski WIG20, który traci 0,1%. Jak zwykle wiele zależy teraz od otwarcia w Nowym Jorku, ale wycena kontraktów futures na tamtejszych indeksach wskazuje, że Amerykanie pomimo piątkowych rekordów także powinni dołączyć do byków.

Paradoks dolara

Poniedziałkowy kalendarz makro świeci pustkami. Jedyna istotna publikacja dotyczyła niemieckiej produkcji przemysłowej, która w ujęciu miesięcznym wyniosła w grudniu okrągłe zero, co można uznać za niepokojącą wiadomość, gdyż był to rezultat gorszy od prognoz i równocześnie najsłabszy od lipca. W tym fakcie na siłę mogliśmy doszukiwać się przyczyny porannej sytuacji na głównej parze walutowej świata (-0,2%), ale w tym przypadku była to raczej korekta piątkowego osłabienia dolara. Tutaj możemy dostrzec pewien paradoks.

Zacznijmy może od początku. Dolar rósł w siłę już mniej więcej od 21 stycznia, a jego umocnienie pogłębiło się w pierwszym tygodniu lutego. Wtedy najpierw zostało wybite techniczne wsparcie na 1,205 $, by w końcu pokonać psychologiczną wartość 1,20 $. Część ekspertów wieszczyła, że w takim razie otwiera się szeroka droga na południe. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Tutaj dochodzimy do rynkowego paradoksu. Po pierwsze dolar z racji pozycji USA w globalnej układance uznawany jest za bezpieczne aktywo, w którego stronę często ucieka kapitał w mniej pewnych czasach. Taki układ jednocześnie sprawia, że nawet jeśli pozytywne impulsy pochodzą ze Stanów, to w przeciwieństwie do wielu innych walut, nie musi to wpłynąć korzystnie na pozycję USD. Gorzej, że osłabienie dolara może przyjść także z drugiej strony, gdy negatywne odczyty zza oceanu potrafią go osłabić. To właśnie niejednoznaczne dane z rynku pracy mogły stać za ostatnim odwrotem od amerykańskiej waluty.

Jednak w tym miejscu trudno o jasną odpowiedź o przyczyny, ponieważ te same publikacje zostały zignorowane przez rynek kapitałowy, a nowojorskie indeksy biły nowe rekordy. W tym kontekście mówi się o rozbudzonych nadziejach, co do szybkiego (kilka tygodni) przyjęcia pakietu fiskalnego prezydenta Joe Bidena. Inwestorzy ignorują ryzyka związane z pogłębiającym się deficytem i czekają na dopływ gotówki na rynki. Niezależnie od przyczyn osłabienie dolara jest faktem. Dziś w nocy kurs EUR/USD już odbił się od 1,205 $, czyli jeszcze niedawnego wsparcia, które teraz stało się oporem. Chociaż „zielony” próbował odrabiać straty, to po południu znów słabnie, a kurs najważniejszej pary walutowej świata o godz. 15 znajduje się w okolicach 1,204$.

 

W przeciwieństwie do warszawskiej giełdy do pozytywnego sentymentu próbuje podłączyć się polski złoty. Po godz. 15 umacnia się w stosunku do głównych walut. Najmniej do USD, gdyż kurs dolara amerykańskiego krąży w okolicach 3,723 zł. Trochę więcej zyskuje w stosunku do wspólnej waluty, a kurs euro jest przy 4,481 zł. Jeszcze lepiej wygląda to na CHF, ponieważ kurs franka szwajcarskiego znalazł się już poniżej 4,135 zł. Największa presja ciąży na GBP – kurs funta szterlinga jest już przy 5,099 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

No to ruszyli

22 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Zakazane słowo na „I”

21 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

EBC nie chce iść drogą Fed

18 Cze 2021

Krzysztof Pawlak