Zaskakująca decyzja Seðlabanki Íslands rzuca nowe światło na walkę z inflacją. Dolar bierze się za kredki i rysuje dołek. Brytyjczycy mogliby, ale nie zamierzają udawać, że nie ma problemu.

Odwilż nadchodzi z Północy

Trzeba to odbierać w kategoriach pewnej niespodzianki. Wczoraj po posiedzeniu banku centralnego Islandii dostaliśmy komunikat o podniesieniu stóp procentowych w tym kraju. Wzrosła ona z 0,75% do 1%. Do tej pory kraj z dalekiej północy faktycznie był wymieniany w gronie państw, które będą w forpoczcie walki z inflacją, jednak spekulowano raczej o ostatnich miesiącach 2021 roku. Jeszcze wczoraj większość inwestorów spodziewała się, że pierwszy wystrzał padnie gdzieś w naszym regionie – prawdopodobnie na Węgrzech. Jednak gdy wszyscy trwonili czas na zbędne spekulacje, Islandia postanowiła działać. I choć kraj wydaje się mocno egzotyczny, to wcale tak bardzo się od niego w pewnych kwestiach nie różnimy. Przede wszystkim na Wyspie inflacja osiągnęła poziom 4,6% – u nas wynosi ona między 4,3% a 5,1%, w zależności od tego kto liczy. Po drugie, gdy wszyscy obserwatorzy wskazują na wyraźne osłabienie korony, która w ostatnich miesiącach straciła wobec euro przeszło 10%, to jej kurs do złotego pozostaje względnie stabilny. Z prostego powodu – PLN krwawi w podobnym tempie. Wyspiarze są jednak znacznie bardziej wyczuleni na problemy spadku wartości pieniądza z prostej przyczyny. Ich ostatnie doświadczenia z inflacją są znacznie świeższe niż w innych krajach. Po kryzysie z 2008 roku dynamika cen w Reykjaviku sięgała 20%.

Zielone złudzenia

Globalnie jednak Islandia pozostaje zaledwie ciekawostką. Uwaga pozostaje skoncentrowana na Stanach. Dolar cały czas pozostaje na względnie niskich poziomach. Główną przyczyną jest założenie inwestorów o bierności FEDu w najbliższych miesiącach. Znaczna część rynku zakłada, że Amerykanie jako jedni z ostatnich będą reagować na odbicie cen. Nie do końca się zgadzam z tym podejściem, zwłaszcza w świetle ostatnich wypowiedzi członków FOMC z Kaplanem na czele. I tak wiem, że relatywizm wśród inwestorów bywa ogromny i wszystko można odpowiednio zinterpretować, to jednak mam poczucie, że inwestorzy podchodzą do pewnych spraw zbyt życzeniowo. I jasne dziś pewnie dostaną kolejne potwierdzenie własnych przekonań w postaci minutek z ostatniego posiedzenia, rzecz w tym, że jest to pewna brzydka manipulacja ze strony rynku. Warto pamiętać, że to, co przeczytamy wieczorem, zostało wypowiedziane jeszcze zanim dostaliśmy najświeższy raport o inflacji. Wartość poznawcza dzisiaj opublikowanego protokołu będzie tak naprawdę żadna. Znajdujemy się obecnie w zupełnie innych realiach.

Funt dotarł na szczyt

Pozostając w temacie inflacji – zresztą kalendarz odczytów nie pozostawia tu wyboru – przenosimy się do Londynu. Brytyjczycy ogłosili, że dynamika cen przyspieszyła już do poziomu 1,5%, co jest wynikiem lekko powyżej oczekiwań, ale co ważniejsze jest wyraźnie wyższy od odczytu z marca. Na Wyspach już teraz coraz mocniej rośnie potrzeba szukania rozwiązań na wypadek, gdyby trendy cenowe jednak okazały się bardziej trwałe, niż to zakładają wszyscy dookoła. W poniedziałek mocny sygnał do dyskusji dał Gertjan Vlieghe i wiele wskazuje na to, że nie jest osamotnionym głosem. W międzyczasie funt względem dolara dotarł do szczytu zarysowanego w drugiej połowie lutego. Warto pamiętać, że w tych okolicach zakończył się trend również w 2018 roku. Na tej parze jak na dłoni widać jakie przełożenie na waluty mają przekonania inwestorów co do nastawienia banków centralnych do problemu inflacji.

Złoty dzisiaj ambiwalentnie radzi sobie na szerokim rynku. Z jednej strony widzimy taniejącego franka (4,10 zł) – trzecią sesję z rzędu – z drugiej mamy lekkie odbicia na euro (4,52 zł) oraz dolarze – powrót do 3,70 zł. Funt od rana próbował wyjść górą, jednak szybko wrócił do poziomu otwarcia – 5,235 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

No to ruszyli

22 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Zakazane słowo na „I”

21 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

EBC nie chce iść drogą Fed

18 Cze 2021

Krzysztof Pawlak