Tanie franki na spłatę kredytu

08 Mar 2018

Ludzie już dość dawno zorientowali się, że pieniądz mimo swojej wyjątkowej roli w naszym społeczeństwie, jest zarazem stosunkowo zwykłym towarem. Takim, który podlega zwykłej wycenie, gdzie istotna jest powszechna walka popytu i podaży. Widać to wyraźnie w momencie, gdy na rynku pojawiają się z jednej strony podmioty, które potrzebują więcej pieniędzy, niż posiadają, a z drugiej takie, które dysponują ich nadmiarem.

Swiss francs / the concept the home loan.

Cena pieniądza, tak jak cena każdego innego towaru jest wyrażona… oczywiście w pieniądzach, choć w dość wyjątkowy sposób. Posiadacz kapitału za jego użyczenie oczekuje zapłaty w postaci pewnego procentu jego wartości. To wygodne rozwiązanie pozwoliło usystematyzować rynek pieniądza. Dość szybko zauważono, że ceny znacząco różnią się w zależności od tego, kto się o dany towar stara. Okazało się, że istotną składową ceny pieniądza jest zaufanie, jakim podmioty darzą się nawzajem. W ten sposób powstała wycena pieniądza w czasie, gdzie cena sprowadza się przede wszystkim do zaufania.

Oprocentowanie nie jest jednak jedynym możliwym sposobem wyceny pieniądza. Dzieje się tak ze względu na to, że w pewnym momencie nasze społeczeństwa  podzieliły się, utworzyły osobne zbiorowości, które z czasem wyewoluowały w państwa, ze swoimi własnymi środkami płatniczymi. Z czasem, gdy te państwa zaczęły ze sobą handlować, pojawiła się potrzeba wyceny lokalnych walut. Na początku nie przysparzało to większych trudności ze względu na konieczność utrzymywania w skarbcach odpowiedniej ilości szlachetnego kruszcu. Sytuacja zmieniła się, kiedy państwa ostatecznie zrezygnowały z parytetu złota. Kursy walut zostały uwolnione. Do gry znowu weszła walka popytu z podażą, a kluczowym elementem wyceny waluty także zostało zaufanie. Zaufanie co do siły gospodarki, do polityków rządzących, czy otoczenia prawnego w danym kraju.

Szwajcaria – enklawa taniego pieniądza

Rozwój pieniądza doprowadził do ciekawej sytuacji, w której w jednym kraju podmiot o tej samej wiarygodności mógł pożyczyć kapitał taniej niż w drugim. Dzieje się tak ze względu na lokalną działalność banku centralnego, który stopami procentowymi stara się wpływać na koszt pieniądza. I tak państwa wysoko rozwinięte, co do zasady, mają niższe stopy procentowe od tych słabiej rozwiniętych. Szwajcaria ze względu z jednej strony na stan swojej gospodarki, a z drugiej przez swoją już legendarną neutralność, została zaliczona do koszyka walut safe haven, co spowodowało, że tamtejsze stopy procentowe są jednymi z najniższych na świecie. Sytuację tę swego czasu starały się wykorzystać banki w krajach rozwijających się, oferując kredyty frankowe lokalnym podmiotom, zapominając w pewnym momencie o ryzyku walutowym. A przecież te same czynniki, które doprowadziły do ultra niskich stóp procentowych, także wspierają siłę franka na rynku walutowym. Z tym że bank centralny Szwajcarii SNB długo walczył z rynkiem, nie dopuszczając do nadmiernego umocnienia. Sytuacja się zmieniła na początku 2015 roku, gdy SNB ostatecznie skapitulowało, kurs franka wystrzelił w górę, a wszyscy “frankowicze” zaczęli zadawać sobie pytanie, skąd brać tanie franki?

Kurs ma znaczenie

Od czarnego stycznia, który tak dużo namieszał w życiu wielu ludzi, minęły już trzy lata. Mimo pierwszych obaw, kurs CHF/PLN nie tylko się zatrzymał, ale też powoli zaczął spadać, schodząc coraz niżej. Obecnie znajdujemy się w okolicach poziomu 3,60 zł, czyli w okolicach poziomów sprzed kapitulacji SNB. Powodów takiej sytuacji jest kilka. Po pierwsze, działania szwajcarskiego banku centralnego, który wprowadził ujemne stopy procentowe oraz nie zaprzestał retoryki o możliwym bronieniu kursu franka. Prezes SNB zdaje sobie sprawę, że mocna waluta może stanowić wielki problem dla eksportu, a tym samym i dla całej gospodarki. Po drugie, sytuacja globalna znacząco się uspokoiła, zagrożeń jest mniej i są one jakby bardziej oswojone, co powoduje, że kapitał chętnie szuka wyższych rentowności kosztem zgody na większe ryzyko. Tym samym dochodzimy do trzeciego powodu, czyli siły złotego. Nasza waluta ma za sobą świetną passę, w zeszłym roku obok czeskiej korony, była najsilniejszą walutą koszyka EM (czyli państw rozwijających się), który całościowo też miał bardzo dobry okres. W grudniu 2016 roku złoty rozpoczął niesamowity trend spadkowy, który zniósł kurs z poziomu 4,18 zł do wspomnianych 3,60 zł. Oznacza to, że przy przeciętnej racie kredytu w wysokości 400 franków, “frankowicz” zapłaci o blisko 240 złotych mniej.

Zawsze może być taniej

Wiele osób kredyt brało przy jeszcze niższym kursie, ale patrząc na to, jak wysoko był już kurs CHF/PLN, nawet one mogą teraz odetchnąć z ulgą. Nie oznacza to oczywiście, że nie warto szukać dalszych oszczędności, ponieważ po pierwsze, jeśli może być taniej, to warto skorzystać, a po drugie, sytuacja z tanim frankiem nie będzie trwać wiecznie. Ultra niskie stopy procentowe nie przekreśliły uczestnictwa Szwajcarii w klubie safe haven, a to oznacza, że przy pierwszych globalnych wstrząsach, kapitał będzie uciekał właśnie do franka. W Polsce ustawa antyspreadowa z 2011 roku pozwala wszystkim kredytobiorcom pozyskiwać walutę na spłatę kredytu praktycznie z dowolnych źródeł. Przy kredycie w wysokości 100 tysięcy franków, każdy grosz na kursie “waży” 1000 złotych. Warto więc rozejrzeć się za alternatywnymi rozwiązaniami.

Gdzie po walutę?

Zwyczajowo najtaniej walutę można uzyskać od rodziny, choć niewielu rodaków ma to szczęście, że wujek czy siostra zarabiają we frankach. Samo wprowadzenie ustawy z 2011 roku zmusiło banki do obniżenia spreadów, ale konkurencja między bankami to nie wszystko. Wielu klientów słusznie zauważyło, że kantory często proponują lepsze kursy niż banki. Zwłaszcza te internetowe, które dzięki między innymi efektowi skali, mogą oferować jedne z najniższych spreadów na rynku. Niezależnie od wyboru, oszczędności mogą być znaczne, zwłaszcza że jak to w każdym kantorze, często można negocjować kursy, uzyskując pewne zniżki.

Kredyt walutowy w zamyśle miał obniżyć koszty zobowiązania, niestety należy zawsze pamiętać o ryzyku walutowym, które powoduje, że tak naprawdę trudno przewidzieć, ile będzie wynosić rata za dwa, pięć czy dwadzieścia lat. Tak samo, jak przy szukaniu kredytu poświęcamy czas i energię, by znaleźć najlepszą ofertę, tak samo warto poszukać taniego i pewnego źródła waluty na jego spłatę. Zwłaszcza że możliwości na rynku nie brakuje.