Polska myśl eksportowa

17 Mar 2021

Przedsiębiorcy muszą się zmagać z wieloma wyzwaniami. Biurokracja, obciążenia podatkowe, rosnąca konkurencja ze strony innych firm to tylko niektóre z nich. Jednak przeszkody nie powstrzymują ich przed poszukiwaniem możliwości rozwoju, w tym nowych rynków zbytu dla swoich produktów czy usług. W poprawie rynkowej pozycji pomagają im także cyfrowe technologie XXI wieku.

Na własnym boisku

Statystyki pokazują, że od lat poprawia się sytuacja finansowa Polaków. Niezależnie czy pod uwagę weźmiemy stopę bezrobocia, czy też średnie wynagrodzenia albo z trochę innego rejonu danych: sprzedaż detaliczną. Niestety pandemia w pewnym stopniu zachwiała tymi trendami, ale wiele wskazuje na to, że nie jest w stanie trwale ich zmienić (jeśli tylko gospodarka wróci na odpowiednie tory w nieodległym horyzoncie czasowym). Grubsze portfele rodaków stale zwiększają konsumpcję, czy to w rozumieniu potocznym, gdy mówimy o zakupach produktów pierwszej potrzeby, jak żywność, czy też w przypadku usług poprawiających jakość życia lub wszelkiego rodzaju środków trwałych, jak np. sprzęty RTV i AGD, a kończąc na nieruchomościach. Wzrostowa dynamika rynku wewnętrznego pozwala części przedsiębiorców skupić się tylko na nim. Jednak wielu z nich szybko zauważa, że niesie to ze sobą pewne ograniczenia, czy to w postaci ceny, którą są w stanie zaakceptować rodzimi konsumenci, czy chociażby w zbyt wolnym tempie wzrostu akurat ich sektora działalności. Odpowiedzią na te bolączki może być wyjście na rynki zagraniczne, co z powodzeniem czyni coraz większa liczba polskich firm.

Liga Europy

Bez wątpienia tym, co w sposób zasadniczy wpływa na rozwój polskiego eksportu, jest fakt przynależności naszego kraju do UE, a w jeszcze szerszej perspektywie do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Dostęp do wspólnego rynku znosi zagrożenie obciążenia produktów dodatkowymi opłatami celnymi. Obecność w strefie Schengen, a co za tym idzie brak kontroli na granicach, pozwala na szybszy i bezproblemowy transport towarów. Główny Urząd Statystyczny w swoim raporcie (dokładnie w Informacjach Sygnalnych), uwzględniającym okres od stycznia do listopada 2020 roku, podał, że nasz eksport wyniósł niebagatelne 960 mld złotych. 74% tej kwoty przypada właśnie na kraje Wspólnoty, a w pierwszej dziesiątce głównych kierunków aż 7 państw to członkowie Unii. Wysoko w tym zestawieniu, bo na 3 miejscu, znalazła się też Wielka Brytania, ale chociaż nie była ona już formalnie w UE, to w zeszłym roku wciąż korzystała z przywilejów związanych z członkostwem. Działało to też w drugą stronę, dzięki czemu polskie firmy mogły cały czas sprzedawać swoje produkty na Wyspy bez większych barier. Z dużym prawdopodobieństwem brexit wpłynie na pozycję Zjednoczonego Królestwa na naszej liście, co nie znaczy, że nagle Wyspiarze przestaną zupełnie kupować produkty z kontynentu.

W strefie ataku

Ekspansja polskich firm na rynki zewnętrzne nie zwalnia. Nawet kryzysowy rok 2020 w porównaniu z poprzednim wypadł nad wyraz dobrze. Eksport wzrósł o 1,5%, a import zmalał o 3,3%, co pozwoliło uzyskać aż 51 mld złotych dodatniego salda w handlu zagranicznym. Przyczyn dalszego wzmacniania pozycji rodzimych przedsiębiorstw na europejskiej i globalnej scenie jest wiele. Niektórzy wskazują na wciąż relatywnie niskie koszty pracy w naszym kraju w porównaniu do zachodnich gospodarek. Inni zwracają uwagę, że niektóre z naszych eksportowych hitów ostatnich lat, czyli drewniane okna i meble, mogły się rozwinąć dzięki niesłabnącej podaży niezbędnego surowca z naszych lasów. Niebagatelne znaczenie w tej układance może też mieć sukces polskiej branży spedycyjno-logistycznej, która zawojowała Stary Kontynent, a dzięki temu innym firmom znad Wisły łatwiej zająć korzystne miejsce w łańcuchu transportowym.

Pierwszy skład

Kiedy przyjrzymy się bliżej strukturze naszego eksportu (GUS podaje ją wg nomenklatury SITC – Standard international trade classification), to możemy wysnuć tezę, że staliśmy się jedną z „fabryk Europy”. W zestawieniu najwięcej waży kategoria maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy, która odpowiada aż za 37% naszej sprzedaży za granicę. Na podium z prawie identycznym wynikiem niecałych 18% znalazły się towary przemysłowe i różne wyroby przemysłowe. Dopiero na czwartym miejscu wylądowała żywność i zwierzęta żywe z rezultatem 11%. Istotny wkład, bo prawie 10% stanowiły chemikalia i produkty pokrewne. Akurat ostatnie dwie kategorie urosły w 2020 roku, jednak nie zmienia to ogólnego obrazu, w którym zdecydowanie przeważają produkty wysoko przetworzone, a nie surowce czy płody rolne, o wiele bardziej podatne na wahania rynkowe. Dzięki temu gros naszych firm może planować produkcję w dłuższym horyzoncie czasowym przy mniejszej liczbie zmiennych.

Mecz na wyjeździe

Chociaż wielu rodzimych eksporterów nie musi zaprzątać sobie głowy regularnym sprawdzaniem wyceny zboża czy paliw kopalnych, to jednak jest rynek, który wszyscy powinni śledzić z zainteresowaniem, czyli rynek walutowy. Kolejną konkurencyjną przewagą dla wielu polskich firm jest posiadanie przez nasz kraj własnego środka płatniczego. Towary z reguły sprzedawane są w walucie obowiązującej w kraju docelowym, ewentualnie transakcje zawiera się w euro (co i tak pokrywa się z naszymi głównymi kierunkami) lub dolarze. Chociaż niektóre przedsiębiorstwa starają się część tych środków przeznaczać od razu na inwestycje, czyli głównie zakup produktów bądź usług, to większość tego kapitału trafia z powrotem nad Wisłę. A to oznacza, że właściciele i menedżerowie zmuszeni są do ich wymiany na polskiego złotego, bez którego nie mogą prowadzić działalności na terenie naszego kraju.

Piłka po naszej stronie

Gdzie tutaj może kryć się przewaga naszego biznesu? W skrócie z pozycji PLN na rynku walutowym. Możemy to łatwo zauważyć na przykładzie kursu euro z ostatnich 12 pandemicznych miesięcy. Jeszcze w styczniu 2020 r. za jedno euro musieliśmy płacić 4,20 zł. Jednak pierwsze uderzenie wirusa wiosną zeszłego roku i związana z nim panika, która ogarnęła wszystkich, w tym inwestorów, w bardzo krótkim czasie spowodowała wystrzał kursów. Na przełomie marca i kwietnia euro kosztowało już ponad 4,60 zł. Teraz załóżmy, że polski przedsiębiorca sprzedawał jakiś produkt w Niemczech za 1000 EUR. Po zawirowaniach na rynku cena nominalna produktu się nie zmieniła (choć popyt mógł, ale to już temat na inną historię) i otrzymał za nią tę samą kwotę. Jednak gdy wymienił wspólną walutę na PLN, to uzyskał z tej sprzedaży 400 zł więcej. Oczywiście jest to duże uproszczenie, ale po uzyskaniu pewnej skali mogło się okazać, że tylko dzięki zmianie kursu część przedsiębiorstw była w stanie pozyskać więcej środków, wypracowując tym samym większy zysk bądź przeznaczając je na dalsze inwestycje, dzięki którym nasz eksport mógł nie tylko się nie zatrzymywać, ale dalej rosnąć.

Kontratak bankierów

Rynek nigdy nie stoi w miejscu, dlatego nie zawsze realizuje się tak korzystny scenariusz dla sprzedających walutę. Wystarczy wspomnieć, że w ciągu następnych miesięcy 2020 r. kurs euro wahał się w przedziale 4,37-4,60 zł. Jednak biznes sprzedający swoje produkty i usługi zyskał potężnego sojusznika w batalii o korzystne dla siebie kursy. Narodowy Bank Polski przez pewien czas wyrażał zaniepokojenie zbyt silnym (wg tej instytucji) złotym, który może utrudniać działalność rodzimym eksporterom. Z niewiadomych przyczyn rynek ignorował wskazania centralnych bankierów i nic sobie nie robił z ostrzeżeń. Wtedy NBP przeszedł od słów do czynów i pod koniec roku przeprowadził interwencje walutowe, czyli zakupił duże ilości waluty za złotego, tym samym osłabiając go i powodując kolejny wystrzał kursu. Bank centralny dość autorytatywnie ustalił (nie przedstawiając opinii publicznej swoich wyliczeń, dzięki którym doszedł do takiego wniosku), że polski eksport jest opłacalny (tudzież ma szansę pozostać konkurencyjny), gdy kurs euro znajduje się powyżej 4,50 zł. Sceptycy zwracają uwagę, że choć NBP swoje operacje przeprowadzał pod hasłami pomocy przedsiębiorcom, to dzięki nim mocno poprawił swój bilans, a za tym może pójść wypłata wyższej dywidendy do budżetu państwa (ale to znowu temat na inny artykuł).

Piłka w grze

W całej tej dyskusji polski bank centralny lubi zapominać o drugiej stronie medalu. Mimo że polski bilans handlowy wygląda coraz lepiej (+51 mld), to przecież istnieje druga strona tego równania, czyli import. Nie zawsze polskie firmy (a raczej coraz rzadziej) są w stanie stworzyć produkt bez komponentów bądź surowców pochodzących z zagranicy. A to oznacza, że z reguły swoim kontrahentom płacą w obcej walucie, którą muszą kupić za PLN. Tych przedsiębiorców już tak bardzo nie cieszy wysoki kurs euro, który na początku marca ponownie dobijał do bram 4,60 zł. Nie powinniśmy zapominać, że jako państwo jesteśmy tylko i aż częścią globalnego łańcucha.

Obojętnie którą stroną handlu transgranicznego pozostaje polski podmiot w nim uczestniczący, to taka działalność będzie się wiązała z wymianą walut. W ostatnich latach dzięki rozwojowi technologii cyfrowych zarządzający przedsiębiorstwami zyskali kolejną możliwość zwiększenia konkurencyjności. Transakcje walutowe dokonywane online pozwoliły cały proces wymiany ułatwić, przyspieszyć, a także uczyniły go bezpieczniejszym. Nie dość, że środki można korzystnie wymienić, to także bezpośrednio wysłać do swoich zagranicznych partnerów. Na globalnym rynku nasze firmy muszą szukać każdej możliwości zyskania przewagi i można im już pogratulować, że czynią to z coraz większym sukcesem.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Adam Fuchs

Analityk walutowy Walutomat.pl