Akt desperacji - czyli działania banków centralnych w czasach pandemii

25 Mar 2020

Znaleźliśmy się obecnie w sytuacji bez precedensu. Kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 należy do tych najbardziej groźnych. Jednocześnie wywołuje wyrwę zarówno w popycie, jak i w podaży. Strach wstrząśnie nie tylko wzrostem gospodarczym, ale ma też ogromny potencjał, by rozdmuchać inflację, podczas gdy tak zwana stagflacja od lat pozostaje największym koszmarem ekonomistów. O tym, w jak w zupełnie nowym otoczeniu się znaleźliśmy, najlepiej świadczą nerwowe ruchy banków centralnych na świecie.

Bez powtórki

Obecna pandemia wciąż rozwija się w wyjątkowo dynamicznym tempie. Jej ciężar coraz bardziej przenosi się na Stary Kontynent, gdzie oprócz Włoch, zakażonych liczy się już w tysiącach we Francji, Niemczech czy Hiszpanii. Kolejne kraje nie mają złudzeń, że podobne wyniki to tylko kwestia czasu. I choć obecnej epidemii daleko do tych wcześniejszych, groźnych zaraz, już teraz widać, że świat wcale nie chce powtórki z choćby powojennej Hiszpanki. Większość krajów zareagowała błyskawicznie, odcinając możliwość swobodnego rozprzestrzeniania się coronavirusa. Problem w tym, że władamy mieczem obosiecznym, który uderza jednocześnie w epidemię oraz w globalną gospodarkę. Pozamykane szkoły, biurowce, przestoje w fabrykach, przejście na home office wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Analitycy nie mają wątpliwości, że odbije się to na kondycji poszczególnych gospodarek, a w konsekwencji również na tej globalnej. Zgody za to brakuje w oszacowaniu, jak bardzo źle będzie. Słowo recesja jest ostatnio odmieniane przez wszystkie przypadki.

Na ratunek!

Do walki ze skutkami pandemii COVID-19 ruszyły poszczególne rządy, organizacje międzynarodowe oraz banki centralne, które nie tylko zareagowały najszybciej, ale jak na razie najdosadniej. Te, które mogły, błyskawicznie podjęły decyzje o cięciu stóp. W tym przypadku pionierem był Bank Rezerwy Australii, ale na ruch kolejnych nie trzeba było długo czekać. Nie wszystkie banki centralne miały jednak ten luksus. Niektóre z nich przespały okres prosperity, nie wychodząc z ujemnych rentowności i tym samym wiążąc sobie ręce w tym trudnym okresie. Nie mogąc dalej obniżać stóp procentowych, EBC 12 marca postanowił sięgnąć po, co prawda niestandardowe, ale już dobrze znane narzędzia. Finansowanie w ramach programu TLTRO już wcześniej budziło spore wątpliwości. Potwierdziło to tylko, jak niewielkie pole manewru w spadku po sobie zostawił Mario Draghi. Przez tydzień rynki musiały czekać na kolejne posunięcie i choć kwota 750 mld euro faktycznie robi wrażenie, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że jest to po prostu więcej tego, co już było.

Amerykański przykład… bezsilności

Wydawało się, że w znacznie lepszym położeniu są Stany Zjednoczone. FED nie próżnował i gdy odczyty makroekonomiczne poprawiły się wystarczająco, rozpoczął zacieśnianie pasa. Pozwoliło to wyprowadzić politykę monetarną do poziomu, w którym można było mieć złudzenia, że Rezerwa w razie kryzysu nie będzie strzelać ślepakami, w przeciwieństwie do swojego europejskiego odpowiednika. Sytuacja byłaby zapewne jeszcze lepsza, gdyby udało się wybronić resztki niezależności w konflikcie z prezydentem Trumpem.

FED na początku kryzysu postawił siebie w roli globalnego szeryfa, który z jednej strony daje przykład pozostałym bankom centralnym (i nie tylko), a z drugiej sugeruje, że bierze odpowiedzialność za globalną gospodarkę. Obniżenie stóp procentowych o 50 p.b. na niezapowiedzianym posiedzeniu było demonstracją siły i pokazaniem gotowości do niestandardowych działań. Cały ten czar prysł w poniedziałek 16 marca, gdy Rezerwa spotkała się po raz kolejny, ścinając stopy procentowe o 1 p.p. do niemal zera oraz rozpoczęła program skupu aktywów warty 700 mld dolarów. Ruch ten był nadzwyczajny pod każdym względem, chwilowo wprowadzając na rynki optymizm. Radość była jednak mocno przedwczesna, gdyż inwestorzy szybko zorientowali się, że coś, co miało być pokazem siły, okazało się aktem desperacji. W dwóch ruchach Rezerwa wystrzeliła cały posiadany arsenał, dołączając do EBC w roli biernego obserwatora kolejnych wydarzeń.

Bierność lepsza?

Oczywistym jest, że z koronawirusem trzeba walczyć i potrzebne jest wsparcie dla gospodarki i bezpośrednio dla samych przedsiębiorców. Rzecz w tym, że tą walką w pierwszej kolejności powinny zająć się organy międzynarodowe, takie jak WHO czy ONZ, w drugiej lokalne rządy i dopiero na końcu banki centralne. Narzędzia dostępne dla tych ostatnich są najmniej precyzyjne i, co ostatnie lata wyraźnie pokazały, najdalej im do realnej gospodarki. Zadania banków centralnych są zgoła odmienne. W tym momencie trudno oprzeć się wrażeniu, że bieżące działania są nakierowane na ratowanie inwestorów, czy wsparcie rynków, a nie na wspomaganie gospodarki, nie wspominając o dbaniu o stabilność pieniądza w czasie, co jest de facto głównym zadaniem większości banków centralnych.

W poszukiwaniu lekarstwa

Osobną kwestią pozostaje skuteczność działań banków centralnych. Jeszcze zanim koronawirus zawładnął wszystkimi mediami, świat medycyny krzyczał o zaniechaniu nadużywania antybiotyków na świecie. Te miały stawać się coraz mniej skuteczne przez co coraz więcej bakterii staje się na nie odporne. Po kryzysie z 2008 roku świat finansjery był przekonany, że znalazł receptę na wieczne szczęście. Programy skupu aktywów miały być odpowiedzią na przyszłe kryzysy niczym wspomniane wyżej antybiotyki. Problem w tym, że były aplikowane przy każdym kichnięciu na rynkach i teraz, jedyne co nam pozostało, to licytowanie się, kto da więcej. 700 mld dolarów, 750 mld euro, 200 mld funtów, 12 bln jenów. Problem w tym, że ani koronawirus, ani straty poniesione w gospodarce, to nie jest zwykła dziura, którą można zasypać banknotami.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Adamczak

Analityk walutowy Walutomat.pl

Zobacz także