Ceny ropy naftowej - czy zapłacimy więcej za benzynę?

12 Paź 2021

Czarne złoto drożeje już 7 tydzień z rzędu. Cena baryłki w USA przekroczyła 80 USD i tak naprawdę analitycy coraz częściej rozpościerają wizję dobicia do okrągłych 100 USD. Dla kierowców w naszym kraju to oczywiście perspektywa droższej benzyny i płacenia za litr ponad 6 zł. Trend wzrostowy na ropie trwa w najlepsze, podparty zarówno techniką, jak i fundamentami.

Niedawno jeszcze nikt jej nie chciał

Żyjemy w czasach bezprecedensowych. Dla potwierdzenia tej tezy wystarczy, że przypomnimy sobie sytuację zaraz po wybuchu pandemii, kiedy to ropy dosłownie nikt nie chciał kupić, a kontrakty na ten surowiec były poniżej zera. Oznaczało to, że eksporter surowca musiałby dopłacić odbiorcy, by ten odebrał towar. Warto jednak zauważyć, że popyt na czarne złoto spadł niemal do zera w związku z szalejącą pandemią i wprowadzanymi ograniczeniami, które do minimum ograniczyły choćby loty samolotami (i ogólnie wszelkie podróże).

Mechanizmy rynkowe rządzą

Jeśli chodzi o fundamenty, to ceny czarnego złota rosną wraz z popytem na ten surowiec. Na świecie występują problemy z gazem, czyli innym surowcem energetycznym, wskutek czego zapotrzebowanie na ropę naftową rośnie. Ostatnio pojawiła się informacja od największego eksportera, że właśnie ta przyczyna spowodowała wzrost sprzedaży o 500 tys. baryłek dziennie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kartel zrzeszający największych producentów ropy naftowej, czyli OPEC, zachowuje się pasywnie i ani myśli na ten moment o zwiększeniu wydobycia. Układ na rynku jest w tej chwili taki, że podaż surowca nie nadąża za olbrzymim popytem, co w przełożeniu na mechanizm rynkowy powoduje wzrost ceny.

Klasyczne wybicie z formacji

W przypadku analizy technicznej również jak najbardziej widzimy układ typowo wzrostowy. Na wykresie widać klasyczną formację trójkąta zniżkującego i wybicie z niej górą, co zwyczajowo zwiastuje większy ruch. Trend spadkowy, który trwał od 2014 roku, został więc zanegowany i tak naprawdę pierwszy ważny opór teraz to granica 90 USD, a potem poziom 100 USD. Warto zwrócić uwagę, że w marcu 2020 roku ropa kosztowała raptem 21 USD za baryłkę, a od końca sierpnia poszła w górę już o 30%.

Kryzys przez duże K

Na rynkach od paru tygodni pojawia się więc hasło kryzys energetyczny i trzeba przyznać, że właśnie z takowym mamy do czynienia. O problemach z gazem wspominaliśmy, do tego dochodzi odchodzenie od węgla, szczególnie w Azji, gdzie zapasy są najniższe od kilkudziesięciu lat. Sezon grzewczy w praktyce już się zaczął, a poza ropą innego surowca energetycznego brak. Taka perspektywa podbija ceny.

Ropa w górę=CPI w górę

Sytuacja na notowaniach ropy naftowej ma niebagatelne znaczenia również dla polityki monetarnej. Taki wzrost cen paliw to oczywiście woda na młyn dla rozpędzonej inflacji w gospodarkach na całym świecie. Od dawien dawna wiadomo, że wyższe ponoszone koszty dla przedsiębiorców (a ceny energii to ich duży procent) są przerzucane na konsumentów. Nie dziwi więc fakt, że inflacja CPI w sporej części świata przekracza poziomy 5%. Bankierzy centralni głowią się, co w takiej sytuacji zrobić. Cele inflacyjne banków, czy to Fed, czy EBC zostały przekroczone i wypadałoby rozpocząć działania zmierzające ustabilizowaniu sytuacji, zanim wymknie się ona spod kontroli. Analitycy spekulują, że wzrost cen baryłki do poziomu 100 USD mógłby spowodować wzrost inflacji o kolejne 2-3%.

Słabsza waluta droższy import

Właśnie polityka monetarna w Polsce dokłada swoje trzy grosze do cen paliw na stacjach. Dlaczego? Długa pasywność i brak chęci zmiany prowadzonej luźnej polityki monetarnej spowodowały, że krajowa waluta była po prostu słaba. Ropę naftową nasz kraj importuje, więc za baryłkę trzeba było więcej płacić, co przekładało się na szybko rosnący wzrost cen hurtowych paliw. Owszem na ostatnim posiedzeniu RPP podniosła koszt pieniądza w naszym kraju, tyle tylko, że konferencja prasowa profesora Glapińskiego podkopała nieco pozytywną aurę wokół krajowej waluty, która mogłaby się wytworzyć. USD/PLN jest więc wysoko, blisko 4 zł, więc nadal zakup ropy naftowej będzie stanowił dodatkowe pole do wzrostu cen na stacjach dla kierowców, a cena 6 zł za litr benzyny to nie kwestia miesięcy, a raczej dni.

Co dalej?

Jak więc rysują się kolejne miesiące na rynku ropy naftowej? Niejeden powiedziałby, że pozostały modlitwy, by zima nie była sroga i zapotrzebowanie na surowce energetyczne nie było duże. Patrząc bardziej pod kątem świata finansów, wydaje się, że kwestią czasu jest, że żądza pieniądza da o sobie znać, a kraje takie jak Rosja czy Arabia Saudyjska zwiększą produkcję i ustabilizują rynek. Oczywiście pojawią się też zapewne presje polityków i bankierów centralnych, począwszy od Joe Bidena czy Powella z Fed, by kurki z ropą naftową otworzyć dużo mocniej. Choćby prezydent USA doskonale wie, że wysokie ceny paliw nie są dobre dla władz i niechęć społeczna rośnie. Na ten moment bagatelizuje się czynnik nowej fali pandemii, która również mogłaby wpłynąć na ograniczenie popytu na czarne złoto i przełożyć się na spadki cen.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Pawlak

Analityk walutowy Walutomat.pl

Zobacz także