Jaka będzie Ameryka i świat za Bidena?

23 Lis 2020

Wybory prezydenckie w USA w tym roku przypadły na dzień 3 listopada. Spora część głosów została jednak oddana wcześniej, a to za sprawą trwającej pandemii, która spowodowała, że dopuszczone zostało tzw. głosowanie korespondencyjne. Na taki wybór zdecydowało się aż 100 mln Amerykanów, co stanowiło ponad 70% wszystkich oddanych głosów w wyborach w 2016 roku.

Biden win

Tegoroczny wyścig do Białego Domu bez wątpienia przejdzie więc do historii. Po zaciętej walce (której nie przewidywały sondaże wskazujące na zdecydowane zwycięstwo kandydata Demokratów) wygrał Joe Biden. Oficjalne wyniki poznaliśmy dopiero 13 listopada o godzinie 20, kiedy to napłynęły wyniki z ostatnich dwóch stanów, gdzie najdłużej trwało liczenie głosów. Kandydat Demokratów uzyskał 306 głosów elektorskich przy 232 kontrkandydata. Tym razem triumfator może się też pochwalić dużą przewagą w głosowaniu powszechnym, ponieważ wyniosła ona ponad 5 mln głosów.

Drugi zwycięzca?!

Co ciekawe według Trumpa wygrał nie kto inny, a on sam. To, że kandydat Republikanów nie będzie potrafił pogodzić z porażką, wiedzieliśmy od dawna. Nie dziwi więc fakt, że po ogłoszeniu oficjalnych wyników, w ulubiony przez siebie sposób, a więc na popularnym komunikatorze, wrzucił post o tym, że to on jest zwycięzcą. Dodając przy tym, że większość źródeł twierdzi inaczej. Oczywiście nie zabrakło też słów o sfałszowaniu wyniku, a głosy oddane listownie uważał za nieważne. Trump złożył wiele protestów i chce jeszcze raz liczyć głosy, nie wydaje się jednak, że coś wskóra, a to dlatego, że przewaga Bidena zdaje się być bardziej niż wystarczająca.

Jeszcze bez urzędowego potwierdzenia

W USA system wyborczy jest dość specyficzny. Również ogłoszenie oficjalnego zwycięzcy leży w gestii kolegium elektorskiego. W Stanach nie ma, jak to zwykle bywa, państwowej komisji wyborczej, która urzędowo stwierdziłaby, kto wygrał. Zwycięzcę więc póki co wskazały agencje prasowe, a na kolegium elektorskie jeszcze poczekamy. Zazwyczaj jednak prezydent-elekt już w tym momencie zbiera gratulacje i jest to wieloletnia praktyka w Stanach. Przy tych wszystkich protestach Trumpa i kwestionowaniu rezultatu elekcji nieprzekraczalnym terminem przejęcia władzy przez Bidena jest dzień 20 stycznia 2021 roku, kiedy to kończy się obecna kadencja prezydenta.

Biden kandydatem bogatych

Zanim przejdziemy do tego, jak może wyglądać polityka Bidena, warto zwrócić uwagę na sam wynik wyborów. Bez wątpienia pokazał on, jak głęboki podział panuje w społeczeństwie amerykańskim. Na Demokratę głosowali przede wszystkim mieszkańcy najbogatszych regionów. Biden zyskał zaufanie mieszkańców wielkich metropolii, czyli często bardziej zamożnych Amerykanów. Według szacunków wyborcy kandydata Partii Demokratycznej generują 70% amerykańskiego PKB. Co warte uwagi w poprzednich wyborach sytuacja była identyczna, tylko wtedy mieszkańcy uboższych regionów zapewnili zwycięstwo Trumpowi.

Małe deja vu

Można powiedzieć, że Joe Biden ma małe deja vu. Kiedy w 2008 roku wybory wygrywał Barack Obama, to właśnie obecny prezydent elekt stał u jego boku. Podstawowe zadanie, jakie przed nimi stanęło to odbudowa kraju po wielkim kryzysie i zjednoczenie podzielonego społeczeństwa. Można pokusić się o tezę, że teraz problemy do rozwiązania są bardzo podobne. Mieszkańcy USA są spolaryzowani, a pandemia, która nawiedziła świat, nie odpuszcza i z dużym prawdopodobieństwem przyniesie nowy kryzys gospodarczy. Nie da się więc ukryć, że Biden obejmie urząd w niezwykle trudnym czasie. Gospodarka USA pozostaje w nie najlepszym stanie, śmiało można powiedzieć, że w niewiele lepszym niż to miało miejsce podczas Wielkiego Kryzysu. Do tego wszystkiego napięcia społeczne narastają, groźba eskalacji przemocy jest spora, a od tego momentu do wojny domowej niedługa droga, choć na tę chwilę mało realna.

Pieniądz ma załatwić wszystko

Slogan Bidena na czas jego prezydentury brzmi „Build Back Better”. Pod nim kryje się m.in. plan zakupu amerykańskich produktów za kwotę bagatela 400 mld USD. Na liście zakupowej jest np. stal, beton czy cement, a wszystko ma być przeznaczone na rozwój infrastruktury. Pozostała część programu w kwocie 300 mld USD będzie skierowana na badania naukowo-technologiczne, a wśród nich wymienia się rozwój sztucznej inteligencji, samochody elektryczne czy sieć 5G. Plan masowych inwestycji ma umożliwić powrót utraconych w związku z pandemią miejsc pracy. Ma to być podejście odmienne od Trumpa, które przez Bidena często nazywane jest gospodarczym nacjonalizmem, a prezydent-elekt ze swoim programem chce ratować kulejący przemysł krajowy.

Obraz USA wśród sojuszników fatalny

Sporo zmian szykuje się dla USA również pod kątem polityki zagranicznej. Biden chce podjąć dialog z większością krajów, z którymi Trump „toczył wojnę”. Prezydent-elekt chce cofnięcia wielu decyzji poprzednika, do których ma bardzo krytyczne podejście. Na liście tej jest m.in. powrót do porozumienia paryskiego (klimatycznego), czy ponowne dołączenie do Światowej Organizacji Zdrowia. Biden od dawna był znany jako zwolennik wielostronnych organizacji czy też międzynarodowych paktów. Nie oznacza to oczywiście, że kandydat Demokratów ochoczo odpuści rywalizację z Chinami. Nie wydaje się jednak, że pójdzie drogą Trumpa, a więc obrażania i nakładania karnych taryf celnych, a raczej poszuka sojuszników i będzie pokojowo chciał rozwiązać nadużywanie praktyk handlowych przez Państwo Środka.

Pod górkę

Biden będzie miał jednak pod górkę, jeśli chodzi o kształtowanie i wymuszanie własnej wizji polityki. Mowa o podzielonym Kongresie. Izba Reprezentantów owszem będzie w rękach Demokratów, ale w Senacie Republikanie najprawdopodobniej utrzymają większość. Działania legislacyjne mogą więc być mocno utrudnione, a polityczni przeciwnicy wręcz z zasady muszą się przeciwstawiać pomysłom prezydenta. Dlatego sztandarowe plany Bidena, jak choćby reforma imigracyjna mogą więc trafić do kosza. Dla inwestorów taki podział władzy to dobra wiadomość, bo trudno będzie przeforsować zapowiadane podwyżki podatków.

Parę gorzkich słów

Niemniej jednak wielu obserwatorów wytyka Demokratom ich sposób działania. Mianowicie chodzi o wybór kandydata na prezydenta USA, czyli starszego pana bez charyzmy. Biden w wielu wywiadach podkreśla, że nie będzie się ubiegał o reelekcję. Wielu zadaje sobie więc pytanie, czy ten ruch ze strony Partii Demokratycznej to fiasko w poszukiwaniu lepszego kandydata wśród ponad 300 mln obywateli, czy jednak próba zyskania czasu. Wszystkie krytyczne głosy wobec zwycięzcy są jednak teraz nie na miejscu, w końcu wygrał i pokonał nieobliczalnego urzędującego jeszcze prezydenta. Dla Demokratów jednak to pyrrusowe zwycięstwo, gdyż pełni władzy nie mają.

Tytułem podsumowania

Wielu znawców amerykańskiej polityki twierdzi, że różnica w tej kwestii pomiędzy USA a Europą jest podobnie duża, jak między futbolem amerykańskim a europejskim. Chodzi przede wszystkim o to, że amerykańska demokracja rządzi się swoimi prawami. Abstrahując jednak od różnic, można wyciągnąć kilka wniosków, które płyną także dla naszego kontynentu. Po pierwsze kwestionowanie wyników wyborów przez Trumpa spowoduje, że wzrośnie liczba wyborów, których wyniki będzie się podważać. Po drugie wybory w USA pokazały, że pandemia jeszcze bardziej wyeskalowała podziały w społeczeństwie. Wprowadzanie lockdownów i tym samym kurczenie się gospodarki powoduje, że społeczeństwa rozchodzą się jak źle zszyty materiał, co wyraźnie widać w Stanach. Po trzecie wybory w USA pokazały, że sukces wyborczy nie jest definiowany tym, jak można wpłynąć na poglądy wyborców, a raczej składem etnicznym czy strukturą społeczeństwa. Jako argument można tu podać sukces Bidena w Georgii czy Arizonie, gdzie doszło do zmian demograficznych, a nie nagłej zmiany poglądów wśród mieszkańców. Mówiąc wprost, oceniając sukces wyborczy Bidena, można wysnuć tezę, że do głosu dochodzi nowe pokolenie, które chce uwolnić świat od populizmu. Podsumowując, świat będzie inny niż to miało miejsce z Trumpem w Białym Domu. Czy lepszy to już zweryfikuje czas.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Pawlak

Analityk walutowy Walutomat.pl