Wciąż wspinamy się na szczyt

31 sie 2022 Autor: Adam Fuchs

Trudno uciec od informacji dnia w naszym kraju. Wstępne dane za sierpień wskazują, że dynamika cen nad Wisłą nie ma jeszcze zamiaru zwalniać. Gwoli ścisłości, nie jest to tylko nasz lokalny problem, inflacja nie zatrzymuje się w większości europejskich państw. Taka sytuacja rodzi pytania i spekulacje co do dalszych działań banków centralnych. Na dziś nie pomagają one szczególnie ani złotemu, ani euro.

Potwór, który nie znika

Inflacja w Polsce w ujęciu rocznym po raz pierwszy od marca 1997 r. przekroczyła granicę 16%. Dokładnie szybki szacunek GUS wskazuje, że dynamika cen wyniosła w sierpniu 16,1%. W tym cyklu koniunkturalnym powinniśmy się już do tego przyzwyczaić, bo po raz kolejny analitycy wyraźnie minęli się z samym odczytem. Oczekiwania rynkowe wskazywały na spowolnienie do 15,4% (z 15,6% w lipcu), co stanowi doskonały przykład, jak trudno prognozować wskaźniki inflacyjne w obecnej rzeczywistości. Stąd moje zaskoczenie, że część ekspertów ramię w ramię z prezesem Glapińskim twierdzi, że szczyt inflacyjny jest już blisko. Tę narrację słychać już od długiego czasu, szkoda tylko, że sama dynamika cen nie chce jej słuchać. Chociaż bardzo chciałbym w to wierzyć i jak najbardziej logicznie brzmią argumenty o efekcie bazy (wysoka inflacja w analogicznym okresie poprzedniego roku będzie działać chłodząco na nadchodzące odczyty), to na horyzoncie wciąż widać wiele zagrożeń. Pierwsze z brzegu to wciąż rosnące ceny nośników energii, np. gaz na giełdzie w Amsterdamie osiągnął w ostatnich dniach rekordowe poziomy. W tym przypadku wpadamy w błędne koło, ponieważ bez pomocy rządu rachunki będą pożerać domowe budżety, ale za to przy kolejnych tarczach i osłonach w gospodarce wciąż będzie krążyło więcej pieniędzy, co oczywiście może stanowić dalszy impuls inflacyjny (pomijam w tym momencie państwowy deficyt, czy kondycję spółek skarbu państwa). Poza tym pomoc skierowana tylko do gospodarstw domowych będzie jedynie półśrodkiem, co pokazały niedawne problemy produkcyjne m.in. zakładów azotowych. Jeżeli firmom w ogóle uda się przetrwać, to rosnące koszty znajdą odzwierciedlenie na sklepowych półkach. Nawet kiedy inflacja wreszcie zacznie spadać, to wszystko wskazuje na to, że pozostanie na wysokich poziomach jeszcze przez długi czas. Niestety wygląda na to, że przyjdzie nam doświadczyć na własnej skórze starej, ekonomicznej zasady. Do zduszenia zbyt wysokiej dynamiki cen niezbędne jest spowolnienie gospodarcze, jeśli nie recesja. Jej skutki odczuje prawie każdy, ale tak samo prawie każdy odczuwa rekordową inflację. Powoli po prostu trudno dostrzec inną ścieżkę wyjścia z tego kryzysu.

Kryzys, który nie odpuszcza

Jeżeli ktokolwiek znajduje w tym pocieszenie, to trzeba przyznać, że nie tylko Polska mierzy się z problemem przygniatającej inflacji. Dynamika cen w strefie euro osiągnęła właśnie 9,1% w ujęciu rocznym, poprawiając nieznacznie poprzedni rezultat i przebijając minimalnie prognozy. Przygniatające są dane z Estonii, gdzie wskaźnik wyniósł 25,2%. Pozostałe państwa bałtyckie także przekroczyły 20% i potem mamy przepaść, ponieważ następna na liście Holandia to 13,6%. Najlepiej radzą sobie Francja (6,5%) i Malta (7,1%). Ponownie największe obciążenie stanowią koszty energii, które w eurozonie rok do roku poszły w górę o ponad 38%. Odpowiedzialni politycy (przepraszam za ten oksymoron) powinni już teraz uświadamiać obywatelom, że przed nami trudna jesień i zima, które będą wymagały od nas nowego podejścia do wielu tematów. Populiści będą za to do samego końca twierdzili, że nie ma problemu, niczego nie zabraknie, wszystko zostanie załatwione. Dla młodych pokoleń to pierwszy kryzys energetyczny i inflacyjny w ich życiu, ale starsi już ich doświadczali, a najlepszą receptą na takie zagrożenia są społeczna odpowiedzialność i solidarność. Tym bardziej, gdy za ścianą mieszka szaleniec gotowy napadać swoich sąsiadów.

PLN, który szuka drogi

Chociaż wciąż rosnąca inflacja powinna przynajmniej w pewnym stopniu rozbudzać oczekiwania co do działań bankierów centralnych, to trudno dziś dostrzec taki jednoznaczny efekt na rynku walutowym. Kurs EUR/USD ponownie zszedł poniżej parytetu, chociaż o godz. 14 stara się go pokonać od dołu. Za to dużą słabością wykazuje się frank szwajcarski, który wyraźnie traci na szerokim rynku, a kurs EUR/CHF zbliża się do 0,98 ₣, gdzie ostatnio był ponad miesiąc temu. Czy to jakaś cicha interwencja Szwajcarskiego Banku Narodowego? Nie można tego wykluczyć, warto będzie przyglądać się walucie Helwetów. Jak w tych warunkach radzi sobie polski złoty? Rano był on pod presją, ale im dalej w sesję, tym wygląda ona dla niego coraz lepiej. Z oczywistych przyczyn kurs euro i dolara są blisko siebie, nieznacznie poniżej 4,73 zł. Kurs franka zbliża się do 4,82 zł, a kurs funta zszedł już poniżej 5,50 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Jak dobrze, że to już koniec

23 wrz 2022

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Atak jastrzębi

22 wrz 2022

Dawid Górny

Komentarz walutowy

Awersja do ryzyka przed Fed

21 wrz 2022

Krzysztof Pawlak