Powoli skutki pandemii możemy dostrzec w odczytach makroekonomicznych. Chociaż w większości nie wyglądają one jeszcze beznadziejnie, to przygotowują nas do wejścia w recesję, która nie ominie prawie nikogo. Takie nastroje osłabiają oczywiście waluty z koszyka krajów EM (państw rozwijających się), przez co złoty zalicza kolejną sesję mocnych spadków.

Źle, ale jeszcze nie tragicznie

W każdym okresie, ale w niepewnych czasach w szczególności, warto obserwować publikacje makroekonomiczne. Zawsze trzeba do nich podchodzić z rezerwą, ale w kryzysowych czasach mogą dawać nam dobry wgląd w rozwój sytuacji gospodarczej. Dziś z Europy nadszedł pokaźny pakiet wyprzedzających wskaźników PMI dla przemysłu, które obrazują nastawienie przedsiębiorstw na przyszłość. Dla wszystkich było jasne, że muszą one wypaść zdecydowanie gorzej od przedstawionych w lutym, ale po ich analizie nasze odczucia mogą być mieszane.

Niestety nie dotyczy to Polski, bo w przypadku naszych menedżerów mówimy raczej o minorowych nastrojach. Wynik za marzec to jedynie 42,4 pkt przy prognozowanych 45,2 pkt i poprzednim odczycie na poziomie 48,2 pkt. Tak źle nad Wisłą nie było od czasu kryzysu finansowego 2008/2009. Dramatycznie wygląda sytuacja na Węgrzech, gdzie możemy mówić już o krachu (przynajmniej nastawienia), bo trudno inaczej nazwać spadek z 50,3 pkt do 29,1 pkt. Tutaj nawet ogromne uprawnienia, które uzyskał premier Viktor Orbán, mogą być niewystarczające. Po negatywnej stronie PMI stoją też Włochy, w tej chwili najbardziej dotknięte skutkami epidemii. Rezultat z Półwyspu Apenińskiego to 40,3 pkt przy prognozach na poziomie 40,5 pkt i poprzednim odczycie 48,7 pkt.

Teraz przejdźmy do tych delikatnie bardziej pozytywnych informacji. W Hiszpanii wynik to 45,7 pkt i chociaż mówimy o spadku z 50,4 pkt, to jest on zdecydowanie powyżej oczekiwań mówiących o 44 pkt. Następnie Francja, która zaliczyła zjazd z 49,8 pkt do 43,2 pkt, ale jednak było to 0,3 pkt więcej od konsensusu rynkowego. Natomiast największa gospodarka UE, czyli Niemcy, co prawda odnotowały zniżkę, ale jedynie o 0,3 pkt do 45,4 pkt, więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek tragedii, skoro wynik jest i tak lepszy od rejestrowanego w lutym. Na koniec przemysłowe PMI dla strefy euro. Spadek od początku marca jest co prawda spory, ponieważ zeszliśmy z 49,2 pkt do 44,5 pkt, ale tutaj rzeczywistość na swoją niekorzyść rozminęła się z analitykami jedynie o 0,3 pkt, dlatego też trudno to uznać za bardzo złą informację. Jak widać, zmierzamy w stronę recesji, ale przynajmniej w tej chwili jeszcze nie tak szybko, jak mogło niektórym już się wydawać. Niestety humor zapewne zdecydowanie popsują nam piątkowe PMI dla usług, czyli tej gałęzi gospodarki, która już odczuła o wiele wyraźniej skutki pandemii. Rynek walutowy zdaje się podchodzić krytycznie do dzisiejszych odczytów, ponieważ euro sukcesywnie słabnie do dolara od otwarcia sesji.

Europa w pracy

Na razie jednak nie psujmy sobie nastroju i spójrzmy na dzisiejszą publikację Eurostatu, dotyczącą bezrobocia na Starym Kontynencie. Ponieważ dotyczy ona lutego, czyli czasu przed koronakryzysem, to pozwala nam choć na chwilę odetchnąć od złych informacji. Dla strefy euro wartość wyniosła jedynie 7,3% (spadek o 0,1% od stycznia) i był to najlepszy wynik od marca 2009 r. Dla całego UE mówimy o 6,5%, czyli powtórzeniu styczniowego rezultatu, który jest najlepszym od momentu rozpoczęcia pomiarów w 2000 r. Liczbowo mowa o prawie 14 mln bezrobotnych obywateli krajów Wspólnoty. Polska wciąż plasuje się w czołówce, ponieważ wyprzedzają nas jedynie Czesi (2%), a na podium z takim samym wynikiem (2,9%) towarzyszą nam Holendrzy. Natomiast najgorzej wygląda sytuacja w Grecji (16,3%) i w Hiszpanii (13,6%). Dla porównania stopa bezrobocia w USA wyniosła w lutym jedynie 3,5%. Niestety musimy się przygotować, że dane za marzec mogą nam już pokazać zupełnie inny obraz i cała (lub prawie cała Europa) wróci na ścieżkę wzrostu bezrobocia.

Od wczoraj nastroje na rynkach zaczęły się pogarszać (jeśli w ogóle można było mówić o jakiejś poprawie), co skutkuje czerwienią na parkietach giełdowych i coraz słabszym polskim złotym. O godz. 14:30 notowania PLN wyglądały następująco: kurs euro – 4,5836 zł, kurs franka szwajcarskiego – 4,3420 zł, kurs dolara amerykańskiego – 4,1975 zł, kurs funta brytyjskiego – 5,1939 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Inwestorzy boją się ponownego zamknięcia gospodarek

26 Paź 2020

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Każdy wygrał, więc nic się nie zmieniło

23 Paź 2020

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

7,5 zamienić w 5

22 Paź 2020

Krzysztof Adamczak