Powinniśmy już przywyknąć do stylu, w jakim Wspólnota podejmuje ważne i długofalowe decyzje. Prawie zawsze z jakiegoś powodu może się wydawać, że sprawa wisi na włosku, ale wtedy w ostatniej chwili udaje się dojść do porozumienia. Ostatecznie wszystkich łączy wspólny interes, czyli miliardy euro, których wydawanie będą mogli wreszcie planować beneficjenci. Budżet UE i Fundusz Odbudowy są niezbędne, aby kraje członkowskie w ogóle mogły mieć nadzieję na szybszą i stabilną ścieżkę wyjścia z koronakryzysu.

Wygrał zdrowy rozsądek

Wspólnota ma zapewniony finansowy plan funkcjonowania na kolejnych 7 lat, ale co tak istotne w obliczu pandemii, równocześnie może już się przygotowywać do wydatkowania 750 mld z Funduszu Odbudowy. Ostatecznie udało się uniknąć weta ze strony Polski i Węgier. Wszystko dzięki dodatkowym zapisom, które pojawią się w konkluzjach szczytu, mającym „rozmiękczać” powiązanie dostępu do środków unijnych z przestrzeganiem zasad praworządności. Był to na tyle duży sukces, że polski i węgierski premier postanowili na chwilę opuścić trwające obrady, aby pochwalić się nim na konferencji prasowej. Nie był to jednak koniec rozmów, ponieważ dwudniowe spotkanie europejskich przywódców ma w swojej agendzie szereg kluczowych kwestii. Mimo kolejnej (już tylko ze strony osamotnionej Polski) próby zablokowania decyzji, dziś rano szef RE Charles Michel ogłosił porozumienie w sprawie zwiększenia celu redukcyjnego emisji CO2. Do 2030 r. ma ona spaść nie o planowane do tej pory 40%, ale aż o 55%. Z rodzimej perspektywy ważne w tym planie będą zapisy o sprawiedliwej transformacji, która ma nas uchronić przed zbyt dużym obciążeniem budżetu w nadchodzącej dekadzie. Czwartek pokazał nam dobitnie, jak niełatwym zadaniem będzie przejście naszej energetyki na niskoemisyjność. Wczoraj został ustanowiony rekord zużycia energii elektrycznej w naszym kraju, a aż 77,5% jej produkcji pochodziło ze spalania węgla. Chociaż tak ambitne plany UE stanowią pewne zagrożenie z polskiej perspektywy, to mogą być też ogromną szansą na szybsze skrócenie dystansu do innych państw w kontekście zmniejszania emisji CO2, a wraz z tym także na rozwój naszych przedsiębiorstw z „zielonej” branży, które otrzymają związane z tym dodatkowe finansowanie.

Drukarki nie zwalniają

Warto wspomnieć też o doniesieniach ze świata banków centralnych. Zgodnie z oczekiwaniami EBC nie zaskoczył nikogo, co powoli (wraz z wcześniejszym dyskontowaniem przez rynki jego decyzji) można już uznać za jeden z wyznaczników kadencji Christine Lagarde. Za oczywistość możemy przyjąć pozostawienie stóp procentowych na niezmienionych poziomach, bo i nikt nie ma pewności, czy ich kolejne ścięcie przyniosłoby jakikolwiek efekt. Dlatego w ostatnich miesiącach wyczekiwanie dotyczy tylko ogłoszenia kolejnych korekt w programie skupu aktywów. Jednak i tutaj trudno o zaskoczenie, bo wszyscy wiedzą, jakie one będą co najmniej dzień przed posiedzeniem władzy monetarnej strefy euro. Nie inaczej było tym razem i program skupu przedłużono przynajmniej do marca 2022 r., równocześnie zwiększając go o 500 mld, czyli jego łączna wartość wynosi w tej chwili już 1,85 bln euro. Jedynym zaskoczeniem była zmiana retoryki bankierów centralnych, którzy chcieliby przejść z pozycji „opiekuna” na „kontrolera” stanu rynków, co jest pewnym sygnalizowaniem, że w dającej się przewidzieć przyszłości, EBC planuje powoli i subtelnie ograniczać swój wpływ za pomocą QE. Jednak papier przyjmie wszystko, a na razie fakty są takie, że mamy do czynienia z bezprecedensową ekspansją monetarną.

W tym miejscu nie możemy zapomnieć o kapitanie naszego statku na morzu polityki monetarnej, czyli prezesie NBP Adamie Glapińskim. Na specyficznej wideokonferencji, która tak naprawdę była wrzuconym do sieci nagraniem odpowiedzi na zadane wcześniej pytania, prezes dołączył do grona bankierów centralnych, mówiących tego dnia o skupie aktywów. Co prawda nie zadeklarował konkretnych posunięć, ale nawiązał do jeszcze niedawnej retoryki EBC, zapewniając, że NBP nie wyznaczył sobie żadnej granicy czasowej dot. programu i będzie go realizował tak długo i w takiej ilości, jaką uzna za potrzebną. Trzeba przyznać, że władze monetarne uwielbiają używać okrągłych słów. Za istotne można też uznać, że po wielu miesiącach prezes Glapiński wreszcie postanowił przeprowadzić coś na kształt konferencji prasowej. Może w nowym roku doczekamy się wreszcie trochę bardziej normalnej komunikacji ze strony RPP.

Przedostatni piątek handlowy

Pozytywne informacje, jak ta o zaakceptowaniu unijnego budżetu, nie mają wpływu na dzisiejszy nastrój na rynkach. Sentymentowi coraz bardziej ciążą dwa tematy i to one zdają się głównymi winowajcami dzisiejszych ruchów. Rosnące prawdopodobieństwo brexitu bez umowy oraz (po raz nie wiadomo który) przedłużające się przyjęcie pakietu pomocowego przez amerykański Kongres ciągną rynki za sobą. Azjatyckie parkiety zamknęły się jeszcze względnie akceptowalnymi spadkami (Hongkong skończył nawet wzrostem, ale to raczej korekta wcześniejszej przeceny). Gorzej wygląda to już w przypadku Starego Kontynentu. Po południu hiszpański IBEX 35 spada o prawie 2%, francuski CAC 40 o 0,8%, paneuropejski STOXX50E o ponad 1%, a najwięcej ważący w tej układance frankfurcki DAX aż o 1,5%. Chociaż teoretycznie brexit powinien najbardziej ciążyć londyńskiemu FTSE100, to ten w ciągu sesji trochę nadrobił i spada „jedynie” o 0,7%. Handel przed fizycznym otwarciem nowojorskich parkietów wskazuje, że Amerykanie też mogą otworzyć się na minusie. Na rajd Świętego Mikołaja chyba musimy jeszcze poczekać.

Na rynku forex sytuacja nie wygląda już tak jednoznacznie. Kurs głównej pary walutowej świata podąża dziś na południe, ale wciąż znajduje się powyżej 1,211 $. Co ciekawe w odwrotnym kierunku zmierza dziś para zwana barometrem rynkowych nastrojów, czyli EUR/CHF, znajdująca się przy 1,078 (+0,21%). Ciekawie wygląda to również na parach złotowych, gdzie po raz kolejny w ostatnich dniach najpierw rano nasza waluta mocno się osłabia, by w trakcie sesji wymazywać większość tego ruchu. Nie dotyczy to jedynie kursu funta, który po godz. 15 znajduje się lekko powyżej 4,82 zł (-0,64%), ale GBP zwyczajnie ugina się pod wizją bezumownego brexitu. Kurs euro balansując przy 4,43 zł, jest nieznacznie powyżej otwarcia, kurs franka szwajcarskiego, spadając poniżej 4,11 zł, wykazuje największą chęć do marszu w dół i jedynie kurs dolara (prawdopodobnie związane z wydarzeniami na EUR/USD) umacnia się trochę wyraźniej (+0,17%), będąc wciąż powyżej 3,65 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Na giełdach risk on, a na walutach risk off

27 Lip 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Powrót pandemii kołem ratunkowym dla Fed

26 Lip 2021

Krzysztof Pawlak