Inwestorzy zdają się reagować coraz bardziej emocjonalnie na impulsy. Impulsy, które w głównej mierze związane są ze wzrostem cen i stosunkiem do niego ze strony banków centralnych. W normalnym świecie obecna sytuacja zwiastowałaby chociaż zalążki dyskusji o zacieśnianiu polityki pieniężnej. Jednak covidowy świat ma chyba coraz mniej wspólnego z normalnością.

Retoryka wyparcia

Wystarczyło kilka niewinnych słów w ostatnich minutkach Fed-u, żeby chwilowo popsuć humory na rynkach kapitałowych. A nie było tam niczego szczególnego poza krótką wzmianką, że jeśli gospodarka będzie nadal robić szybkie postępy, to właściwe będzie rozpoczęcie dyskusji nad tempem skupu aktywów. Jak bardzo bym nie chciał, to trudno uznać to za jakąkolwiek wskazówkę, tudzież nawet delikatną zmianę retoryki. Jednak przewrażliwienie inwestorów na punkcie ładowania pustego pieniądza w rynek jest tak duże, że w ich oczy od razu zajrzał strach taperingu albo nie daj Boże podwyżki stóp procentowych. Koniec świata, zamykajmy giełdy. Ale wtedy cali na biało wychodzą członkowie FOMC, a wśród nich Brainard, Bullard i Bostica. Niby oddzielnie, niby niezależnie, a teamworking godny podziwu. Oczywiście trio BBB dałoby sobie uciąć ręce i może jeszcze inne rzeczy, zapewniając, że wyższa inflacja ma przejściowy charakter. Przynajmniej już głośno przyznają, że w kolejnych miesiącach dynamika cen może jeszcze przyspieszyć, ale nie trzeba się tym przejmować, bo jest to zjawisko przejściowe. Powtarzam się? Cóż, nie bardziej niż centralni bankierzy w ostatnich miesiącach. Podobno dobre humory pozwalają im utrzymywać m.in. długookresowe oczekiwania inflacyjne, które są wyjątkowe dobrze zakotwiczone. Zero wzmianek o zagrożeniach, choćby w postaci rosnących cen ropy i oczekiwaniach ekspertów, że zwiększający się popyt na czarne złoto będzie je windował w dalszym ciągu (o czym wspominałem we wczorajszym komentarzu). Twarde jądro Komitetu nie chce słyszeć o żadnych zmianach w programie QE (podwyżka stóp w ogóle została wykreślona ze słownika), więc pojedyncze „jastrzębie” głosy na razie niewiele zdziałają. Choć i z tą „jastrzębością” to chyba w dalszym ciągu spora przesada.

Hosso trwaj

A skoro inwestorzy dostali to, co lubią najbardziej, to mogą z czystym sumieniem przejść w tryb risk on. Zaczęli jeszcze wczoraj Amerykanie, a liderem wzrostów był technologiczny Nasdaq, który poszedł w górę o 1,4%. Ruch kontynuowała Azja, gdzie zupełnie odleciał główny indeks w Szanghaju, ponieważ zakończył notowania wyżej o 2,4%. Do tego biegu, a przynajmniej marszu próbuje dołączyć z różnym skutkiem także Europa. Najgorzej wypada Londyn, gdzie FTSE 100 przed godz. 14 znajduje się pod kreską. Niewiele wyraźniej, ale wciąż nad powierzchnią jest francuski CAC 40, lepiej wygląda mediolański FTSE MIB (+0,3%), a liderami na Starym Kontynencie są amsterdamski AEX (+0,6%) i niemiecki DAX (+0,7%). Frankfurt wyznacza nowe historyczne szczyty, więc warto być przygotowanym w tym wypadku na jakieś korekty. GPW jest w tym otoczeniu wciąż niemrawe, ale całkiem nieźle radzi sobie mWIG40 (+0,3%). Kontrakty futures za oceanem delikatnie sugerują, że Wall Street także będzie chciało otworzyć się wzrostami, a w takim wypadku końcówka notowań w Europie może stać się jeszcze bardziej pozytywna.

Złoty w natarciu

Pozytywny sentyment zawładnął również forexem. Dolar kontynuuje swój spadkowy trend, a jego koszyk schodzi już poniżej 89,6. Słabość „zielonego” jest wyraźnie dostrzegalna na głównej parze walutowej świata. Kurs EUR/USD niestrudzenie podążą na północ i dziś walczy z 1,226 $, czyli znaleźliśmy się na poziomie z przełomu roku. Jeśli uda się go wybić, to otwiera się ścieżka do grudniowych szczytów przy 1,233 $. W tym miejscu warto wspomnieć o amerykańskich papierach dłużnych, gdzie 10-latki po raz pierwszy od dwóch tygodni zeszły poniżej 1,6%. Trwająca ucieczka od USD jest doskonałą informacją dla PLN, który akurat dziś próbuje korzystać z rosnącego apetytu na ryzyko o wiele wyraźniej od sąsiedzkich koron czeskich czy węgierskiego forinta. To właśnie raczej ogólnorynkowe wydarzenia wspierają rodzimą walutę w o wiele większym stopniu niż jakiekolwiek odczyty makroekonomiczne znad Wisły. O godz. 14:30 kurs euro balansuje na 4,48 zł, kurs dolara zniżkuje do 3,656 zł, kurs funta próbuje zadomowić się poniżej 5,18 zł, a kurs franka jest coraz bliższy testowania 4,08 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Co ma piernik sprzedaż detaliczna do wiatraka?

17 Wrz 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Ani słowa o inflacji

16 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Deklinacja inflacji

15 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak