„Płaskowyż Glapińskiego”

31 paź 2022 Autor: Adam Fuchs

W dzisiejszych przekazach medialnych króluje dosyć nowe pojęcie ze styku ekonomii i geografii. Wszystko za sprawą wciąż przyspieszającej inflacji, która według prezesa NBP powinna już wyhamowywać. Niestety prawie nikt oprócz prof. Glapińskiego nie wierzy w ten przekaz, co może budzić obawy co do dalszych działań RPP. Oczywiście problem wysokiej dynamiki cen nie jest tylko czynnikiem lokalnym, dziś poznaliśmy najnowsze dane również dla strefy euro.

Szczyt nie dla nas

Październikowy wskaźnik cen konsumpcyjnych w Polsce był wyższy o 17,9% od analogicznego okresu w zeszłym roku. Tym samym historycznie cofamy się do początku 1997 r. Według szybkiego szacunku GUS o 41,7% podrożały nośniki energii, o  21,9% żywność i napoje, a o 19,5% paliwa do prywatnych środków transportu. W ujęciu miesięcznym ceny poszły w górę o 1,8%. Stąd w gospodarczych przekazach najpopularniejszą frazą staje się „płaskowyż Glapińskiego”. W pewnym stopniu można było się już przyzwyczaić do zaklinania rzeczywistości w wykonaniu prezesa NBP, ale jego malowniczy język produkuje świetne nagłówki, chociaż głównie krytyczne. Większość ekspertów nie ma wątpliwości, że inflacyjny szczyt wciąż jest przed nami, a wzrok kieruje się powoli na 20%. Niedługo poznamy najnowsze projekcje analityków NBP i to one powinny być wyznacznikiem dla działań RPP. Niestety, zamieszanie i konflikty wewnątrz Rady pokazują, że w działaniach tego gremium coraz trudniej doszukiwać się racjonalności. Spekulacje będą narastały przynajmniej do kolejnego posiedzenia władzy monetarnej, które nastąpi 9 listopada. Ostatnia decyzja o wstrzymaniu cyklu podwyżek była zaskoczeniem dla rynków, czy tym razem również czeka nas jakaś niespodzianka?

Europejski ból głowy

Za pewne usprawiedliwienie dla wszystkich polskich władz można przyjąć fakt, że wysoka dynamika cen jest problemem ogólnoeuropejskim. Październikowa inflacja w strefie euro wyniosła 10,7% w ujęciu rocznym, śrubując tym samym historyczny rekord i wyraźnie przekraczając prognozy. Także w tym przypadku głównym winowajcą są koszty nośników energii, które poszły w górę prawie o 42%. Jednak nawet w przypadku inflacji bazowej (gdzie wyłączone są ceny energii i żywności) widoczne są wzrosty, tym razem o 5%. Natomiast w ujęciu miesięcznym wskaźnik HICP zwyżkował o 1,5%. Nie zmienia się szczególnie mapa inflacyjnego obciążenia, które w niewspółmierny sposób obciąża kraje nadbałtyckie, gdzie dynamika zdecydowanie przekracza 20%. Ciekawym przypadkiem jest znajdująca się tuż za podium Holandia (z rezultatem 16,8%). Najlepiej radzą sobie Francja, Hiszpania i Malta (powyżej 7%), ale one również coraz bardziej oddalają się od celu inflacyjnego. Eurostat opublikował dziś także wstępny szacunek tempa PKB w trzecim kwartale. W ujęciu rocznym wzrost gospodarczy w strefie euro wyniósł 2,1%, a w całej UE 2,4%. W ujęciu kwartalnym dla obu bloków wskaźnik poszedł w górę o 0,2%. Chociaż dane można uznać za coraz bardziej niepokojące, to wciąż nie ma mowy o recesji, ale powoli pozostaje tylko trzymanie kciuków za brak realizacji tego scenariusza.

Niepewny poniedziałek

Otwarcie nowego tygodnia przebiega w mieszanych nastrojach. Coraz bardziej wykupiony jest chiński rynek, gdzie zniżkują zarówno główne indeksy giełdowe (Szanghaj i Hongkong), jak i juan do głównych walut. W innym kierunku podąża Tokio, gdzie Nikkei poszedł dziś w górę o 1,8%, mimo w większości gorszych od prognoz danych makro. Natomiast po chwilowym odreagowaniu do osłabienia wraca jen, a para USD/JPY znów spogląda w kierunku 150 ¥. Im dalej w sesję, tym trudniej wykreować pozytywny sentyment na europejskich parkietach. Jednak nie powinno to też bardzo dziwić po niezwykle zyskownym poprzednim tygodniu. Po godz. 13 pod kreską znalazły się już Paryż i Madryt, a już niewiele ponad nią znajduje się Frankfurt czy Londyn. W tych warunkach wręcz świetnie radzi sobie Warszawa, gdzie WIG20 idzie w górę o 1,3%. Na rynku walutowym zyskuje dolar, ale jego aprecjacja na razie pozbawiona jest szczególnej mocy, a kurs EUR/USD schodzi w okolice 0,992 $. Wydaje się, że główna rozgrywka w związku ze środowym posiedzeniem Fed jeszcze przed nami. Przed dniem wolnym całkiem nieźle radzi sobie złoty, ale również w jego przypadku trudno mówić o wyraźnym kierunku. Kursy dolara i franka balansują na 4,75 zł, a kurs euro utrzymuje się poniżej 4,72 zł. Wyraźną zmianę widać jedynie wobec GBP, który oddaje na szerokim rynku swoje zyski z ostatnich dni. Kurs funta utrzymuje się poniżej 5,48 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Czy RPP podtrzyma etap pauzy?

07 gru 2022

Dawid Górny

Komentarz walutowy

Wzrost stóp procentowych!?

06 gru 2022

Dawid Górny

Komentarz walutowy

Rozpędzone euro

05 gru 2022

Dawid Górny