Trzeba przyznać, że ten tydzień na rynkach należy do ciekawych. Niemrawy poniedziałek bez Amerykanów, wtorkowe zniżki po ich powrocie, środowe (miejscami imponujące) odrabianie strat, by czwartek znów przyniósł znaczącą korektę. A miał już być tylko wakacyjny marazm…

Manewry monetarne

Bankierzy centralni ponownie przyciągają blask reflektorów na rynkowej scenie. Jednym z najistotniejszych wydarzeń tygodnia miała być wczorajsza publikacja zapisków z ostatniego posiedzenia Fed. Początkowo inwestorzy odczytali je jako gołębie, gdyż w dalszym ciągu przeważa narracja o niepewności obecnego ożywienia w amerykańskiej gospodarce i odbudowy tamtejszego rynku pracy. Jednak później uwaga skupiła się tych głosach członków FOMC, którzy twierdzą, że tzw. tapering (zmniejszanie skupu aktywów) może nastąpić szybciej, niż do tej pory przewidywano. Swoje trzy grosze dołożył jeszcze Raphael Bostic, który stwierdził, że już prowadzone są analizy, jak dokładnie ta operacja miałaby wyglądać. Żyjemy w świecie, w którym rządzi interpretacja, a nie twarde dane i suche fakty.

Z pewnym zaskoczeniem przyjęto zmianę strategii inflacyjnej EBC. Sama modyfikacja nie wygląda może imponująco, ponieważ cel inflacyjny z „blisko, ale poniżej 2%” zostanie przesunięty na równe 2%. Jednak jest to wskazówka, że europejska władza monetarna dołącza do coraz większego grona banków centralnych, które zamierzają tolerować wyższą dynamikę cen. Przejściowość inflacji powyżej celu stała się już dobrze ugruntowaną religią.

Dzisiaj swoje posiedzenie odbywa Rada Polityki Pieniężnej. Ponieważ nie ma chyba ani jednej osoby, która spodziewa się podwyżki stóp procentowych, czy nawet modyfikacji rodzimego skupu aktywów, to lokalnie uwaga przesunie się zapewne na jutrzejszą konferencję prasową prezesa Adama Glapińskiego. A ten wprowadził małe zamieszanie odnośnie obowiązującej strategii w Radzie swoim wywiadem sprzed kilku dni, w którym po raz pierwszy nie wykluczył zmian stóp jeszcze w tym roku. Mimo wszystko samo posiedzenie, jak i piątkowe spotkanie z dziennikarzami nie powinno mieć znaczącego wpływu na rynki. Chyba że te postanowią jednak zinterpretować jakieś słowa na swój sposób.

Gdy panika wygrywa

Rynkowy obraz jest dziś dość wyraźny, a wajcha została mocno przełożona w tryb risk off. W poszukiwaniu powodów wszędzie zaczęła przewijać się grecka litera Delta. Chociaż trudno uznać to za nowe zagrożenie, mówi się o nim od kilku tygodni, to właśnie teraz rynki postanowiły realizować czarny scenariusz związany z dalszym rozwojem pandemii. Oczywiście nie można ignorować związanych z tym doniesień, ale kreowanie z tego powodu tak gwałtownych ruchów jest mało racjonalne i nie byłby to pierwszy raz, gdy panika bierze górę nad rozsądkiem. Ja wciąż pozostaję nieprzekonany co do trwałości obecnej awersji do ryzyka i uważam, że kreowanie negatywnych nastrojów pomaga wielu inwestorom w zamykaniu swoich pozycji. Jednak z rynkami nie zamierzam się kłócić, dlatego przyjrzyjmy się, jak zachowują się one w trakcie czwartkowej sesji. Trwa ucieczka kapitału w kierunku bezpieczniejszych aktywów, m.in. państwowych papierów dłużnych. Amerykańskie 10-latki po raz pierwszy od lutego zeszły poniżej 1,3%. Obserwujemy wyprzedaż na rynku kapitałowym. Zaczęła jeszcze Azja, a Hongkong zniżkował o prawie 3%. W Europie już dawno nie było tak czerwono, a najważniejsze indeksy lecą w dół o przynajmniej 2% (Frankfurt, Londyn), a innym nawet tego mało, gdyż np. madrycki IBEX 35, czy paneuropejski STOXX50E dobijają do -2,6%. W tych warunkach nie najgorzej wygląda WIG20, który traci „skromne” 1,3%. Kontrakty futures na Wall Street wskazują, że niedźwiedzie rozgoszczą się dziś wygodnie na całym świecie.

W takich warunkach słabość polskiego złotego nie może być zaskoczeniem. Zresztą ucieczka z rynków wschodzących (ale też od walut „surowcowych” jak np. NOK czy AUD) jest powszechna i dotyka choćby czeskiej korony i węgierskiego forinta. A skoro nie ma nadziei, że PLN dostanie dziś wsparcie ze strony RPP, to tylko zmiana rynkowego sentymentu może go uratować. O godz. 15 kurs euro dobił do bram 4,55 zł, kurs dolara mocuje się z 3,84 zł, kurs franka (helwecka waluta powróciła dziś jako safe haven w pełnej krasie) jest już powyżej 4,19 zł, a kurs funta utrzymuje się powyżej 5,28 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

W Turcji i w strefie euro dwucyfrowe odczyty inflacyjne

03 Sie 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Sierpień dla złotego?

02 Sie 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Letnie przesilenie

30 Lip 2021

Adam Fuchs