Nowa monetarna normalność

28 sty 2022 Autor: Adam Fuchs

Chociaż na rynki dociera coraz więcej odczytów makro, w tym tak istotnych, jak tempo PKB w największych gospodarkach, to przechodzą one bez większego echa. Wszystko zasługą FED i Jeroma Powella, którzy dali jasny sygnał, że monetarne rozpasanie szybko zakończy swój żywot. Taki układ to paliwo rakietowe dla amerykańskiego dolara, a jednocześnie brzemię dla polskiego złotego (i nie tylko).

Nierówne tempo PKB w UE

W piątek otrzymaliśmy wstępne publikacje tempa PKB w ostatnim kwartale 2021 r. w najważniejszych europejskich gospodarkach. Obraz można określić jako mieszany. Na plus wypadli Francuzi i Hiszpanie, którzy pobili prognozy i w ujęciu rocznym wykazali wzrosty na poziomie, odpowiednio 5,4% i 5,2%. Jako ciekawostkę można wskazać, że to już kolejny kwartał, gdy ten wskaźnik w obu krajach jest bardzo zbliżony. A teraz już trochę mniej optymistyczny trop niemiecki. Największa gospodarka UE rośnie wolniej nie tylko do wspomnianych wcześniej, ale co istotne nie rozwija się w tempie, którego oczekiwały rynki. W ujęciu rocznym PKB poszło w górę jedynie o 1,4%, co było konsekwencją także tego, że w ujęciu kwartalnym mówimy o spadku na poziomie 0,7%. Warto trzymać kciuki, aby w obecnym roku zniżki się nie pogłębiały, bo słabsza gospodarka za naszą zachodnią granicą może być obciążeniem dla całej Wspólnoty. W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć o wczorajszej publikacji amerykańskiego PKB, które urosło zdecydowanie powyżej prognoz, bo aż o 6,9% (pamiętając, że za oceanem wskaźnik wylicza się w inny sposób). Dane nie miały dziś jednak większego wpływu na rynki, które żyją zupełnie innymi tematami, a głównie wciąż szokiem, że FED zakręca kurek taniego pieniądza.

Proces adaptacji musi potrwać

Rynki nie mogą otrząsnąć się z szoku, który w środę zaserwował im szef FED. Najwyraźniej inwestorzy byli przekonani, że Jerome Powell przestraszy się wcześniejszych giełdowych spadków i będzie próbował ich ułaskawić. Zamiast tego otrzymali kubeł zimnej wody. Koniec ultraluźnej polityki monetarnej w USA jest bliżej, niż mogło się im wydawać jeszcze przed chwilą. Przewodniczący FOMC w trakcie konferencji wielokrotnie podkreślał, że rynek pracy jest silny, a gospodarka całościowo wykazuje dużą dynamikę, więc skończyły się argumenty za kontynuacją obecnego cyklu, a przyszedł czas na normalizację. Normalizację, która może być bolesna dla tych, którzy sądzili, że zostanie ona odłożona w czasie. W kontekście najwyższej od 40 lat inflacji można powiedzieć, że lepiej późno niż wcale, a bank centralny wreszcie zajmie się tym, co zawsze powinno być w centrum jego uwagi. Już w marcu zakończy się program skupu aktywów i praktycznie wszyscy są przekonani, że wtedy zobaczymy też pierwszą podwyżkę stóp procentowych. Jednak o ile do niedawna zastanawiano się, czy dojdzie do trzech lub czterech podwyżek, o tyle teraz mówi się nawet o pięciu. Do tego już latem ma się rozpocząć operacja zmniejszania sumy bilansowej, czyli FED zacznie pozbywać się zakupionych wcześniej papierów wartościowych (w skrócie pieniężna drukarka będzie wygaszana). W kontekście pandemii i wszystkiego, co ona ze sobą przyniosła, na usta rzuca się: nowa normalność nadchodzi.

Dolar może być tylko jeden

A nowa normalność obecnie oznacza w dużej mierze risk off, który rozlewa się po rynkach i wiele wskazuje na to, że tydzień zamkniemy z jasnym kierunkiem. Dla giełd oznacza on pochód niedźwiedzi, który z drobnymi wyjątkami (np. Japonia i Australia) ogarnął wszystkie parkiety. Hongkong i Szanghaj zamknęły się w okolicach -1%. Wczesnym popołudniem Europa jest krwistoczerwona. Frankfurt, Paryż, Mediolan i Amsterdam tracą po blisko 2%. Trochę lepiej, czyli -1,5% zobaczymy Londynie i Madrycie. Kontrakty futures na Wall Street nie dają większych nadziei, aby sytuacja mogła się jeszcze dziś diametralnie zmienić. Z jeszcze większym niepokojem można spoglądać na GPW, gdzie WIG20 spada już o prawie 3%. Sytuacja jest nawet bardziej klarowna na FX, ponieważ dolar nie zostawia jeńców i przynajmniej krótkoterminowo będzie niezmiernie trudno o odwrócenie trendu. Kurs EUR/USD sprintem porusza się na południe i przed godz. 14 jest poniżej 1,114 $. Warto w tym miejscu przypomnieć, że jeszcze 2 tygodnie temu kurs był 3,5 centa wyżej. Imponujący ruch jak na główną parę walutową świata. Przegranymi tej rozgrywki są oczywiście waluty rynków wschodzących, w tym polski złoty. Pytanie, czy na wzmocnienie PLN przyjdzie nam poczekać aż do posiedzenia RPP (8 lutego)? Kurs euro wyszedł już ponad 4,58 zł, kurs dolara utrzymuje się powyżej 4,11 zł, kurs franka to 4,41 zł, a kurs funta wybił psychologiczne 5,50 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Bail-out wisi nad rynkiem

03 paź 2022

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Inflacyjny szczyt coraz wyżej

30 wrz 2022

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Powrót “oznak życia” na GBP

29 wrz 2022

Krzysztof Pawlak