Jastrzębie i smoki, czyli historia wzlotów i upadków

24 Wrz 2021

Zbliża się do końca tydzień, który obfitował w rynkowe zawirowania. Zaczęło się od Państwa Środka i groźby bankructwa największego chińskiego dewelopera. Swój wpływ odcisnęły również dane makro, a wśród nich najnowsze wskaźniki wyprzedzające PMI. Jednak gwiazdy sceny finansowej, czyli bankierzy centralni w dalszym ciągu przyciągają najwięcej uwagi.

Wąwóz niewypłacalności

Sentyment to taka cwana bestia, która sprawia, że w poniedziałek można obudzić się w jej paszczy. Zbliżające się od kilku miesięcy widmo upadku chińskiej spółki Evergrande przeszło w tryb aktywnego straszenia rynków, a na giełdach polała się czerwień (inna sprawa, że na tak rozgrzanych parkietach coraz więcej analityków oczekuje korekty). Szybko rozpoczęto nakładanie na rany opatrunków, ale ta operacja wygląda trochę jak szkolenie z pierwszej pomocy, a nie profesjonalna akcja medyków. Nikt nie chce do końca uwierzyć, że tak duża firma może po prostu zbankrutować, ale czy podobne przeświadczenie nie towarzyszyło wszystkim przed kryzysem 2008 roku? W praktyce największy deweloper w Państwie Środka może liczyć tylko na jedną opcję ułaskawienia przed ścięciem. To chińskie władze muszą uznać, że Evergrande jest „too big to fall” (nie zapominajmy, że rynek nieruchomości jest ściśle powiązany z systemem bankowym), co będzie oznaczało wzięcie przez państwo na siebie ciężaru posprzątania chaosu, którzy stworzyli zarządzający spółką. Z Pekinu i Hongkongu nadchodzą wciąż sprzeczne przecieki i pogłoski, a brak szybkiego wyklarowania widoków na przyszłość może tylko wspomagać zamieszanie. Wczoraj minął termin spłaty części dolarowych zobowiązań firmy, co oznacza, że ma ona teraz 30 dni na uregulowanie tych należności. Jeżeli tego nie zrobi, to będzie musiała oficjalnie ogłosić bankructwo. Zegar tyka, a jego wskazówki może przestawić teraz chyba tylko przewodniczący Xi Jinping i spółka. Chiński smok potrafi straszyć świat na wiele sposobów.

Przemiana feniksa?

W spokojnych czasach bankierów centralnych można uznać za kwintesencję obiegowego wyobrażenia o bankierach. Nudne panie i smutni panowie, którzy obradują przy dobrym cateringu o sprawach, o których spora część społeczeństwa ma ograniczone pojęcie. Jednak obecnie władze monetarne są gwiazdami sceny świata gospodarczego i finansowego, co wczoraj w błyskotliwy sposób opisał inny analityk Walutomat.pl, Krzysztof Adamczak. W tym tygodniu mieliśmy całą serię spotkań decydentów. Najważniejszy w tym zestawieniu jest oczywiście amerykański FOMC, który ostatecznie nie dokonał jeszcze żadnych zmian. Jednak wydźwięk posiedzenia był dla obserwatorów jasny: perspektywa rozpoczęcia taperingu, a następnie podwyżki stóp procentowych jest bliższa niż do tej pory. Wzrosły szanse rozpoczęcia ograniczenia skupu aktywów jeszcze w tym roku, a dot-charty (przedstawiające nastawienie członków Komitetu na przyszłość) wskazują teraz na możliwość aż 7 podwyżek stóp do 2024 roku. W kontekście dotychczasowego podejścia Fed takie informacje należy traktować jako atak jastrzębi na stado gołębi. Jednak rynki albo jeszcze mają problem z interpretacją tych wydarzeń, albo już zdyskontowały takie nastawienie. Dziś wieczorem wypowie się kilku członków FOMC, w tym sam prezes Jerome Powell, co może dać więcej wskazówek dla amerykańskiej ścieżki.

Podwyżka is coming

Jednak nie samą Ameryką człowiek żyje, tym bardziej że gorący news nadszedł z zimnej Norwegii. Tamtejsza władza monetarna wygrała wyścig wśród krajów rozwiniętych i właśnie rozpoczęła cykl zacieśniania monetarnego. Na razie podniosła główną stopę symbolicznie o 25 pkt bazowych, ale oderwała ją w ten sposób od okrągłego zera. Dodatkowo z wypowiedzi prezesa banku centralnego można wnioskować, że to dopiero początek. Chociaż inflacja jest jeszcze poniżej celu, to Norgesbank nie chce ryzykować i widząc ożywienie gospodarcze, zamierza działać już teraz. Jakże to inne podejście od większości bankierów, kto ma rację, okaże się za jakiś czas. Jeżeli podwyżki stóp procentowych będą szły w parze ze względnie wysoką wyceną ropy naftowej, to najbliższe kwartały mogą być bardzo dobre dla korony norweskiej. Dziś po południu kurs NOK/PLN znajduje się przy 0,456 zł i mimo drobnej zniżki jest wciąż blisko tegorocznych szczytów.

Przeciwzaklęcia

Zupełnie inny kierunek obrali Turcy. Mówiąc oględnie, tamtejszy bank centralny trudno uznać za ostoję niezależności. Będąc bliższym prawdy, należałoby powiedzieć, że obecnie wypełnia on polecenia płynące z pałacu prezydenckiego. W ten sposób wbrew wszelkiej gospodarczej (a przynajmniej podręcznikowej) logice w momencie, gdy turecka inflacja dobija do 20%, władza monetarna obniża stopy procentowe. Możliwe, że Ankara zadziwi świat i Erdoganokomika pokieruje nas ku świetlanej przyszłości. Ja stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że to będzie „piękna katastrofa”. A skoro przy dolarach jesteśmy, to kurs USD/TRY wyznacza właśnie historyczne maksima.

Mroczna ścieżka złotego

Polski złoty przez cały tydzień znajduje się pod prawie niesłabnącą presją. Uderza w niego zarówno globalny sentyment, jak i czynniki lokalne. Wśród tych ostatnich należy wymienić coraz większy rozdźwięk w kształtowaniu polityki monetarnej między NBP a innymi bankami centralnymi (i to już nie tylko naszego regionu). Dodatkowo kolejne klocki dokładane są do konfliktu Polski z unijnymi instytucjami, co w końcu może stać się również gospodarczym bądź przynajmniej budżetowym obciążeniem dla państwa. Chyba zamieszania na rynku jest tak wiele, że inwestorzy nie do końca wiedzą, co w piątek począć z PLN. Na giełdach znowu króluje negatywny sentyment. Na szerokim forexie umacnia się dolar amerykański, a kurs EUR/USD jest coraz bliżej testowania od góry 1,17 $. Mimo wszystko nie przekłada się to na dalszy zjazd rodzimej waluty, która chyba po prostu odreagowuje ostatnie dni pewnym uspokojeniem. Przed godz. 15 kurs euro zniżkuje i nie potrafi odkleić się od poziomów nieznacznie powyżej 4,60 zł. Jeszcze wyraźniejsza przecena dotyczy GBP, a kurs funta jest poniżej 5,38 zł. Zgodnie z resztą rynku w górę idzie USD, ale kurs dolara nie potrafi jeszcze wyraźnie wybić 3,93 zł. Najmniej zdecydowany w tym zestawieniu jest CHF, a kurs franka balansuje na 4,25 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Wygra strach czy nadzieja?

19 Paź 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Chiński smok obniża loty

18 Paź 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Tej siły nic już nie zatrzyma?

15 Paź 2021

Adam Fuchs