Interpretacja utworu Jerome’go Powella pt. “Maybe it’s time”

23 Wrz 2021

W zalewie ostatnich mocno chwilowych gwiazdek sceny rynkowej pokroju Evergrande dobrze jest czasem wrócić do dinozaurów rocka. Wczorajszy występ pokazał, że choć może ostatnio trochę zakurzeni, trochę brakuje świeżości, ale wciąż FOMC pozostają królami sceny.

Akt pierwszy – Nadzieja

Przywykliśmy już do tego, że jeśli chodzi o stronę techniczną, Amerykanie nie mają sobie równych. Klasyczne rozdzielnie utworu na trzy części wciąż sprawdza się idealnie i pozostałe kapele, czytaj banki centralne, nadal nie doścignęły tego wzorca. Nie był to może preambulum w stylu Hitchcocka, jednak tempo od razu jednoznacznie zostało nakreślone. Komunikat po posiedzeniu, choć wciąż szyty na klasyczną modłę, zawierał w sobie zapowiedź przyszłych emocji. Dodanie fragmentu o gospodarce, która poczyniła w ostatnim okresie widoczne postępy, było strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza że zostały okraszone stwierdzeniem, że jeśli sytuacja będzie kontynuowana, to Komitet dostrzega konieczność ograniczenia tempa skupu aktywów już wkrótce. I choć nie dostajemy jednoznacznej daty (mały spoiler – w reszcie utworu ona również nie pada) to jednak to niedopowiedzenie mocno angażuje słuchacza. Na wykresach widać było po pierwsze, jak mocno publiczność czekała na ten występ – taka luka intrasession na eurodolarze nie zdarza się często. Po drugie, że ten wstęp zrobił swoje i nakręcił emocje przed kolejnymi aktami.

Akt drugi – Wątpliwości

Wcześniej różnie bywało ze środkową częścią utworu wrześniowych koncertów FED. Często była ona wtórna, płytka, brakowało w niej zaskoczenia. Tym razem jednak było zupełnie inaczej i prognozy Rezerwy Federalnej, były zdecydowanie najciekawszym punktem występu. Mieliśmy w niej praktycznie wszystko. Pewnej dramaturgii dodały predykcje na temat PKB i rynku pracy. Redukcja tempa wzrostu gospodarki na 2021 rok o ponad punkt procentowy względem ostatnich prognoz, podsycana do tego wyższym przewidywanym bezrobociem (4,8% vs 4,5%) mogła wyprowadzić słuchaczy ze strefy komfortu. Te dane przynajmniej na pierwszy rzut oka nie zgrywały się ze słowami z aktu pierwszego. Ale potem było jeszcze ciekawiej. Dostaliśmy trochę mistycyzmu, można wręcz powiedzieć, że szczyptę pewnej magii, we fragmencie o inflacji. Ta do końca roku ma pozostać nienaturalnie wysoka, by w przyszłym roku nagle wrócić do pożądanych poziomów. I choć ta odrobina fantastyki nie każdemu się podoba, to Powell i spółka ze sceny krzyczą do nas, że „nie tylko szkiełko i oko”. Na koniec dostajemy romantyczną nutkę zagraną na fedokropkach, sugerującą, że pierwsza podwyżka stóp procentowych może nastąpić już w przyszłym roku. Jest to ogromna zmiana względem wcześniejszych wystąpień i jeśli grono słuchaczy tylko w nią uwierzy, może mieć fundamentalny wpływ na przyszłość sceny, znaczy rynków.

Akt trzeci – Solo jego ust

Pierwsze dwa akty trwające prawie pół godziny wyraźnie rozkręciły publikę, jak i wykresy. Euro od luki zyskało ponad pół dolara na głównej parze walutowej świata. Złoto i srebro równie wyraźnie drożały, a potem nadszedł czas na solówkę Powella. Ten niestety kolejny raz pokazał, że nie sięga legend tak i zespołu, jak i swoich poprzedników. Bez blasku, bez werwy, choć też trzeba szczerze przyznać, że nie wszystko w akcie trzecim było miałkie. Ten fragment o zakończeniu procesu taperingu? – rewelacja! Słowa, że programy QE przy dobrych wiatrach mogą być wygaszone już w połowie przyszłego roku, świetnie wpisały się w konwencję całego występu. W pewnym sensie objęły go klamrą, gdyż tak jak zaczęliśmy od słów o rozpoczęciu taperingu, tak Powell podając jego potencjalną datę zakończenia, mocno namieszał. Zakręcenie strumienia wartego 120 mld dolarów miesięcznie, nie jest zadaniem prostym i by się wyrobić do czerwca 2022 roku, wypadałoby zacząć już na następnym posiedzeniu. Czy tak będzie? Powell puszcza do nas oczko, zostawiając miejsce na domysły, spekulacje. To też odróżnia dobry utwór od zwykłej szmiry. Słuchacz nie dostaje wszystkiego na tacy, napięcie jest wyczuwalne wiele dni po wybrzmieniu ostatnich nut. Rynki mają teraz o co się spierać, pod co grać.

Wczorajszy występ nie będzie hitem na miarę “I QE you” Bena Bernankego, czy “Whatever it takes” Mario Draghiego, jednak spełnił swoją rolę. Prawdopodobnie do końca roku inwestorzy będą kiwać głową w rytm słów i muzyki zagranej wczoraj. I choć złoty od kilku godzin delikatnie odbija, to można się spodziewać, że czekają go trudne tygodnie.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Wygra strach czy nadzieja?

19 Paź 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Chiński smok obniża loty

18 Paź 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Tej siły nic już nie zatrzyma?

15 Paź 2021

Adam Fuchs