Dzisiejsze wyprzedzające odczyty PMI ze Starego Kontynentu dolały paliwa do pozytywnego nastawienia inwestorów, którzy jak kania dżdżu łakną dobrych informacji. Zbiegło się to dodatkowo z odbiciem, jakim rynki zareagowały po wcześniejszych spadkach, które wywołał za długi język doradcy prezydenta Donalda Trumpa.

Europa wstaje z kolan

Chociaż wskaźniki PMI trudno nazwać „twardymi danymi”, to jednak zdecydowanie warto zwracać na nie uwagę. Potrafią być one pierwszym zwiastunem zmiany, którą trudno zauważyć w innych odczytach, ponieważ w ogromnej większości dotyczą one czasu przeszłego. Natomiast PMI to wynik ankiet wypełnianych przez menedżerów wykazujących w ten sposób nastawienie przedsiębiorstw na najbliższą przyszłość. Wynik poniżej 50 pkt wskazuje na negatywne oczekiwania, a wynik powyżej tej granicy jest wyznacznikiem przeświadczenia o pozytywnych perspektywach.

Dzień zaczęliśmy od zaskakująco dobrych informacji z Francji. PMI dla przemysłu wyniosło tam 52,1 pkt, gdy prognozy mówiły o tylko 46 pkt, a poprzedni odczyt wykazał 40,6 pkt. PMI dla usług także nie pozostało dłużne z wynikiem 50,3 pkt, przy oczekiwaniach na poziomie 44,2 pkt i poprzedniej publikacji z wynikiem jedynie 31,1 pkt.

Następni byli Niemcy, którzy w mniej wyraźny sposób, ale również podążyli ścieżką swoich zachodnich sąsiadów. Przemysłowe PMI to 44,6 pkt, czyli o 3,1 pkt wyżej od konsensusu rynkowego i o 8 pkt lepiej od ostatniej publikacji. Natomiast ten sam wskaźnik dla usług wyniósł 45,8 pkt i o 3,8 pkt przebił oczekiwania, a o 13,2 pkt poprzedni odczyt.

Kolejne doniesienia dotyczyły strefy euro. PMI dla przemysłu zatrzymało się na 46,9 pkt przy prognozowanym 44,5 pkt i wcześniejszym 39,4 pkt. Natomiast usługowe PMI dla eurozony to 47,3 pkt, dzięki czemu przebiło o 6,3 pkt przewidywania analityków i o 16,8 pkt wskaźnik za maj.

Jako ostatni najnowszymi odczytami pochwalili się Brytyjczycy. PMI dla przemysłu symbolicznie pokonało granicę oddzielającą rozwój od recesji z wynikiem 50,1 pkt. Oczekiwania mówiły o 45 pkt, a ostatni raz wyniosło one 40,7 pkt. Za to wskaźnik dla usług to 47 pkt, gdy konsensus rynkowy wskazywał na 40 pkt, a poprzedni wyniósł jedynie 29 pkt.

Wyraźnie widać, że o ile lockdown naprawdę bardzo szybko zamroził gospodarki i wiele branż, o tyle ich ponowne otwarcie przyniosło błyskawicznie odwrotny efekt. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć, że dzisiejsze PMI jest zwiastunem lepszego jutra, które już niedługo będzie lepiej zauważalne także w innych odczytach.

Słowa, które wywołują burzę

Jak niewiele potrzeba do wywołania zamieszania na rynkach udowodnił wczoraj doradca prezydenta USA ds. handlu Peter Navarro. W trakcie wywiadu dla telewizji Fox News zapytany o porozumienie handlowe z Chinami stwierdził „it’s over”, co jednoznacznie mogło wskazywać, że negocjacje nie tyle znalazły się na zakręcie, ile zwyczajnie się wykoleiły. Dodał, że za taki stan rzeczy odpowiadają Chińczycy, którzy podpisując pierwszą fazę porozumienia w styczniu, już wiedzieli o skali zagrożenia Covid-19, ale zataili tę informację przed Amerykanami i pozwalali wyjeżdżać do Stanów tysiącom swoich zakażonych obywateli, co doprowadziło do wybuchu epidemii w USA. Wywołało to panikę na wielu rynkach, które do obaw o rosnące zagrożenie drugiej fali pandemii, dorzuciły ryzyko wojny handlowej między największymi gospodarkami świata. Navarro, widząc efekt swoich słów, szybko się z nich wycofał, twierdząc oczywiście, że zostały one wyrwane z kontekstu. Prezydent Trump także zapewnił, że rozmowy toczą się w dobrej atmosferze, a Państwo Środka coraz lepiej wywiązuje się z wypełniania wcześniejszych ustaleń. Jeśli jednak doradca ds. handlu potrafi zachowywać się tak nierozważnie, to jest to wyraźny sygnał, że dalsze negocjacje nie będą łatwe. Dodatkowo Chińczycy mogą dążyć do ich przedłużenia, czekając na rezultat wyborów prezydenckich w Stanach, które mogą doprowadzić do zmiany lokatora Białego Domu. Nowa amerykańska administracja może być dla azjatyckiej potęgi łatwiejszym partnerem w rozmowach, a przynajmniej bardziej przewidywalnym. Za pozytyw zamieszania, które wywołał Navarro, można uznać fakt, że gdy jego wypowiedź okazała się jedynie „figurą retoryczną”, to inwestorzy szybko uznali, że jest to dobry pretekst do powrotu na ścieżkę wzrostów. W połączeniu z dobrymi europejskimi wskaźnikami PMI sprawiło to, że dziś giełdowe parkiety zaświeciły się na zielono.

Na wtorkowe otoczenie rynkowe w mieszany sposób reaguje polski złoty. Jego pozycja wobec wspólnej, jak i helweckiej waluty jest dość stabilna, co sprawia, że o godz. 15:30 kurs euro wynosił 4,4469 zł, a kurs franka szwajcarskiego 4,1608 zł. PLN umacnia się za to w stosunku do USD i GBP. Kurs dolara o tej samej godzinie wynosił 3,9257 zł, a kurs funta szterlinga 4,8991 zł. Jednak w tym przypadku winowajcą jest raczej słabsza pozycja tychże walut na szerokim rynku, a nie siła złotego.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Pierwsza runda Trump kontra Biden

28 Wrz 2020

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Marcowe szczyty zagrożone?

25 Wrz 2020

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Raz zdobytej władzy nie oddamy!

24 Wrz 2020

Krzysztof Adamczak