Czerwone Walentynki, czyli krótka historia ryzyk

14 lut 2022 Autor: Adam Fuchs

W dniu zakochanych rynkom nie jest specjalnie blisko do świętowania. Wszystko przez nową parę, która doskonale czuje się w swoim towarzystwie, ale prawie cały świat wolałby zobaczyć przynajmniej ich separację. Mowa o inflacji i rosnącym zagrożeniu konfliktu zbrojnego między Rosją a Ukrainą. W serca inwestorów wlewa się strach, a po rynkach rozlewa się risk off.

Wojna coraz bliżej?

Można postawić tezę, że negatywny scenariusz (choćby dla giełd i PLN) swój początek miał już w czwartek. Wtedy właśnie opublikowano najnowszy odczyt inflacyjny z USA, który był najwyższy od 40 lat (7,5%). To rozbudziło oczekiwania wobec przyspieszenia ścieżki zacieśnienia monetarnego za oceanem, co uderzałoby w rynek kapitałowy, a wzmacniało pozycję dolara. Potem przyszedł piątek i tsunami doniesień o rosnącym zagrożeniu eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Chociaż powoli wygląda to na informacyjny chaos, to dominującym przekazem stała się możliwość rosyjskiego ataku już w najbliższych dniach. Coraz więcej państw wzywa swoich obywateli do opuszczenia Ukrainy, korpusy dyplomatyczne są minimalizowane, a USA nawet postanowiło przenieść czasowo ambasadę z Kijowa do Lwowa. Każdego dnia doniesienia mówią o koncentracji kolejnych rosyjskich jednostek i sprzętu przy ukraińskiej granicy. Linie telefoniczne zachodnich przywódców z Kremlem są rozgrzane do czerwoności, a po francuskim prezydencie w zeszłym tygodniu, teraz z Putinem na żywo ma się spotkać kanclerz Niemiec. Politycy wciąż chcą wierzyć w dyplomatyczne rozwiązania, ale rynki zdają się coraz bardziej przestraszone możliwością eskalacji. Niestety zwykłym obserwatorom nie pozostaje nic innego, jak wierzyć w opamiętanie Rosjan, które oddali ryzyko konfliktu zbrojnego.

Giełdy w strachu, PLN odrabia straty

Rosnące napięcie było i wciąż jeszcze jest paliwem dla rynkowego risk off. Niedźwiedzie rozgościły się na parkietach giełdowych i nie zamierzają zapaść w sen zimowy. Skalę przeceny chyba najwyraźniej pokazuje fakt, że w Azji najlepiej poradził sobie Szanghaj, który zniżkował „tylko” o 1%. W Europie jest jeszcze gorzej, ponieważ tutaj najlepiej radzące sobie indeksy (Londyn) spadają o przynajmniej 1,5%. W Warszawie zarówno szeroki WIG, jak i WIG 20 tracą po 1,8%. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że po południu wyceny próbują odbijać od dna. W tym kontekście wiele może zależeć od otwarcia na Wall Street. Jednak to nawet nie samo otwarcie ma szansę być decydującym, ponieważ FED postanowił dziś zwołać nadzwyczajne posiedzenie. Chociaż wciąż za scenariusz bazowy uznaje się pierwszą podwyżkę stóp w marcu (z tym że rośnie prawdopodobieństwo 50 pkt bazowych), to niewykluczone, że w związku z rekordową i niezwalniającą inflacją, decydenci postanowią zrobić coś już dziś. Taka sytuacja będzie zapalnikiem do pogłębienia obecnych ruchów. Brak decyzji może być za to czynnikiem poprawiającym nastroje. Na razie z korzystnych wiatrów korzysta dolar (wraz z innymi walutami safe haven), a kurs EUR/USD jest już prawie 2 centy poniżej czwartkowego szczytu i zbliża się do 1,13 $. Risk off i silniejszy „zielony” to zła informacja dla złotego. Chociaż w trakcie poniedziałkowej sesji próbuje on odrabiać piątkowe straty, to może on reagować gwałtownie na wszelkie niepokojące doniesienia. Przed godz. 15 kurs euro znajduje się powyżej 4,54 zł, kurs dolara utrzymuje się ponad 4,01 zł, kurs franka to 4,33 zł, a kurs funta jest niedaleko 5,43 zł.

Rekordowa inflacja nie pomaga pozycji CZK

Niestety od tematu inflacji nie uda się nam uciec. Można wręcz powiedzieć, że powoli osacza ona nas z każdej strony, a już jutro GUS opublikuje najnowsze dane dla Polski, konsensus rynkowy wskazuje na 9,3%. Oczywiście najwięcej mówi się w tej chwili o dynamice cen w USA, ale warto spojrzeć na bliższe nam kraje, które mogą być wskazówką dla jutrzejszych danych znad Wisły. Niestety nie mamy tu pocieszających informacji. We wszystkich państwach, które dziś opublikowały styczniowe CPI, przekroczono prognozy, a co gorsze widać wyraźne przyspieszenie w porównaniu z grudniem. W Rumunii w ujęciu rocznym ceny poszły w górę o 8,35%, a na Słowacji o 8,4%. Jednak najgorzej wygląda sytuacja w Czechach, gdzie inflacja wynosi już 9,9%(!), czyli ponad 3 p.proc. powyżej grudniowego wyniku.  Oby to nie był prognostyk dla dwucyfrowego rezultatu w naszym kraju… Trudno w tym momencie dostrzec efekt zacieśniania monetarnego u naszych południowych sąsiadów, co może wskazywać, że przyjdzie nam żyć dłużej w otoczeniu wysokiej dynamiki cen i zarazem wysokich stóp procentowych, co już może być niemałym obciążeniem dla wzrostu gospodarczego. Widać również, że dzisiejsze dane z Czech nie pomogły tamtejszej walucie, która radzi sobie na szerokim rynku słabiej od złotego, a to można uznać za trochę niepokojący objaw w podejściu inwestorów. Kurs korony czeskiej przed godz. 15 jest w okolicach 0,185 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Bail-out wisi nad rynkiem

03 paź 2022

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Inflacyjny szczyt coraz wyżej

30 wrz 2022

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Powrót “oznak życia” na GBP

29 wrz 2022

Krzysztof Pawlak