Na rynkach zapanowała prawdziwa euforia. Drożeją wszystkie aktywa uznawane za bardziej ryzykowne. Szaleją indeksy giełdowe, zyskuje złoty.

Ale o co chodzi?

Rynek lubi zaskakiwać. Wprowadzając przy okazji w konsternację analityków, którzy potem muszą się nagimnastykować, by racjonalnie wytłumaczyć, co tak naprawdę się wydarzyło. No i w tym tygodniu mamy z czymś takim do czynienia. Jasne możemy wspominać o super szczepionce, która zakończy epidemię i przyniesie wieczne szczęście. Rzecz w tym, że jest ona w bardzo wstępnej fazie badań, że zadziałała dopiero na 8 pacjentów (z 45), że nie ma szans, by ruszyć z masową produkcją w tym roku, że nawet komunikat firmy Moderna Therapeutics był wyraźnie ostrożny i najodważniejsze słowo, na jakie się odważyli to „obiecujący”. Trudno na czymś takim budować erupcję optymizmu. Tak samo, jak na słowach Jerome Powella, choćby dlatego, że wbrew pozorom nie powiedział absolutnie nic wyjątkowego. Przyznanie się do drukowania cyfrowych dolarów było oczywiście odważne, wcześniej nikt tak ważny o tym tabu nie mówił, ale sam fakt tego procederu w najmniejszym stopniu nie mógł zaskoczyć nikogo, kto jest w jakimkolwiek stopniu powiązany z rynkami. Słowa o zrobieniu wszystkiego, co będzie konieczne, by ratować gospodarkę, również są odgrzewanym kotletem. Weekendowe przemówienie Powella nie było w żadnym stopniu przełomowe.

To może superfundusz?

Niektórzy próbują dopatrywać się przyczyn w zapowiedzianym na początku tygodnia pomyśle powstania superfunduszu Unii Europejskiej, który ma pomóc odbudować załamane gospodarki. Ekwilibrystyka tej logiki jest jednak jeszcze bardziej karkołomna od dwóch wcześniejszych wytłumaczeń razem wziętych. Francusko – niemiecka inicjatywa ma mieć do dyspozycji nawet 500 mld euro, czyli trzykrotnie więcej niż średnioroczne wydatki całej wspólnoty. Już to powinno budzić raczej sceptyzm niż euforię. Unia w ostatnim czasie nie jest w stanie się dogadać nawet w najprostszych kwestiach, wysupłanie takiej kwoty wydaje się poza możliwościami potencjalnego kompromisu państw stowarzyszonych. Rozwiązaniem mają być euroobligacje, które jednak jak każdy dług (sic!) będzie trzeba kiedyś spłacić, a przynajmniej uwiarygodnić tę spłatę w oczach inwestorów.

Złoty nie pyta, złoty korzysta

Niezależnie od przyjętego wytłumaczenia rzeczywistość jest taka, że cały rynek bez opamiętania przeszedł w tryb risk on. Widać to wyraźnie na kursie naszego złotego. Frank jeszcze wczoraj testował opór przy górnym ograniczeniu szerokiej konsolidacji, by dziś sprawdzać wytrwałość jego dolnego odpowiednika. Wystarczyło około 30 godzin, by helwecka waluta potaniała o 7 groszy, dochodząc do 4,27 zł. Funt jest najtańszy od marca i kosztuje 5,06 zł. Dolar zszedł do poziomu 4,15 zł, tanieje nawet euro, które na szerokim rynku radzi sobie całkiem nieźle. Za wspólną walutę należy zapłacić 4,55 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Chiny stąpają po cienkim lodzie

22 maja 2020

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Odwrócenie nastrojów?

21 maja 2020

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Kryzys daje o sobie znać

20 maja 2020

Adam Fuchs