Czy Rosja jest już bankrutem?

21 mar 2022

Od początku konfliktu w Ukrainie słyszymy słowa dyplomatów, polityków, analityków, że ta wojna Rosji się nie opłaci. Koszty mają przewyższyć korzyści, a przy każdym pakiecie wprowadzanych sankcji, słychać rozważania, że doprowadzą one agresora do bankructwa. Zresztą co chwilę jesteśmy zalewani kolejnymi symptomami, że ta niewypłacalność jest tuż za rogiem. Warto się zastanowić, ile w tym wszystkim jest prawdy. Czy państwo może zbankrutować? Co to w ogóle miałoby znaczyć? I czy na pewno taki scenariusz Rosji grozi?

rosja bankrutem

Czy państwo może zbankrutować?

Co ciekawe wśród teoretyków nie ma zgody co do odpowiedzi na to, wydaje się brzegowe pytanie. Co więcej, ciężko o kompromis, by w ogóle zdefiniować istotę bankructwa państwa, tego kiedy ono następuje oraz jakie są jego skutki. Na poziomie intuicji taki stan występuje w momencie, gdy kraj nie jest w stanie dłużej funkcjonować, nie stać go na prowadzenie normalnej działalności. Następuje tak zwane „gaszenie światła”. W nomenklaturze mówimy wtedy o państwie upadłym i wbrew pozorom faktycznie nawet względnie najnowsza historia daje nam przykłady takich sytuacji jak choćby Benin. Jednak znacznie częściej, gdy mówimy o bankructwie państwa, mamy na myśli bardziej rynkową definicję. Obecnie praktycznie wszystkie kraje na świecie żyją na kredyt, więc o ich wypłacalności przede wszystkim decyduje możliwość wyciągania kapitału z rynku. Tak długo, jak kraj jest w stanie sprzedawać swoje obligacje, tak długo zachowuje ciągłość funkcjonowania. Z kolei inwestorzy są w stanie absorbować kolejne papiery dłużne tak długo, jak długo państwo jest w stanie udźwignąć spłatę odsetek od już sprzedanych bonów.

Lista bankrutów jest długa

Schemat, abstrahując od logiczności, wydaje się prosty, dlatego może dziwić, jak często dochodzi do sytuacji, w której rząd ogłasza zawieszenie obsługi zadłużenia. W 2017 roku Bank Kanady opublikował raport, z którego wynika, że od 1960 roku problemy ze spłatą kuponów miało 145 krajów na świecie. W tym spora część więcej niż raz w badanym okresie. Co ciekawe, problem ten dotyka praktycznie wszystkich niezależnie nawet od poziomu zamożności danego kraju. Na liście znajdziemy państwa ogólnie kojarzone z ubóstwem, jak Afganistan, czy Kambodża, ale również te, które są uznawane za wysoko rozwinięte np. Grecja, czy Islandia. W 1998 roku również Rosja dołączyła do krajów z tej listy. W wyniku kryzysu we wschodniej Azji sytuacja budżetowa Moskwy załamała się tak bardzo, że podjęto decyzję o niespłacaniu zagranicznego zadłużenia. Było to między innymi efektem ataku spekulacyjnego na rubla rok wcześniej, który co prawda udało się odeprzeć, jednak obrona prawdopodobnie kosztowała rosyjski bank centralny ponad 6 mld dolarów. Dziś ta suma może nie robi aż takiego wrażenia, w tamtych czasach stanowiło to jednak potężny cios, po którym ostatecznie nie udało się powrócić do równowagi.

To nie jest powtórka z historii

Obecna sytuacja Rosji jest jednak zupełnie inna. Za potencjalną niewypłacalnością nie stoją mechanizmy rynkowe, tylko sankcje oraz wielka polityka. Zwłaszcza na początku konfliktu opinia publiczna była zalewana kolejnymi doniesieniami na temat wprowadzanych następnych restrykcji. Na praktycznie wszystkich portalach informacyjnych można było przeczytać wiele analiz, które sankcje będą najdotkliwsze i ile to czasu potrzeba, by doprowadzić agresora do upadku. Rzecz w tym, że mijają kolejne dni wojny w Ukrainie, a zapał Zachodu do wprowadzania kolejnych obostrzeń wyraźnie ostygł. Rubel, który w pierwszym odruchu został zdewastowany, od przeszło tygodnia z mozołem, lecz systematycznie wraca do równowagi. Unia Europejska bardziej niż uderzyć w rosyjskie aktywa stara się wyważyć potencjalne koszty dla zrzeszonych krajów. Z tego powodu sankcje omijają gaz i ropę, a ze swiftu nie zostały wyrzucone banki, które rozliczają handel tymi surowcami. Zgodnie z ostatnimi wyliczeniami obecnie Unia importuje więcej rosyjskiego gazu niż przed inwazją. Dodatkowo szef EPL podaje, że każdego dnia do Rosji płynie strumień 600 mln euro. Doprowadza to do absurdalnej sytuacji, gdzie finansowane przez UE Javeliny niszczą finansowane przez UE rosyjskie czołgi. Keynes z całą pewnością byłby zachwycony.

Rosja idzie z rynkiem na noże

Koronnym argumentem za nadciągającym bankructwem Moskwy miało być opóźnienie w wypłacie odsetek kuponowych, których spłata przypadła na 16 marca. Z tego, co udało się mediom ustalić, faktycznie środki tego dnia nie zostały przelane, tylko że… to o niczym nie świadczy. Po pierwsze technicznie rzecz biorąc Rosja ma 30 dni, aby obsłużyć te płatności, a kilkudniowe poślizgi nie są wcale takie niespotykane. A po drugie wszystko wskazuje na to, że opóźnienie wynikało z decyzji politycznych, a nie problemów finansowych. Jest to pewien sposób reakcji na wprowadzone sankcje i wiele się mówi, że za tą decyzją stoi wprost prezydent Putin. Jest to niebezpieczna gra, zwłaszcza że stawianie się przeciwko rynkom może okazać się znacznie bardziej bolesne niż wprowadzone sankcje. Rosja nie jest jednak w tym konflikcie pozbawiona argumentów. Jej ostatnie bankructwo z 1998 roku poważnie zachwiało kilkoma amerykańskimi bankami, które były mocno zaangażowane w rosyjskie papiery wartościowe. Teraz w podobnej sytuacji znajdują się banki europejskie i Putin wyraźnie chce o tym Brukseli przypomnieć.

Bankructwo to nie koniec świata

Oczywiście nie jest tak, że wprowadzone sankcje nie robią na Rosji żadnego wrażenia. Zapewne nie da się na dłuższą metę funkcjonować w takim otoczeniu i prędzej czy później budżet zacznie wysychać. Warto też zauważyć, że rosyjski rynek obligacji korporacyjnych jest znacznie mocniej wystawiony na rynek zagraniczny niż dług publiczny. Miejscowe firmy już teraz doświadczają sporych zawirowań, odcięcie od taniego kredytu, jeszcze mocniej pogrąży je w chaosie. W ostatecznym rozrachunku przełoży się to również na budżet centralny. To wszystko oznacza, że kiedyś sytuacja faktycznie może stać się trudna do udźwignięcia i przynajmniej zgodnie z teorią powinno nieść ze sobą poważne konsekwencje. Kraje ogłaszające niewypłacalność wypadają z globalnego rynku długu, muszą wykazać zmiany w systemie podatkowym, drastycznie ograniczyć wydatki. Mozolnie pracować, by odbudować zaufanie wśród inwestorów. Tak to wygląda w teorii… Praktyka jednak pokazuje, że rynek długu jest jednym z najbardziej wypaczonych na świecie. Nikt tak często nie bankrutuje, jak Argentyna, a nie przeszkodziło to jej wyemitować w 2017 roku obligacji stuletnich. Grecja w kilka lat po upadku doszła do poziomu, w którym za dług płaciła mniej niż Amerykanie. Takie przykłady można mnożyć. Naiwnością jest wiara, że z Rosją będzie inaczej.

Czyste sumienie, pełne kieszenie

Dużo mówiło się o tym, że Putin jak nikt inny na nowo zjednoczył Zachód. Po pierwszym szoku, gdy nikt nie za bardzo wiedział co robić, udało się zewrzeć szyki, wypracować wspólną linię i wyprowadzić kontruderzenie w rosyjską ekonomię. Niestety później do głosu doszły biurokratyczne demony Unii Europejskiej i część sankcji zostało rozwodnionych. W obecnych warunkach ciężko sobie wyobrazić, by doprowadziły one do bankructwa Rosji. Zwłaszcza że zakończenie konfliktu z Ukrainą zapewne będzie doskonałym pretekstem do wycofania się z większości obecnie nałożonych sankcji i to niezależnie od wyniku tej konfrontacji. Świat finansów został tak skrajnie nadmuchany, że każda przystań, gdzie można ulokować pieniądz, jest na wagę złota. Wracamy tym samym do starej prawdy, że rynki nie chodzą w parze z idealizmem, a reakcja Zachodu, choć kosztowna i uciążliwa niekoniecznie wpłynie na wynik rosyjskiej inwazji.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Adamczak

Analityk walutowy Walutomat.pl