Koronauderzenie - kto i jak radzi sobie z kryzysem?

14 Sie 2020

Globalna gospodarka w ostatnich kilku dekadach niejednokrotnie już musiała się mierzyć z niebagatelnymi zawirowaniami. Wystarczy wspomnieć kryzys naftowy z lat 70-tych, bańkę internetową z przełomu wieków, czy recesję po 2008 r. wywołaną przez śmieciowe produkty dłużne, które bez opamiętania tworzyły amerykańskie banki inwestycyjne. Jednak ten rok przyniósł zupełnie nowe wyzwanie, czyli pandemię Covid-19. Spróbujemy przyjrzeć się wybranym gospodarkom, w które koronakryzys uderzył z dużą mocą.

Niestety trudno wskazać jeden czynnik, objaw tudzież dane, które w sposób bezsprzecznie zobiektywizowany wskazywałyby, które państwo znalazło się w najtrudniejszej sytuacji spowodowanej epidemią. Dodatkowo biorąc pod uwagę, że świat już mierzy się z tzw. drugą falą pandemii (jeśli w ogóle przyjmiemy, że pierwsza się skończyła), to często odczyty makroekonomiczne są mocno spóźnione w stosunku do aktualnej sytuacji. Niemniej jakieś wnioski z dostępnych informacji możemy wyciągać.

Olbrzym, ale na jakich nogach?

Zacznijmy naszą analizę od największej gospodarki świata. Amerykanie lubią być pierwsi, najważniejsi i mieć wszystko w rozmiarze „super size”. Zapewne w przypadku Covid-19 wcale im się to nie uśmiecha, ale tutaj również są światowym liderem. Według dostępnych szacunków łączna liczba zakażonych koronawirusem w Stanach wynosi już prawie 4,5 mln, a zmarło już ponad 150 tys. osób. Z powodu dużej elastyczności na tamtejszym rynku pracy, to dane z tego obszaru potrafią najszybciej wskazać na problemy, z którymi mierzą się firmy i pracownicy. Jednym z takich wrażliwych odczytów, dodatkowo publikowanym co tydzień, więc pozwala na niezwykle aktualne wejrzenie, jest liczba zadeklarowanych wstępnych bezrobotnych. Pokazuje ona, ile osób złożyło wniosek o zasiłek w tym czasie. Kiedy na terenie USA wybuchła epidemia, a kolejne stany decydowały się na lockdown, czyli zamknięcie wielu branż i zatrzymanie ludzi w domach, to ta dana makro osiągała rekordowe (czyli w tym wypadku negatywne) wyniki i znacznie przerastała prognozy analityków. Od końcówki marca do początku maja cotygodniowy rezultat wahał się od 3 do prawie 7 (!) mln nowych bezrobotnych.

Kasa musi się znaleźć

Taka sytuacja sprawiła, że mimo gorącej walki politycznej za oceanem stosunkowo szybko udało się Kongresowi przygotować pakiety pomocowe. Ich wartość sięgnęła prawie 3 bln (!) dolarów, czyli 15% tamtejszego PKB. Jednymi z bardziej istotnych elementów wsparcia były czeki dla każdego obywatela w wysokości 1200 USD, a także dopłaty do zasiłków dla ludzi bez pracy (600 USD). Decydenci rozmawiają o kolejnym zasileniu portfeli Amerykanów, a na stole jest nowy przynajmniej 1 bln dolarów. Bezprecedensowe transfery bezpośrednie, na które także godzą się zazwyczaj konserwatywni w tym wymiarze Republikanie, pokazują, z jakim wielkim kryzysem mamy do czynienia. Na razie dbałość o budżet schodzi na dalszy plan, a wszyscy chcą za wszelką cenę uniknąć problemów związanych z brakiem pracy oraz masowych upadłości firm. Chociaż jednak sytuacja za oceanem wygląda rzeczywiście nieciekawie, to wielu ekspertów zwraca uwagę, że kryzysy potrafią uderzać w USA mocno, ale jankesi potrafią też najszybciej i najskuteczniej z nich wychodzić.

Jest źle, ale nie tragicznie?

Oczywiście jest też odczyt makro, na który rynki, media i obywatele zwracają szczególną uwagę, czyli wzrost Produktu Krajowego Brutto, który mówi nam, o ile całościowo wzrosła gospodarka w danym kraju. W tej chwili niestety nie mówimy jednak o wzroście, a o spadku. Drugi kwartał 2020 to zmniejszenie się amerykańskiego PKB o 32,9%(!), co i tak jest wynikiem lepszym od oczekiwań. Tutaj należy nadmienić, że te dane Amerykanie podają w sposób zanualizowany, czyli jakby ten najgorszy kwartał miał trwać cały rok, dlatego rzeczywista recesja może być w tym przypadku w okolicach 8%.

W kontekście zmian na rynkach, które powoduje pandemia, warto zwrócić uwagę, jak zachowywał się kurs dolara. Na początku marca, gdy sytuacja zaczęła być bardzo niebezpieczna, to „zielony” zyskiwał jako bezpieczna przystań. Kurs USD/PLN w ciągu kilkunastu dni poszybował w górę o ponad 50 groszy, docierając powyżej 4,30 zł. Jednak na koniec lipca ponownie znajdujemy się poniżej 3,80 zł, więc wróciliśmy do punktu wyjścia. Chociaż w wielu stanach powracają restrykcje, a sytuacja epidemiologiczna się pogarsza, to nikt nie dopuszcza do myśli ponownego powszechnego zamrożenia gospodarki, ale zaufanie do USD jako safe haven prawdopodobnie też osłabło.

Włoska robota

Przenosimy się naszą stronę Atlantyku i tutaj przyjrzymy się bliżej Włochom. Otrzymały one jedne z większych uderzeń koronawirusowych, jednocześnie będąc jedną z najważniejszych gospodarek strefy euro. Równocześnie borykały się już od lat z problemami ekonomicznymi, które teraz dodatkowo się pogłębiły.

Tak naprawdę cały świat zrozumiał, że to nie przelewki i mamy rzeczywiście do czynienia z pandemią, gdy wybuch w przyroście liczby zakażonych został zauważony na Półwyspie Apenińskim. Część ekspertów wskazuje, że przyczyny tejże eskalacji właśnie w tej części Europy należy upatrywać… w turystyce. Według Narodowej Agencji Turystycznej ENIT wpływy z turystyki stanowią 11,8% PKB państwa, natomiast 12,8% miejsc pracy tworzonych jest w tym sektorze (dane za 2018 r.). Tłumy przyjezdnych, w tym wielu Chińczyków, sprawiły, że bomba epidemiologiczna wybuchła na północy Włoch. W tej chwili daleko temu krajowi do światowej czołówki, ale liczba prawie 250 tys. zakażonych i ponad 35 tys. zmarłych wciąż robi wrażenie. Niestety dla trzeciej gospodarki UE epidemia to kolejne z wielu uderzeń. Praktycznie od 30 lat znajduje się ona w stagnacji, którą pogłębił jeszcze kryzys finansowy z 2008 r. Nawet przed koronawirusową zapaścią zadłużenie tego kraju wynosiło 135% PKB. W tej chwili jednak nikt nawet nie myśli o zaciskaniu pasa, więc nieubłaganie będzie ono rosło, co w przyszłości może mieć fatalne skutki dla samych Włoch, ale też dla całej Wspólnoty.

Półwysep się kurczy

Z twardych danych okresu epidemicznego swój wzrok powinniśmy oczywiście skierować na tempo PKB. Tąpnięcie w tym zakresie bezsprzecznie jest poważne, bo najnowsze odczyty za drugi kwartał mówią, że włoska gospodarka skurczyła się w tym okresie o 17,3% rdr i o 12,4% kdk. Za pocieszający możemy uznać fakt, że są to wyniki lepsze od prognoz, co daje nadzieję na szybsze wychodzenie z zapaści. Niestety zarówno na Półwyspie Apenińskim, jak i w innych częściach Europy, zagrożenie Covid-19 nie zniknęło, a wręcz w ostatnim czasie nabiera na sile. Dlatego wszelkie pozytywne scenariusze będzie można wyrzucić do kosza, jeśli liczba zakażonych zacznie znów rosnąć w zastraszającym tempie i rządy będą zmuszone do ponowienia lockdownu. Chociaż w tej chwili panuje przekonanie, że nikt już nie pozwoli sobie na to w takim stopniu, jak miało to miejsce wiosną. Koszty takich działań dla gospodarek są zwyczajnie zbyt duże.

Interesującym aspektem, chociażby w porównaniu do USA, jest włoski rynek pracy, a przynajmniej oficjalna stopa bezrobocia. Po wybuchu epidemii zaczęła ona spadać i obecnie (mimo  powrotu do trendu wzrostowego) wciąż utrzymuje się poniżej poziomu sprzed koronakryzysu.

Wspólna przyszłość

Włosi, jak ma to miejsce od wielu lat, muszą liczyć na pomoc UE. Na szczęście dla nich po jednych z najdłuższych negocjacji w historii Wspólnoty, krajom członkowskim udało się uzgodnić kompromis w kwestii tzw. funduszu odbudowy. Właśnie to państwo będzie jednym z największych beneficjentów pomocy ze strony Unii. Na Półwysep Apeniński ma zostać skierowane 209 mld euro (82 mld w bezpośrednich grantach, a 127 mld w formie pożyczek). W tym momencie wyraźnie widać (przy wszystkich niedogodnościach i nie zawsze najlepszych rozwiązaniach), jak ważna jest UE jako jeden organizm, który potrafi wspierać swoich członków w trudnych chwilach. Tylko dzięki solidarności i budowaniu coraz ściślejszych powiązań gospodarczych i fiskalnych, możliwe jest przetrwanie pojedynczych państw Starego Kontynentu na globalnym wzburzonym oceanie.

 

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Adam Fuchs

Analityk walutowy Walutomat.pl