Jedna z ważniejszych dat w dziejach rynków finansowych

15 Sty 2019

15 stycznia obchodzimy czwartą rocznicę decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o uwolnieniu kursu franka. To wydarzenie jest porównywane nawet z największym krachem na giełdzie z 24 października 1929 roku, podczas którego indeksy traciły grubo ponad 10%, a 28 października zapikowały ponownie i to jeszcze o kilka procent więcej. Mowa więc o decyzji bez precedensu, która zachwiała rynkami na całym świecie i sprawiła, że wielu traderów i brokerów zbankrutowało, a osoby posiadające kredyty w szwajcarskiej walucie po dziś dzień leczą rany z tym związane.

Zacznijmy jednak od początku. W okresie kryzysów finansowych frank szwajcarski stał się walutą uznawaną za bezpieczną w oczach inwestorów. Zwiększało to popyt na franka i umacniało jego notowania do większości walut. Broniąc interesów swojego kraju, 6 września 2011 roku centralny bank Szwajcarii postanowi usztywnić kurs wymiany euro za franka na poziomie 1,20. Oznaczało to, że kurs może być wyższy, ale na pewno nie niższy. SNB zapowiedział, że w razie potrzeby będzie interweniował, by kurs zawsze utrzymywał się ponad wskazanym poziomem 1,20. Do grudnia 2014 prezes SNB Thomas Jordan twardo trzymał się tego stanowiska.

Główna przyczyna zejścia z kursu

Sytuacja na rynku walutowym jednak nie sprzyjała długiemu okresowi utrzymywania kursu EUR/CHF na poziomie 1,20. SNB coraz częściej musiał interweniować na rynkach, by bronić tego poziomu. W efekcie musiał kupować olbrzymie ilości wspólnej waluty, wyprzedając za to franki szwajcarskie niejako sztucznie dodrukowane. Konsekwencją takich działań był bardzo duży wzrost rezerw walutowych. Tak naprawdę sytuacja aż do dzisiaj się nie unormowała, gdyż od feralnego dnia 15 stycznia rezerwy jeszcze się podwoiły. Jednak przyczyn takiej decyzji należy upatrywać w kształtowaniu się kursu EUR/USD w tamtym okresie. Główna para osiągały poziomy nawet 1,05, co skutkowało również spadkami na parze EUR/CHF i to z czysto technicznej perspektywy.

Kompletne zaskoczenie

15 stycznia 2015 Thomas Jordan zakomunikował, że przestaje bronić kursu EUR/CHF zważywszy na zbyt duże koszty z tym związane. W jednej sekundzie kurs euro w relacji do franka zanurkował o niemal 3000 pipsów. Jak spory był to ruch widać na poniższym wykresie. Wynikało to z faktu, że decyzja ta była zupełnym zaskoczeniem – zabrakło wcześniejszych sygnałów ze strony banku centralnego o takim możliwym scenariuszu. Luka płynności na którą nie był przygotowany SNB wyniosła co najmniej 20% i była jedną z największych w historii.

Zasadnicze pytanie – czy można było się spodziewać takiego ruchu?

Pierwsza myśl brzmi oczywiście nie. Jednak po głębszej analizie już takiej pewności nie ma. Patrząc od szczytu hossy z 2007 roku do kryzysu w Grecji w 2011 roku euro straciło do franka niemal 40%. Stąd wynikała decyzja SNB w 2011 roku o zdewaluowaniu kursu na poziomie 1,20 i jego obrona poprzez drukowanie franków i wymianę ich na euro. Już wtedy na rynkach po tej decyzji zabrakło wyraźnej reakcji – kurs EUR/CHF powinien mocno odreagować w górę, a nic takiego się nie stało. To już pokazało, że inwestorzy nie chcą utrzymywać długich pozycji. Z drugiej jednak strony nie było też podstaw by fantazjować i liczyć, że 1,20 zostanie łatwo poddane.

W grudniu jednak dało się zauważyć, że coś jest jednak na rzeczy. Kurs po dotarciu do 1,20 nie spotkał się z silną reakcją kupujących – ugrali raptem 40 pipsów. W końcu było widać, że “rekiny biznesowe” jak choćby fundusze hedgingowe czy bankierzy z Goldman Sachs, zaczęli powątpiewać w sens działań SNB, a szczególnie w inwestorów, którzy kupują te miliardy CHF. Dlatego zaczęli zajmować pozycję po stronie krótkiej na EUR/CHF i stało się logicznym, że dalsza walka szwajcarskiego banku z obroną kursu była już bezsensowna.

Bank centralny ma bronić interesów własnego państwa. W tej sytuacji jednak obrona kursu EUR/CHF była poza zasięgiem SNB. I tak w rok po tej decyzji bank odnotował gigantyczną stratę w związku z wyceną rezerw walutowych. To pokazuje z jakim problemem musiał się zmierzyć. Mimo to nagła nagły wzrost wartości franka po tym wydarzeniu mocno uderzyła w rodzimych importerów. Z czasem jednak siły rynkowe same znalazły sobie rozwiązanie i EUR/CHF powrócił do poziomów nawet 1,20. Fakt, nie można kompletnie wykluczyć też lekkiej pomocy SNB i interweniowania na rynku, szczególnie przy rosnących rezerwach walutowych. Bez wątpienia jednak to wydarzenie i nieprzewidywalna decyzja Thomasa Jordana pozostały w głowach interesów i frank nie był już pierwszym wyborem na trudne czasy.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Krzysztof Pawlak

Analityk walutowy Walutomat.pl