Dzisiejszy kalendarz makro jest wypchany po brzegi. W normalnych okolicznościach dużo uwagi skupiałyby na sobie choćby odczyty o tempie PKB. Jednak obecnie światła reflektorów skierowane są głównie na inflację. Pesymiści boją się, że powoli wymyka się ona spod kontroli, a optymiści powtarzają mantrę o przejściowym charakterze. Jeżeli ktoś nie chce stanąć po żadnej stronie sporu, to może po prostu stwierdzić, że dzisiejszy odczyt polskiego CPI zdecydowanie pomógł złotemu.

Rekord za rekordem

Temat inflacji już od miesięcy rozgrzewa nagłówki w mediach, dyskusje ekonomistów i publicystów, ale też już dawno o wzroście cen nie mówiło się tyle w większości polskich domów. Nie bez przyczyny, ponieważ dzisiejszy wstępny odczyt CPI za sierpień wyniósł rekordowe 5,4%. Ostatni raz taką dynamikę cen mogliśmy widzieć 20 lat temu. Dla lepszego zobrazowania, o jakim horyzoncie czasowym mowa, można przytoczyć kilka faktów. Latem 2001 roku Polska była jeszcze świeżym nabytkiem NATO, na czele rządu stał Jerzy Buzek, członkostwo w UE było wciąż odległym horyzontem, a panoramę Nowego Jorku jeszcze dominowały bliźniacze wieże WTC. Inna epoka. A jednak znaleźliśmy się znów w miejscu, gdzie według podręczników możemy mówić o inflacji kroczącej, czyli przekraczającej 5%. Dodatkowo dzisiejsza publikacja przebiła oczekiwania analityków. W opinii coraz większej liczby obserwatorów jest to powód do zmartwień, którego nie równoważy świetne tempo PKB za drugi kwartał na poziomie 11,1%. Szybką reakcję na najnowsze CPI otrzymaliśmy ze strony członka RPP prof. Eugeniusza Gatnara. Na antenie Biznes24 zapowiedział złożenie wniosku o podwyżkę głównej stopy o 15 punktów bazowych na najbliższym posiedzeniu Rady (8 września). Wiele jednak wskazuje na to, że będzie to symboliczny gest, gdyż trudno sobie wyobrazić nagłą woltę rdzenia naszej władzy monetarnej, z prezesem Adamem Glapińskim na czele.

Nikt nie chce być gorszy

Coraz więcej wskazuje, że rynek przynajmniej chwilowo zaczyna grę pod nazwą „kto pierwszy”. Oczywiście kto pierwszy zdecyduje się na wygaszanie ultraluźnej polityki monetarnej, gdyż wysoka inflacja staje się w coraz większym stopniu globalnym problemem. Polska w pewnym sensie poszła w ślady USA, gdyż za oceanem dynamika cen na poziomie 5,4% widoczna była już w lipcu. Dziś wstępne dane za sierpień opublikował też Eurostat i chociaż strefie euro jeszcze daleko do takich rezultatów, to wynik 3% i tak robi wrażenie. Na niewiele się zdała niedawna decyzja EBC o weryfikacji celu inflacyjnego na równe 2%, skoro już teraz jesteśmy o 1 p. proc. wyżej. Oczywiście jest więcej niż pewnym, że ze strony decydentów usłyszymy zaklęcie o przejściowym charakterze podwyższonej dynamiki cen. Nie jest też tak, że jest to teza pozbawiona argumentów. Głównym obciążeniem koszyka pozostają ceny energii, które w ujęciu rocznym poszły w górę aż o 15,4%! Tylko nawet jeśli ten faktor zmniejszy swój wpływ (np. poprzez wygaszanie tzw. efektu bazy), to coraz więcej ekspertów zwraca uwagę na wzrost innego zagrożenia w obecnych okolicznościach. Chodzi o oczekiwania inflacyjne konsumentów, którzy żyjąc przez dłuższy czas w otoczeniu wysokiej inflacji, zaczynają wierzyć, że właśnie tak będą wyglądały nadchodzące miesiące. A skoro kupujący mają takie przekonanie, to producenci, usługodawcy itd. zyskują koronny argument do podwyżek. W ten sposób tworzy się spirala inflacyjna, z której wydostanie się, może wcale nie być tak proste.

Złoty wreszcie się złoci

Warto jednak pamiętać, że są też inni „aktorzy” rynku, którzy zyskują na rzeczywistości wysokiej inflacji. Mowa o walutach krajów (czy też bloków), gdzie dynamika cen przyspiesza. W głównej mierze wynika to z przekonania inwestorów, że mimo zaklęć płynących ze strony władz monetarnych, to taka sytuacja wreszcie wymusi na bankierach centralnych rozpoczęcie zacieśniania polityki pieniężnej. A wtedy coraz bardziej opłaca się lokować kapitał właśnie w waluty powiązane z takim ruchem. W ten sposób na forexie zyskuje dziś m.in. wspólna waluta, a kurs EUR/USD wzniósł się już powyżej 1,183 $. Po długim okresie marazmu do ataku przystąpił także PLN, który wybija kolejne ważne poziomy, co może wskazywać, że kursy rzeczywiście zakotwiczą na jakiś czas niżej. Przed godz. 15 kurs euro jest coraz bliżej 4,52 zł, kurs dolara znajduje się już niewiele powyżej 3,82 zł, kurs franka zszedł poniżej 4,19 zł, a kurs funta zniżkuje w okolice 5,26 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Co ma piernik sprzedaż detaliczna do wiatraka?

17 Wrz 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Ani słowa o inflacji

16 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Deklinacja inflacji

15 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak