Można odnieść wrażenie, że hasło powtarzane sto razy staje się prawdą, obojętnie, czy jest nią w rzeczywistości. W środę publikacja o amerykańskiej inflacji wstrząsnęła rynkami. Wystarczyło jednak tylko kilkadziesiąt godzin zapewnień ze strony przedstawicieli Fed, że nawet w najgłębszych rejonach ich umysłów nie pojawiają się myśli o zacieśnieniu polityki monetarnej, żeby inwestorzy wrócili do odrabiania strat. Przecież przejściowość wyższej dynamiki cen nie jest ograniczona żadnym horyzontem czasowym, prawda?

Wyznanie przejściowości

Pod pewnymi względami chciałoby się powiedzieć: nareszcie. Rynki znowu koncentrują swoją uwagę na odczytach makroekonomicznych, które nawet przy swoich niedoskonałościach pozostają najlepszym opisem gospodarczej rzeczywistości. Chociaż wszyscy spodziewali się, że dynamika amerykańskich cen przyspieszy, to przebicie prognoz było na tyle znaczące, że wywołało niemałe poruszenie. Trudno się dziwić, skoro wskaźnik CPI osiągnął najwyższą wartość od 2008 roku, a w poszukiwaniu bazowego na poziomie 3% musielibyśmy cofnąć się do połowy lat 90. Strach wywołany tymi publikacjami szybko wymazał z pamięci dane z amerykańskiego rynku pracy z zeszłego piątku, które doskonale wpisały się w gołębią retorykę Fed-u. Inwestorzy nawet boją się jak diabeł święconej wody myśli o tym, że Rezerwa mogłaby zacząć zacieśniać politykę monetarną w dającej się przewidzieć przyszłości. A ponieważ decydenci najwyraźniej zostali kapłanami nowej religii, która wymaga złożenia na rytualnym ołtarzu podstaw pełnionego przez nich mandatu, to w każdym swoim kazaniu powtarzają modlitwę o przejściowym charakterze wysokiej inflacji. Wyznawcom nie pozostaje nic innego, jak pokładać niezmąconą wiarę w te zapewnienia. W końcu przecież nikt w żadnej księdze nie określił, co dokładnie oznacza bożek „przejściowości”.

Modlitwy wysłuchane

A skoro ekspansywna polityka monetarna zostanie z nami na dłużej, to hulaj dusza, piekła nie ma, przekładamy wajchę na tryb risk on. Giełdy, po kilku słabszych sesjach, już wczoraj zabrały się do odrabiania strat, a dziś kontynuują ten trend. Chińskie indeksy poszły w górę o ponad 1%, ale jeszcze bardziej imponująco wygląda japoński Nikkei, który zyskał 2,3%. Po południu bardzo dobrze prezentują się także europejskie parkiety, rosnące o 0,6%-1%. W takim otoczeniu do gry wraca też GPW. WIG i WIG20 starają się wybić nad kreskę, a mWIG40 idzie w górę nawet o 0,4%. Kontrakty futures za oceanem wskazują, że cała piątkowa sesja może być niezwykle udana. Zagrożenia dla dobrych nastrojów można upatrywać w dzisiejszych publikacjach o amerykańskiej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej.

Polska inflacyjnym mesjaszem

Polacy nie gęsi i swoją inflację mają. Finalny odczyt za kwiecień potwierdził wstępne predykcje i wyniósł 4,3%, czyli jesteśmy lepsi od Amerykanów! Za taką dynamikę w głównej mierze odpowiadają usługi (6,8%) i transport (wzrost o 16%!), a także koszty mieszkaniowe (5%), m.in. prąd i wywóz śmieci. Ucieszony może być w takim wypadku NBP, ponieważ mimo wyraźnego wystrzału powyżej celu inflacyjnego, może on powtarzać, że wynika on głównie z czynników pozostających poza wpływem banku centralnego, jak np. ceny paliw i energii. Oczywiście decydenci monetarni dołączą do chóru bankierów centralnych z pieśnią na ustach o przejściowości wyższej dynamiki cen. Do dzisiejszych publikacji należy dodać informację o rodzimym tempie PKB za pierwszy kwartał tego roku. Spadło ono o 1,2% rok do roku, co i tak było korzystniejszym wynikiem od prognoz. Dlatego większość ekonomistów nie zmienia swoich przewidywań, że cały 2021 r. możemy zamknąć ze wzrostem na poziomie ponad 4%.

W warunkach oczyszczenia z ryzyk wewnętrznych (odroczenie wyroku frankowego, przyjęcie Funduszu Odbudowy) i poprawy rynkowego sentymentu do gry wraca polski złoty, który umacnia się w stosunku do głównych walut. O godz. 14 kurs euro znajduje się przy 4,526 zł, kurs dolara to 3,735 zł, kurs franka wynosi 4,132 zł, a kurs funta 5,258 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

No to ruszyli

22 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Zakazane słowo na „I”

21 Cze 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

EBC nie chce iść drogą Fed

18 Cze 2021

Krzysztof Pawlak