Wakacje na wakacje

14 lip 2022 Autor: Adam Fuchs

Pożyczkobiorcy hipoteczni otrzymali długo obiecywane wakacje kredytowe, które mają ulżyć ich portfelom. Niestety nie oznaczają one ulgi dla presji inflacyjnej, co może skutkować dalszymi podwyżkami stóp procentowych, które i tak nie będą przynosiły oczekiwanego efektu. Na rynku walutowym obserwujemy kolejny dzień prób wybicia parytetu na EUR/USD, ale tym razem nie jest to równoznaczne z osłabieniem PLN.

8 miesięcy ulgi

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę dotyczącą wakacji kredytowych. Kredytobiorcy hipoteczni będą mogli w tym i przyszłym roku skorzystać łącznie z 8 miesięcy wolnych od spłaty rat. Uroczystość złożenia podpisu przez głowę państwa odbyła się z pompą, co wskazuje, że to rozwiązanie ma szansę stać się jednym z głównych punktów promocyjnych dla ekipy rządzącej. Przechodząc do szczegółów tej propozycji, to po pierwsze wejdzie ona w życie 14 dni od momentu publikacji w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że jeśli dojdzie do tego jeszcze dziś, to możliwość składania wniosków rozpocznie się 28 lipca. To ważna informacja dla kredytobiorców, którzy termin spłaty raty mają wyznaczony na początek danego miesiąca, bo nie będą mieli oni zbyt dużo czasu, aby uniknąć płatności już w sierpniu. Za plus należy uznać, że na ten moment największe banki twierdzą, że procedura ma być bardzo prosta i dostępna także za pośrednictwem bankowości internetowej. Ta informacja jest też ważna z tego powodu, że w przypadku chęci skorzystania jeszcze w tym roku z 4 miesięcy wolnych od rat, musi się do nich zaliczyć także sierpień. Wszystko dlatego, że dostępność rozwiązania podzielona jest na kwartały, tzn. 2 miesiące w trwającym kwartale i kolejne 2 w ostatnim kwartale, przy czym wakacji nie można w żaden sposób przenosić na kolejny okres. Natomiast w przyszłym roku będzie można skorzystać po jednym miesiącu w każdym kwartale. Kolejną istotną kwestią jest fakt, że rozwiązanie będzie dostępne dla pożyczkobiorców zamieszkujących kredytowaną nieruchomość, tzn. nie można o nie aplikować, jeśli hipoteka dotyczy tzw. mieszkania inwestycyjnego. Jeżeli ktoś będzie chciał wykorzystać pełen pakiet przeznaczony na najbliższych kilka miesięcy, to w budżecie gospodarstwa domowego może zostać kilka, a w wielu przypadkach nawet kilkanaście tysięcy złotych. Doradcy kredytowi sugerują, że jeśli ktoś nie odczuwa jeszcze problemów związanych ze spłatą zadłużenia, bądź obsługą innych zobowiązań, to najkorzystniejszym sposobem jest kumulacja tych środków w celu nadpłaty kapitału.

Ulga dla portfeli, presja dla inflacji

W tym momencie muszę już przejść w pewnym stopniu do oceny wakacji kredytowych. Sama idea jest z pewnością ze wszech miar słuszna. Walkę z inflacją, która w Polsce w największej mierze polega na podnoszeniu stóp procentowych, biorą na siebie głównie kredytobiorcy. Ta grupa jest i zapewne będzie coraz mocniej przygnieciona tym ciężarem, ale jest ona równocześnie niezwykle zróżnicowana. O ile pomoc kierowana w stronę gospodarstw o najmniejszych dochodach wydaje się pomysłem bardziej niż sensownym, dzięki czemu można uniknąć realnego zubożenia obywateli, a w pewnej części przypadków nawet bankructw, o tyle dostępność nowego rozwiązania dla każdego jest w dużej mierze populistyczna (łatwa do wprowadzenia i pozwalająca zyskać głosy wyborcze u szerszej grupy). Jednak warto w tym momencie uświadomić sobie, że wbrew propagandowym hasłom nie jest to narzędzie do walki z inflacją. Pomoże ono ulżyć kredytobiorcom w otoczeniu zarówno wysokiej dynamiki cen, jak i wysokich stóp procentowych, ale potencjalnie zostawi na rynku dodatkowe miliardy złotych. Miliardy, z których większość (przynajmniej wskazuje na to doświadczenie ostatnich miesięcy) nie zostanie przeznaczona na sugerowaną spłatę kapitału, ale zostanie skonsumowana, czyli wpompowana w gospodarkę, co z dużym prawdopodobieństwem będzie kolejnym impulsem inflacyjnym. Moim zdaniem w ten sposób dokładana jest kolejna cegiełka do podwyższenia i zarazem wydłużenia szczytu dynamiki cen w naszym kraju. W tym wypadku oby nie okazały się prorocze słowa prezesa NBP, który wskazywał, że szczyt zostanie osiągnięty w wakacje. Z tym że mogło chodzić o wakacje przyszłego roku.

Walka na EUR/USD, PLN przygląda się z boku

Dziś już kolejny dzień obserwujemy walkę o wybicie parytetu na EUR/USD i przejście na drugą stronę lustra. Dolarowi pomagają znowu dane makro z USA, w tym wczorajsze odczyty inflacyjne. Czerwcowy wskaźnik CPI w ujęciu rocznym wyniósł 9,1%, przebijając prognozy, poprawiając o 0,5 pkt proc. poprzedni i będąc najwyższym od końca 1981 roku. Usilnie szukając pozytywów, można zwrócić uwagę na minimalnie niższy od majowego bazowy CPI (oczyszczony z kosztów energii i żywności), wynoszący 5,9%. Jednak znowu był on wyższy od przewidywań. Rośnie także inflacja producencka, która rok do roku poszła w górę o 11,3%. Do tego kolejne publikacje dotyczące rynku pracy nie wskazują nawet na zadyszkę w tym obszarze gospodarki. Taki pakiet danych podsyca spekulacje co do kolejnej podwyżki stóp (posiedzenie FOMC za 2 tygodnie). O ile jeszcze chwilę temu rynek był przekonany o podniesieniu kosztu pieniądza o 75 pkt bazowych, tak teraz coraz głośniej mówi się o nawet 100 pkt (na taki ruch wczoraj zdecydowali się Kanadyjczycy). Oznaczałoby to coraz głębszy rów dzielący oba brzegi Atlantyku, ponieważ EBC (spotkanie za tydzień) dopiero rozpocznie cykl zacieśniania i w tym przypadku mało kto spodziewa się drastycznych podwyżek. Dorzucając do tego niesłabnące poczucie rosnących ryzyk (kryzys żywnościowy, kryzys energetyczny, kolejna fala pandemii), otrzymujemy rynek niezwykle prodolarowy. Przed godz. 15 kurs EUR/USD znowu balansuje na poziomie parytetu i w każdej chwili może go złamać. Jednak ostatnie dni wskazują, że może on po raz kolejny odbić się od tego poziomu i skierować na północ. Ciekawie w tej chwili wygląda sytuacja PLN, który zazwyczaj w takich okolicznościach (słabnącego euro) również traci. Nie dzieje się tak dziś, a złoty na parach z głównymi walutami stara się kontrować i kierować kursy na południe. Z powodu sytuacji na głównej parze walutowej świata zarówno kurs euro, jak i kurs dolara znajdują się blisko siebie i powyżej 4,81 zł. Kurs franka zszedł poniżej 4,89 zł, a kurs funta pokonał 5,69 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

PLN w świątecznym marazmie

09 gru 2022

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Bez zmian po raz trzeci!

08 gru 2022

Dawid Górny

Komentarz walutowy

Czy RPP podtrzyma etap pauzy?

07 gru 2022

Dawid Górny