W kontekście odczytów makroekonomicznych z reguły dobrze być u szczytu stawki. Tak właśnie możemy spojrzeć na najnowsze dane o produkcji przemysłowej w UE, gdzie Polska znajduje się na drugim miejscu. Niestety niekoniecznie pozytywnie można odbierać liderowanie naszego kraju w kontekście inflacji, która jeszcze nie stanowi wyraźnego problemu, ale może się nim stać już w niedalekiej przyszłości. Na razie nie powinno to jednak mącić naszego optymizmu, ponieważ takowy znowu wyraźnie zagościł na rynkach.

Wysoka cena liderowania

GUS udostępnił dziś publikację o styczniowej inflacji nad Wisłą. Przebiła ona prognozy (2,4%) i ostatecznie wyniosła 2,7%. W ten sposób bardzo szybko wróciliśmy ponad cel inflacyjny NBP (2,5%), pozostając wciąż w zakresie odchylenia +/- 1 p. proc. Chociaż odczyt rozminął się z oczekiwaniami analityków, to nie powinien być szczególnie zaskakujący. Możemy raczej mówić o powrocie do trendu (poza wiosennym wyskokiem z zeszłego roku), który zakotwiczył naszą inflację w okolicach 3%. Należy jednak pamiętać, że polski wzrost cen jest w tej chwili jednym z najwyższych w Europie i to obojętnie od używanej metodologii (GUS-u czy też Eurostatu). W tym kontekście niepokojąco może rysować się przyszłość. Większość państw Starego Kontynentu zmaga się obecnie z bardzo niską inflacją bądź też wręcz deflacją. Kiedy koronakryzys ostatecznie odpuści, to za pewnik można uznać odbicie tego wskaźnika w tych krajach. Według wszelkich prawideł będzie to oznaczać jeszcze większą presję inflacyjną w Polsce, ponieważ zwyczajnie nasze powiązania gospodarcze z UE są najsilniejsze. W takim scenariuszu nie możemy wykluczyć, nawet jeszcze w tym roku, odczytów na poziomie zbliżonym do 4%. Pytanie, czy wtedy do akcji wkroczy RPP i użyje pierwszego możliwego narzędzia, czyli podwyżki stóp procentowych.

Rdzawa europejska produkcja

Niestety na razie trudno mówić o realnym odbiciu gospodarczym w Unii. W poniedziałek poznaliśmy dane o grudniowej produkcji przemysłowej na terenie Wspólnoty, a wyniki okazały się gorsze od prognoz. W ujęciu rocznym w strefie euro mowa o spadku o 0,8%, a dla całej UE wyniósł on 0,4%. W ujęciu miesięcznym było to odpowiednio -1,6% i -1,2%. Równocześnie zamknęliśmy 2020 rok, który z oczywistych przyczyn musiał być znacznie gorszy od 2019. Wskaźnik obniżył się aż o 8,7% w eurozonie i o 8% w całej Wspólnocie. Wszystko, co powyżej, mogło być impulsem dla zanegowania ruchu wzrostowego na najważniejszej parze walutowej świata. Mniej więcej od tego momentu euro słabnie, a kurs EUR/USD o godz. 12 wynosi 1,213 $. Takie dane pokazują wyraźny wpływ koronakryzysu na europejską gospodarkę i to w tej gałęzi, która została relatywnie mniej doświadczona w trakcie pandemii (np. przez lockdowny). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że trzeba będzie ostrożnie podchodzić do odczytów w kolejnych miesiącach. Jeśli Unia wreszcie wróci na ścieżkę wzrostową (na co wszyscy powinniśmy liczyć), to oczywiście zobaczymy też odbicie w różnych wskaźnikach. Jednak należy zdawać sobie wtedy sprawę z tzw. efektu bazy, tzn. w ujęciu rocznym będziemy porównywali dane do kryzysowego roku 2020, dlatego nie przesadzajmy wtedy z hurraoptymizmem. Na szczęście z krajowego punktu widzenia możemy uśmiechnąć się do dzisiejszej publikacji Eurostatu. Polska pozostaje wspólnotowym prymusem w kontekście produkcji przemysłowej, która w grudniu urosła u nas o imponujące 6,1% i w stawce wyprzedziła nas jedynie Słowacja. Takie dane pozwalają umacniać przekonanie, że nasz kraj (przynajmniej w skali makro) przejdzie przez kolejny już kryzys (po krachu finansowym z 2008 r.) względnie suchą stopą.

Zielony poniedziałek

Teoretycznie otwarcie tego tygodnia powinno być spokojniejsze, ponieważ nie dość, że Chińczycy w dużej mierze wciąż świętują swój Nowy Rok (spod znaku Bawoła), to dzień wolny mamy dziś też w USA. Jeśli do tego dodamy jeszcze wolne w Kanadzie i Brazylii, to dostajemy pełny obraz mniejszej płynności na globalnych rynkach. Jednak takowa może czasem oznaczać wyraźniejsze ruchy na różnych aktywach. Warto też wspomnieć, że dziś nie spała jedna z najważniejszych światowych gospodarek, czyli Japonia, która pochwaliła się wstępnym odczytem swojego wzrostu za czwarty kwartał. Kraj Kwitnącej Wiśni zdecydowanie przebił prognozy, a jego tempo PKB w ujęciu rocznym poszybowało o 12,7%. Pomogło to tokijskiemu indeksowi Nikkei zamknąć sesję z prawie 2% wzrostem. Możemy zaryzykować tezę, że po próbach spadkowych korekt z zeszłego tygodnia, dziś na dobre na rynki wraca risk on, który zazielenił europejskie giełdy. W południe najsłabiej radzi sobie frankfurcki DAX (+0,3%, ale ponownie jest już powyżej 1400 pkt), lepiej od niego wygląda mediolański FTSE MIB (+0,7%), a jeszcze wyraźniej na plusie są paneuropejski STOXX50E (+0,9%), czy francuski CAC 40 (+1,2%). Mianem prymusów na Starym Kontynencie możemy dziś określić hiszpański IBEX 35 i londyński FTSE 100 (oba +1,4%). Nawet warszawski parkiet (co nie zawsze jest oczywiste) korzysta z dobrych nastrojów, a WIG20 idzie w górę już prawie o 1,5%. Z optymizmu korzysta też polski złoty. Na parze z EUR wreszcie zrzucił kotwicę przy 4,50 zł, a kurs euro podąża na południe i przebił już 4,49 zł. Jeszcze silniejszy ruch dostrzeżemy na USD, ponieważ kurs dolara schodzi coraz wyraźniej poniżej 3,70 zł. Umocnienie PLN widać też w stosunku do CHF, a kurs franka znajduje się już nieznacznie powyżej 4,15 zł. Na razie broni się GBP, który też radzi sobie dobrze na szerokim rynku, a kurs funta utrzymuje się na poziomie 5,14 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Wiele zależy od Powella

04 Mar 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Gorzej już było?

03 Mar 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Czemu jest tak dobrze, skoro jest tak źle?

02 Mar 2021

Adam Fuchs