Pesymizm, czyli drugie imię kryzysu

11 maja 2020

Dane z amerykańskiego rynku pracy nie pozostawiają wątpliwości, czeka nas najdotkliwszy kryzys gospodarczy od dziesięcioleci. Na szczęście polski rząd ustami nowego wiceministra uspokaja, że finanse państwa są na niego gotowe. Zupełnie inne nastroje panują w samorządach, które odczuwają drastyczny spadek wpływów z podatków.

Amerykanin A.D. 2020 = bezrobotny

Cotygodniowe odczyty dotyczące liczby zarejestrowanych wniosków o wpisanie do rejestru bezrobotnych dają klarowny obraz amerykańskiego rynku pracy. Stąd już od kilku tygodni wiemy, że sytuacja na tym polu staje się za oceanem niezwykle trudna. Dlatego też nikogo szczególnie nie zdziwiła piątkowa publikacja o kwietniowej stopie bezrobocia w USA, która osiągnęła 14,7%. Okazało się wręcz, że wreszcie po wielu niedoszacowanych danych, tym razem analitycy przesadzili ze swoimi prognozami, ponieważ obawiali się odczytu na poziomie 16%. Niestety jest to słabe pocieszenie, ponieważ wszystkie inne aspekty tej informacji rysują się w bardzo ciemnych barwach. Uzmysłowić można to sobie w prosty sposób. Wystarczy, że cofniemy się w tym celu do początku marca, gdy stopa bezrobocia była na najniższa od 50 lat (oczywiście dane dotyczyły lutego) i wynosiła 3,5%(!). Jak na razie najgorszy był poprzedni miesiąc (3-krotny przyrost!), gdy wiele Stanów wprowadzało tzw. lockdown, co skutkowało powodzią wniosków o rejestrację statusu bezrobotnego, z pikiem prawie 7 mln deklaracji na przełomie marca i kwietnia. Od tego czasu co tydzień przybywa przynajmniej kolejne 3 mln Amerykanów bez pracy, a od połowy marca mówimy już o 33 mln wniosków o zasiłek, czyli o 20% całej siły roboczej w USA(!). Już wcześniej publikowany raport ADP wskazywał, że w rozbiciu sektorowym największe zwolnienia dotknęły w kwietniu branżę rozrywkową (8,6 mln), transport (3,5 mln), branżę budowlaną (2,5 mln) oraz przemysł (1,67 mln). Na jakim zakręcie historii znaleźliśmy się w obliczu koronakryzysu, niech potwierdza fakt, że mówimy o najgorszej sytuacji na tamtejszym rynku pracy od czasów wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku. Hasło „America First” brzmi w tym kontekście ironicznie, gdy supermocarstwo prowadzi na świecie zarówno pod względem liczby zakażonych (ponad 1,3 mln), jak i zmarłych (prawie 80 tys.), a przez tamtejszy rynek pracy przechodzi najgorszy huragan od prawie stu lat. Oczywiście pocieszenia możemy szukać na rynkach, które spodziewały się takich danych, stąd brak strachu inwestorów i nie najgorsze nastroje (przynajmniej do poniedziałkowego poranka).

Rząd uspokaja…

Długo kazał na siebie czekać, ale wreszcie nowy wiceminister finansów Piotr Patkowski (wcześniej bliski współpracownik premiera Mateusza Morawieckiego) przemówił i udzielił wywiadu, który został opublikowany przez Dziennik Gazetę Prawną. Głównym tematem była sytuacja budżetowa i wydatki państwa w kontekście walki ze skutkami nadciągającego kryzysu. Padły znane formułki o poprawie efektywności i racjonalizacji wydatków. Kolejne tarcze kryzysowe mają umożliwiać swobodniejsze przesuwanie środków pomiędzy resortami i zadaniami. Padły zapewnienia o podtrzymaniu zaangażowania inwestycyjnego państwa, bez którego sytuacja gospodarcza byłaby jeszcze trudniejsza. W tym kontekście istotną rolę ma odgrywać Ministerstwo Infrastruktury. Pojawiły się też istotne słowa dotyczące tzw. budżetówki: „… Oczywiście nie możemy przewidzieć, co będzie za kilka miesięcy. Jeśli jednak stabilność budżetu byłaby zagrożona, to obniżki wynagrodzeń, także w administracji publicznej, i tak są łagodniejszą formą reakcji na kryzys niż zwolnienia”. Rządzący czekają na jeszcze więcej danych, które pozwolą znowelizować budżet w czerwcu lub lipcu. Wiceminister próbuje też walczyć ze stereotypem o nieprzygotowaniu finansów państwa na kryzys, podkreślając, że na koniec 2019 r. dług publiczny wyniósł 43,8%. Równocześnie daniny społeczne miały umożliwić na stworzenie bufora bezpieczeństwa, który pozwoli przetrwać gospodarstwom domowym, zanim trafi do nich pomoc państwa. Jest to co najmniej odważne stwierdzenie, ponieważ trudno znaleźć dane mówiące o jakimś skokowym wzroście oszczędności w portfelach Polaków. Widać też, że rządy może się zmieniają, ale sztuczki księgowe, pozwalające na transfer realnego długu poza księgi budżetowe, są wciąż ulubioną rozrywką Ministerstwa Finansów. W ten sposób poza oficjalnym długiem państwa znajdzie się również specjalny Fundusz COVID-19, którym formalnie zarządzać będzie Bank Gospodarstwa Krajowego. Jednak z dalszej wypowiedzi Patkowskiego można wywnioskować, że BGK będzie miało iluzoryczny wpływ na wydatkowanie tych środków. Nie powinno to dziwić, ponieważ nad Wisłą już od dawna wiadomo, że centralne planowanie sprawdza się najlepiej.

…samorząd się boi

Nie opuszczamy łamów Dziennika Gazety Prawnej, ponieważ optymizm wiceministra lekko przyćmiewa inny artykuł z tego medium. Według Dziennika w kwietniu o ok. 40% spadły dochody samorządów z tytułu podatków. Właśnie wokół takiego spadku krążą wyniki z największych miast, jeśli chodzi o wpływy z PIT, ale jeszcze gorzej rysuje się ściągalność CIT i jako przykład podawany jest Gdańsk, gdzie dochody z tego tytułu miały być w zeszłym miesiącu niższe aż o 89%(!) w porównaniu do kwietnia 2019 r. Taka sytuacja wynika w dużej mierze z gorszej koniunktury w związku z pandemią, ale co podkreśla Ministerstwo Finansów, istotne jest też przesunięcie terminu rozliczeń podatków do końca maja. Rząd miał częściowo wyrównać straty samorządów poprzez zwiększenie subwencji ogólnej, która jest wyższa o 2,4 mld zł od zeszłorocznej. MF jest przekonane, że dzięki temu ruchowi oraz zwyczajnie późniejszemu zaksięgowaniu wpływów z podatków dochodowych, władze lokalne ostatecznie powinny otrzymać tyle samo środków co w zeszłym roku. Trzymajmy kciuki, żeby tak rzeczywiście się stało, ponieważ samorządowcy coraz głośniej mówią o strachu przed pustkami w swoich skarbcach, które mogą zagrozić wypełnianiu ich podstawowych obowiązków (np. edukacja i transport publiczny).

 

Dzisiejsza sesja na rynkach przebiega pod dyktando niedźwiedzi, przez co parkiety giełdowe oddają wzrosty z ostatnich dni. Na rynki powrócił pesymizm spowodowany strachem przed drugą falą pandemii, która mogłaby zatrzymać luzowanie obostrzeń w poszczególnych krajach, a tym samym pogłębić recesję. W takich okolicznościach również polski złoty znajduje się pod presją podażową. Kurs euro stabilizuje się w okolicach 4,55 zł, kurs dolara próbuje pokonać ograniczenie na 4,21 zł, kurs franka również mierzy się z ograniczeniem, ale na poziomie 4,33 zł i jedynie kurs funta szterlinga podąża w kierunku południowym, gdzie wsparcie powyżej 5,18 zł jeszcze powstrzymuje głębszą korektę.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Raport z rynku pracy w USA w centrum uwagi

07 Sie 2020

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Bank Anglii nie chce ciąć stóp

06 Sie 2020

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Ogrom płynności na rynkach z niekorzyścią dla „zielonego”

05 Sie 2020

Krzysztof Pawlak