Nowa faza rozgrywki o zarząd NBP
W naturalny sposób uwaga obserwatorów skupia się aktualnie na obniżce stóp przez RPP, ale też na nowym zaangażowaniu prezesa NBP w kwestie obronności. To ostatnie może mieć wymierne przełożenie także na sytuację kadrową, a co za tym idzie formalno-prawną w zarządzie banku centralnego. Dlatego konsekwencje wystąpień prof. Glapińskiego z ostatnich dni mogą być większe, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.
Złote występy
Konferencja prezesa NBP dostarczyła wczoraj całkiem sporo wrażeń, nawiązując tym samym do najlepszych występów prof. Adam Glapińskiego. Jednak na temat tego wydarzenia, samej decyzji RPP (obniżka stóp o 25 pb) oraz wciąż nie do końca jasnej propozycji finansowania polskich zbrojeń z udziałem NBP napisano już wiele. Dlatego proponuję przyjrzeć się (na razie raczej pomijanemu w publicznym dyskursie) aspektowi, na który nowe polityczne zaangażowanie (trudno to inaczej określić) szefa banku centralnego może mieć bezpośredni wpływ.
Bez prawej ręki?
Już za dwa dni kończy się 6-letnia kadencja Pierwszego Zastępcy Prezesa NBP Marty Kightley. Powiedzieć, że to prawa ręka prof. Glapińskiego, byłoby dużym niedopowiedzeniem. Tajemnicą poliszynela jest, że zasadniczo to wiceprezeska Kigthley zajmuje się bieżącym zarządzaniem pracami banku, a jej szef pełni bardziej rolę porównywalną do przewodniczącego Rady Nadzorczej. Dlatego dla wszystkich było jasne, że szef NBP będzie chciał powołać swoją zastępczynię na drugą kadencję. Odpowiedni dokument wpłynął w ostatnich dniach do Kancelarii Prezydenta, ponieważ to właśnie prezydent powołuje na stanowiska w zarządzie NBP na wniosek prezesa banku centralnego. Właśnie w tym miejscu zaczynają się schody dla Glapińskiego. Ponieważ, o ile to prezydent powołuje, o tyle niezbędna w tym procesie jest kontrasygnata premiera. A w tym przypadku szef rządu nie jest zobowiązany żadnymi terminami i tak naprawdę nikt nie może go zmusić do złożenia takiego podpisu. W takim wypadku w zarządzie NBP pojawi się po prostu wakat.
NBP bez zarządu?
Jeszcze sam jeden wakat może nie będzie tak dużym problemem (chociaż akurat brak Marty Kightley nie będzie łatwy do uzupełnienia, tym bardziej że z powodu wewnętrznych konfliktów Adam Glapiński odebrał nadzór nad departamentami aż czterem członkom zarządu NBP), ale dalej robi się już niebezpiecznie. Jeszcze w marcu wygasa kadencja kolejnego członka zarządu, Piotra Pogonowskiego, a w listopadzie następnego, czyli Adama Lipińskiego. Jeśli do tego czasu premier Donald Tusk nie złoży kontrasygnaty chociaż pod jednym wnioskiem o powołanie nowego przedstawiciela do zarządu, to tenże straci formalno-prawne podstawy do dalszej działalności (ustawa o NBP jasno mówi, że w skład zarządu wchodzi Prezes oraz 6-8 członków). Chociaż w Polsce przyzwyczailiśmy się już trochę, że kluczowe organy aktualnie niekoniecznie działają (np. Trybunał Konstytucyjny), to paraliż banku centralnego może mieć trudne do wyobrażenia konsekwencje, ponieważ fundamentalnie podważałby zaufanie świata finansów do naszego kraju.
Porozumienie do kosza?
Według medialnych doniesień wszystkie strony zdawały sobie sprawę z ryzyk związanych z brakiem porozumienia i w ostatnich miesiącach były prowadzone całkiem owocne negocjacje (zresztą ocieplenie stosunków na linii NBP – Ministerstwo Finansów było wyraźnie widoczne). Ich efektem miała być najpierw zgoda na powtórne powołanie Marty Kightley (jako przedstawicielki szefa banku), następnie swojego człowieka miał wskazać premier, a ostatni jesienny wakat zapełniłaby osoba desygnowana przez prezydenta. Dlatego tak istotne w tym kontekście było środowe wspólne wystąpienie Glapińskiego i Nawrockiego, które wybrzmiało jak rękawica rzucona rządowi w sprawie programu SAFE. Ta jedna decyzja polityczna mogła przekreślić rozmowy, prowadzone starannie i w cieniu, których rezultatem miało być utrzymanie stabilności Narodowego Banku Polskiego. Oczywiście wszyscy mają wciąż czas na osiągnięcie porozumienia, ale ponowne wyraźne ustawianie się szefa NBP po jednej stronie sporu politycznego może mocno utrudnić szybkie osiągnięcie kompromisu. Z pewnością będziemy się przyglądać dalszemu rozwojowi tej sytuacji.
Piątkowa gra pod weekend
W piątek przed południem na rynkach powoli widać przygotowania inwestorów do weekendowej przerwy w notowaniach. Skupiają się one głównie na ograniczeniu ekspozycji na ryzyko w związku z trwająca wojną na Bliskim Wschodzie. Do drastycznych zwyżek wróciła ropa naftowa, ale w trakcie piątkowej sesji dwa razy szybciej od londyńskiej Brent rośnie wycena amerykańskiej odmiany WTI. Można to uznać za ciekawy efekt zapowiedzi rządu USA o interwencji na rynku kontraktów terminowych surowca, która miałby powstrzymać dalsze mocne wzrosty. Niemniej perspektywa 100 USD za baryłkę zdaje się coraz bliższa. Azjatyckie parkiety nie dały dziś jednoznacznych sygnałów, pod presją znalazł się Mumbaj czy Sydney, ale dobrze albo świetnie poradziły sobie Tokio i Hongkong. Europejski handel zaczął się pozytywnie, ale im dalej w sesję, tym gorzej i w południe dominuje już kolor czerwony. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa – WIG20 oddaje blisko 0,8%. Na rynku walutowym klasyczny przepływ risk off w kierunku dolara. Kurs EUR/USD testuje obszar wokół 1,158 USD, którego przełamanie otworzy ścieżkę do jesiennych dołków poniżej 1,15 USD. Taki układ szerokiego rynku oznacza klasyczną presję na złotego. Kurs dolara znowu próbuje wyjść powyżej 3,70 zł, kurs euro sięga 4,28 zł, a kurs franka zbliża się do 4,73 zł.
Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu Walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji" lub „doradztwa" w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.
Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do treści. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie treści w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.