Europejski kalendarz makroekonomiczny nie rozpieszcza nas w tym tygodniu, dlatego tym bardziej oczy inwestorów zwracają się za ocean. „Day as usual” chciałoby się powiedzieć, gdy to Amerykanie, Wall Street i USD nadają tempo rynkowym wydarzeniom. Oczywiście wszystko podlane inflacyjnymi obawami i reakcjami na nie ze strony banków centralnych.

Gdy zaskoczeń brak

Czasem jednak bywa tak, że nawet wydawałoby się istotne dane makro, nie generują poważnych rynkowych impulsów. Dzieje się tak głównie wtedy, kiedy ostateczne rezultaty odczytów są bardzo zbliżone do prognoz, a więc inwestorzy już wcześniej mogli je zdyskontować. Zannualizowane tempo PKB za 1 kwartał wyniosło w USA 6,4%. Liczba zadeklarowanych nowych bezrobotnych zamknęła się w 406 tysiącach. Warto podkreślić, że jest to najlepszy wynik od wybuchu pandemii i chociaż przebił oczekiwania analityków, to trudno mówić o wielkim zaskoczeniu, bo wpisuje się w trend obserwowany od miesięcy. Łączna liczba bezrobotnych wyniosła 3 mln i 642 tys., co oznacza praktycznie identyczny rezultat do dwóch poprzednich. Tu już można by wysnuć pewne obawy, że w tym przypadku spadkowe tempo wyhamowało. Natomiast bazowy indeks cen wydatków konsumpcyjnych (PCE) w 1 kwartale wyniósł 2,5%. Jednak on zdaje się przechodzić bez echa, ponieważ o wiele większym zainteresowaniem będzie się cieszył jutrzejszy bazowy PCE za kwiecień, który przez sam Fed jest przedstawiany jako najistotniejsza miara inflacyjna z ich punktu widzenia. A już same prognozy mówią o 2,9%, czyli najwyższej wartości od początku lat 90. To może być ciekawe zamknięcie tygodnia.

Może poczekamy do jutra?

Rynki chyba właśnie wyczekują w pewnym rozedrganiu jutra. Najistotniejsi ponownie zapewne będą Amerykanie, ale ze Starego Kontynentu również napłynie kilka istotnych publikacji, w tym ważne z naszej perspektywy wstępne dane o polskiej inflacji CPI za maj. Wracając do czwartkowego handlu, to można by powiedzieć, że co rynek, co parkiet, czy co aktywo, to sytuacja wygląda inaczej. Dlatego powyżej pisałem o rozedrganiu, które moglibyśmy też określić jako niepewność. W Azji część parkietów zamknęła się na minusach, a inne zwyżkowały. Podobnie wygląda to w Europie, gdzie zyskuje choćby Warszawa (całkiem pokaźnie), Paryż czy Madryt. Za to pod kreską jest wciąż Frankfurt, Londyn i Amsterdam. Na forexie dolar po wczorajszym ataku dziś już wyhamował, a kurs EUR/USD po godz. 15 znajduje się lekko poniżej 1,219 $. Całkiem nieźle w tych okolicznościach radzi sobie polski złoty, choć gorzej np. od węgierskiego forinta. Kurs euro pomimo prób nie jest jeszcze w stanie przebić dołem 4,48 zł. Kurs dolara lekko odbija, ale wciąż nie potrafi się wznieść wyraźne powyżej 3,68 zł. Kurs franka utrzymuje się poniżej 4,09 zł. Tylko bardzo dobrze wyglądający na szerokim rynku GBP nie poddaje się urokowi PLN, a kurs funta przebił już górą 5,21 zł.

Budżet Bidena

Dodatkowo jutro będziemy mieli do czynienia z jednym z najważniejszych wydarzeń na styku polityki i gospodarki. Prezydent Joe Biden przedstawi w piątek swój pierwszy pełny plan budżetowy. Nie powinien on przynieść wielkich niespodzianek, ponieważ już w kwietniu administracja Białego Domu ujawniła, że wydatki rządowe mają osiągnąć kwotę 1,5 biliona dolarów. Jednak teraz mamy wreszcie poznać szczegóły, a to, co może interesować rynki w szczególności, to prawdopodobna podwyżka podatków korporacyjnych, dzięki której uda się przynajmniej częściowo sfinansować projekty bez jeszcze wyraźniejszego pogłębiania dziury budżetowej. Problematyczne może być to, że o ile do przeforsowania swojego projektu w Senacie prezydent może sięgnąć po legislacyjne „sztuczki”, to wcale nie może być pewny pełnego poparcia w szeregach swojej partii. Tzw. progresywne skrzydło Demokratów może być rozczarowane, że Biden nie spełni od razu wszystkich obietnic z kampanii. Zobaczymy czy realpolitik wygra z idealizmem. Mniejszość republikańska próbuje wykorzystać momentum i jeszcze dziś ma ogłosić swoją ofertę dotyczącą tzw. planu infrastrukturalnego dla USA, która zamknie się w kwocie 1 biliona dolarów. Przed nami gorący okres w Waszyngtonie, a na szali leżą ogromne kwoty, które mają popchnąć amerykańską gospodarkę ku odbudowie.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Co ma piernik sprzedaż detaliczna do wiatraka?

17 Wrz 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Ani słowa o inflacji

16 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Deklinacja inflacji

15 Wrz 2021

Krzysztof Adamczak