Poznaliśmy dziś dane o przeciętnych wynagrodzeniach w Polsce i jeśli wciąż ma się zatrudnienie, to nie pozostaje nic innego, jak tylko szeroko się uśmiechnąć. Większe wypłaty mogą też chociaż trochę zrekompensować wciąż wysoki poziom inflacji. W związku z czwartkowym odczytem minister finansów Tadeusz Kościński zachęca Polaków do wydawania pieniędzy i tym samym nakręcania konsumpcji, która ma wspomagać walkę z recesją.

Grubsze portfele

Dzisiejsze dane GUS pozytywnie zaskoczyły wszystkich i są dobrą informacją dla pracowników. Nie możemy zapominać o branżach najbardziej dotkniętych obostrzeniami, ale jednak wielu Polaków otrzymuje coraz wyższe pensje. Oczywiście pod uwagę należy też wziąć, że w grudniu wiele firm wypłaca premie świąteczne czy też roczne, niemniej statystycznie wygląda to nadzwyczaj dobrze. Przeciętne wynagrodzenie w średnich i dużych firmach (zatrudniających powyżej 9 osób) wyniosło rekordowe prawie 6 tys. zł brutto (dokładnie 5973,75 zł). W ujęciu rocznym mówimy więc o wzroście o 6,6% przy prognozach na poziomie 4,8%. Wyższa dynamika była ostatni raz widziana w lutym i marcu 2020 roku, a więc przed pierwszym uderzeniem pandemii. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że oficjalne dane to kwoty brutto, dlatego na konto statystycznego pracownika wpłynęło ok. 4300 zł. Niemniej w środku koronakryzysu takie odczyty są zdecydowanie pozytywną wiadomością. Możemy jednak dodać łyżkę dziegciu, ponieważ równocześnie GUS opublikował informację o wzroście (a raczej spadku) zatrudnienia. Rok do roku wyniósł on -1% i chociaż był minimalnie lepszy od prognoz, to jednak mówimy o 9. miesiącu z rzędu pod kreską. Widać, że w obecnych okolicznościach najważniejsze to zachować pracę, a wtedy można patrzeć w przyszłość bez większego lęku. Dzięki dzisiejszym danym możliwe było wyliczenie wszystkich składek dla samozatrudnionych w 2021 r. W sumie przedsiębiorcy będą musieli co miesiąc zapłacić 1457,59 zł, czyli o 26,01 zł więcej niż przed rokiem (+1,8%).

EBC = nuda?

Europejski Bank Centralny bez zaskoczeń pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Możliwe, że dowiemy się czegoś więcej w trakcie konferencji prasowej prezes Christine Lagarde, ale po grudniowych zmianach w programie QE tym razem trudno oczekiwać mocnych deklaracji. Zapewne klasycznie usłyszymy coś o gotowości do działania zależnie od zmieniających się warunków. Najbardziej interesujące mogą być prognozy gospodarcze analityków EBC, jeśli dokonali jakichś korekt w kontekście coraz bardziej oddalającego się końca pandemicznej recesji.

Dobry początek, ale na drodze dużo wiraży

Wczoraj świat zdominowały doniesienia zza oceanu. Nie mogło być inaczej w dniu zaprzysiężenia prezydenta USA. W emocjonalnym wystąpieniu Joe Bidena próżno było jednak szukać gospodarczych konkretów. Wśród pierwszych kilkunastu decyzji również nie było niczego, co mogło błyskawicznie wpłynąć na gospodarkę, choć należy odnotować powrót Stanów do klimatycznego Porozumienia Paryskiego. Nowy gospodarz Białego Domu zadziałał „byczo” na nowojorską giełdę, która zaliczyła wczoraj nowe rekordy. Analitycy nie byliby sobą, gdyby nie zauważyli, że wzrost indeksu S&P 500 o 1,4% to najlepszy wynik w dniu inauguracji od 1937 r. Oczywiście trudno tu upatrywać bezpośredniego wpływu Bidena. Odpowiedzi możemy szukać m.in. w odbiciu notowań spółek technologicznych. Dodatkowo coraz mocniej wybrzmiewa w Senacie głos republikańskiego sprzeciwu wobec nowego planu stymulacyjnego i powiązanych z nim rozwiązań. Mimo że Demokraci przejęli minimalną większość w amerykańskiej izbie wyższej, to do przyjęcia ustawy w szybkim trybie potrzeba tam 60 senatorów, czyli co najmniej 10 opozycyjnych głosów. Chociaż rynki chciałyby zobaczyć więcej pieniędzy wpompowanych w gospodarkę, to rosną też obawy przed gigantycznym deficytem, możliwym wystrzałem inflacji, czy też zbyt dużym obciążeniem dla przedsiębiorstw w postaci podwojonej płacy minimalnej. Inwestorzy liczą, że senackie negocjacje pozwolą zachować względny balans między nadziejami a strachem o konsekwencje kolejnego pakietu. Oby nie była to naiwna wiara, że wilk może być syty i owca cała.

Ponieważ im dalej w sesję, tym rynki są coraz mniej przekonane do pozytywnego sentymentu, to też polski złoty zaczyna tracić poranny wigor. Po godz. 14:30 umacnia się wyraźnie tylko do USD, a kurs dolara wynosi 3,724 zł (-0,5%). Jest to odprysk dzisiejszych zachowań amerykańskiej waluty na szerokim rynku, gdzie kurs EUR/USD dociera do 1,216 $ (+0,4%). Kurs euro jest minimalnie pod kreską i balansuje przy 4,53 zł. Podobnie prezentuje się kurs franka szwajcarskiego (-0,1%), który znajduje się przy 4,205 zł. Najmniej zdecydowany jest GBP, który oscyluje przy wartości otwarcia, a kurs funta to 5,112 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

Wiele zależy od Powella

04 Mar 2021

Krzysztof Pawlak

Komentarz walutowy

Gorzej już było?

03 Mar 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Czemu jest tak dobrze, skoro jest tak źle?

02 Mar 2021

Adam Fuchs