Coraz więcej wskazuje, że pojęcie „normalizacja” w 2021 roku powinno zagościć w słowniku anachronizmów. W wersji delikatnej z niesmakiem patrzą na nią bankierzy centralni, w wersji bliższej prawdy inwestorzy i maklerzy leżą w giełdowych drzwiach jak Rejtan i nie chcą o niej nawet słyszeć. Chociaż powoli przebija się coraz więcej głosów (w tym ze strony Fed), że trzeba rozpocząć przynajmniej dyskusję na ten temat, to wciąż są one uciszane przez głośniejsze krzyki, które tym razem nadeszły z Kapitolu.

We have a deal!

Wczoraj wieczorem prezydent Joe Biden ogłosił, że w Senacie udało się osiągnąć ponadpartyjne porozumienie w sprawie pakietu infrastrukturalnego. Łącznie przez 8 lat na inwestycje ma zostać przeznaczonych aż 1,2 biliona dolarów, z czego prawie połowa na tzw. twardą infrastrukturę (która według ekspertów rzeczywiście potrzebuje szybkiej modernizacji). Federalne wydatki mają być paliwem dla rozwoju gospodarczego i według rządzących przynieść miliony nowych miejsc pracy. Teraz wyobraźmy sobie dzieci w sklepie ze słodyczami. Właśnie tak wygląda Wall Street, kiedy otrzymuje takie informacje. W ten sposób S&P500 i Nasdaq wykreowały na wczorajszej sesji nowe historyczne szczyty, czyli hossa w pełni. Inwestorzy byli tym bardziej zadowoleni, że za poparcie części Republikanów, Biały Dom zredukował sumę wydatków, ale co zdecydowanie istotniejsze dla rynków, zrezygnował w tym planie z podwyżki podatków. Niesamowite jak szybko w trakcie koronakryzysu prawie wszyscy uznali za obowiązującą zasadę, że po nas to choćby i świat spłonął. Nikt nie zamierza się przejmować, kto i w jaki sposób pokryje rachunek wystawiany każdego dnia przez decydentów politycznych i monetarnych. A ja jednak będę się tym trochę przejmował i odpowiem: zapłacą za to głównie zwykli obywatele, co zresztą już robią, coraz mocniej przygniatani rozpędzając się z miesiąca na miesiąc inflacją. Dziś otrzymaliśmy kolejne tego potwierdzenie w postaci odczytu bazowego PCE za maj (Fed lubi mówić, że przejmuje się tylko tą miarą), który na całe szczęście nie przebił prognoz i osiągnął „skromne” 3,4%.

Hot or not?

Warto podkreślić, że to wszystko dzieje się w momencie, gdy coraz więcej danych wskazuje na odbicie i według analityków rośnie zagrożenie „przegrzania” gospodarki. Choćby wczoraj finalny odczyt amerykańskiego tempa PKB (annualizowanego) za pierwszy kwartał osiągnął 6,4%. Jednak ogólna radość z ogłoszenia pakietu infrastrukturalnego może być przedwczesna. Nie minęło kilka godzin, gdy okazało się, że Demokraci chcą przechytrzyć drugą stronę i przyjąć wyższe wydatki budżetowe w połączeniu z częściową podwyżką podatków. Miałoby to nastąpić bez wymaganej większości 60 głosów w Senacie, dzięki legislacyjnym zabiegowi. Jednak z takiej możliwości można skorzystać tylko raz w trakcie roku budżetowego (i zrobiono to kilka miesięcy temu), więc rządzący muszą wstrzymać się jeszcze przez jakiś czas. Tylko takie podejście Partii Demokratycznej w praktyce jest wyrzuceniem do kosza negocjacji, dzięki którym udało osiągnąć się porozumienie z opozycją ws. pakietu infrastrukturalnego. Trudno przypuszczać, żeby Republikanie przyjęli to spokojnie i zgodzili się na takie rozgrywanie samych siebie. Nadchodzące tygodnie powinny pokazać, czy prezydent Biden, ogłaszając fajerwerki, nie miał przypadkiem w ręku tylko kapiszonów.

Risk or not risk, this is a question

Czwartek był bardzo dobrym dniem na giełdach i możliwe, że z tego powodu dziś obserwujemy zadyszkę na części parkietów. Przed godz. 15 lekko pod kreską znajduje się Frankfurt i Paryż. Minimalnie nad powierzchnią utrzymuje się Amsterdam i Mediolan, a trochę lepiej wygląda to w Londynie. Dobre nastroje nie opuszczają za to GPW, gdzie cieniem na dobrej sesji na razie kładzie się tylko obraz sWIG80. Natomiast rynek walutowy zdaje się o wiele mniej przekonany do trybu risk on. Co prawda dolar dziś słabnie (jak widać PCE na poziomie ponad 3%, nie jest żadnym problemem), kurs EUR/USD dobija do 1,196 $, ale kluczowe w kontekście trwałego odwrócenia trendu na tej parze może być dopiero wybicie oporu na 1,198 $. Z takiego obrotu spraw stara się korzystać polski złoty, ale w przypadku EUR czy CHF nie są to imponujące zyski. Kurs euro wciąż utrzymuje się powyżej 4,51 zł, a kurs franka jest lekko poniżej 4,12 zł. Zdecydowanie wyraźniejsze ruchy dostrzeżemy na USD, który jest po prostu w defensywie na szerokim rynku, a także na GBP, który chyba wciąż jest pod wpływem zaskakująco gołębiego przekazu Banku Anglii. Kurs dolara zbliża się do 3,77 zł, a kurs funta jest już poniżej 5,25 zł.

Przedstawione, w dystrybuowanych przez serwis raportach, poglądy, oceny i wnioski są wyrazem osobistych poglądów autorów i nie mają charakteru rekomendacji autora lub serwisu walutomat.pl do nabycia lub zbycia albo powstrzymania się od dokonania transakcji w odniesieniu do jakichkolwiek walut lub papierów wartościowych. Poglądy te jak i inne treści raportów nie stanowią „rekomendacji” lub „doradztwa” w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi. Wyłączną odpowiedzialność za decyzje inwestycyjne, podjęte lub zaniechane na podstawie komentarza, raportu lub z wykorzystaniem wniosków w nim zawartych, ponosi inwestor.

Autorzy serwisu są również właścicielem majątkowych praw autorskich do raportów. Zabronione jest kopiowanie, przedrukowywanie, udostępnianie osobom trzecim i rozpowszechnianie raportów w całości lub we fragmentach bez zgody autorów serwisu. Zgodę taką można uzyskać pisząc na adres kontakt@walutomat.pl.

Zobacz także


Komentarz walutowy

W Turcji i w strefie euro dwucyfrowe odczyty inflacyjne

03 Sie 2021

Krzysztof Adamczak

Komentarz walutowy

Sierpień dla złotego?

02 Sie 2021

Adam Fuchs

Komentarz walutowy

Letnie przesilenie

30 Lip 2021

Adam Fuchs